Выбрать главу

– Będą się zastanawiać, dlaczego mam mokre kolana.

Zaczęła rozpinać jego dżinsy.

Cała Rebecca. Zawsze myśli o wszystkim.

Wreszcie zadzwonił Michael O’Neil.

Ucieszyła się, słysząc jego głos, choć odezwał się chłodnym, oficjalnym tonem, z którego się domyśliła, że nie chce rozmawiać o ich sprzeczce. Wyczuła, że wciąż jest na nią zły. Co było zupełnie nie w jego stylu. Zmartwiła się, ale nie było czasu na roztrząsanie wzajemnych pretensji ze względu na wagę wiadomości, jaką miał jej do przekazania.

– Dzwonili do mnie ze stanowej – rzekł O’Neil. – Jacyś turyści znaleźli torebkę i rzeczy osobiste na plaży w połowie drogi do Big Sur. Rzeczy Jennie Marston. Ciała jeszcze nie ma, ale na piasku była krew. Kryminalistyka znalazła też kamień ze śladami krwi, włosami i skórą głowy. Są na nim odciski palców Pella. Straż przybrzeżna wysłała na poszukiwania dwie łodzie. W torebce nie było nic istotnego. Dokumenty i karty kredytowe. Jeżeli trzymała tam te dziewięć tysięcy dwieście, to pieniądze ma już Pełł.

Zabił ją…

Dance zamknęła oczy. Pell zobaczył zdjęcie dziewczyny w telewizji i dowiedział się, że została zidentyfikowana. Stała się niewygodna.

Drugi podejrzany logarytmicznie zwiększa prawdopodobieństwo wykrycia i zatrzymania…

– Przykro mi – powiedział O’Neil. Odgadł, co myśli – Dance nigdy by nie przypuszczała, że ujawnienie zdjęcia dziewczyny doprowadzi do jej śmierci.

Wydawało mi się, że to po prostu będzie kolejny ruch, który pomoże nam złapać tego strasznego człowieka, pomyślała Dance.

– To była słuszna decyzja – rzekł detektyw. – Musieliśmy to zrobić.

„Musieliśmy”, zauważyła. Nie użył drugiej osoby jak Overby.

– Kiedy to się stało?

– Ekipa ocenia, że mniej więcej godzinę temu. Przeszukujemy całą jedynkę i poprzeczne drogi, ale nie ma żadnych świadków.

– Dzięki, Michael.

Zamilkła, czekając, by powiedział coś jeszcze, coś o ich wcześniejszej rozmowie, coś o Kelloggu. Nieważne co, chciała po prostu, by dał jej okazję do poruszenia tego tematu. Lecz O’Neil dodał tylko:

– Zacząłem przygotowywać pogrzeb Juana. Dam ci znać o szczegółach.

– Dzięki.

– Cześć.

Trzask.

Zadzwoniła do Kellogga i Overby’ego, przekazując im najnowszą wiadomość. Jej szef zastanawiał się, czy to dobra, czy zła nowina. W nadzorowanej przez niego sprawie doszło do kolejnej śmierci, ale przynajmniej zginęło jedno z dwojga sprawców. Ton jego głosu sugerował, że w ogólnym rozrachunku prasa i opinia publiczna uznają to zdarzenie za sukces policji.

– Nie sądzisz, Kathryn?

Dance nie miała jednak okazji sformułować odpowiedzi, ponieważ właśnie w tym momencie zadzwonił do niej dyżurny z głównej recepcji, zawiadamiając ją o przyjeździe Theresy Croyton, Śpiącej Laleczki.

Dziewczyna wyglądała inaczej, niż Dance się spodziewała.

Theresa Croyton Bolling, ubrana w rozciągnięty dres, była wysoka i szczupła i miała włosy ciemnoblond z rudawym połyskiem, które sięgały połowy pleców. W jej lewym uchu tkwiły cztery metalowe ćwieczki, w prawym pięć. Na prawie każdym palcu miała srebrny pierścionek. Ładna twarz, bez makijażu, była wąska i blada.

Morton Walker wprowadził do gabinetu Dance dziewczynę i jej ciotkę, krępą kobietę o krótko obciętych, siwych włosach. Mary Bolling była ponura i nieufna, a jej mina nie pozostawiała wątpliwości, że to ostatnie miejsce na ziemi, w jakim miała ochotę się znaleźć. Nastąpiła wymiana uścisków dłoni i powitań. Dziewczyna zachowywała się swobodnie i życzliwie, choć nieco nerwowo; ciotka pozostawała sztywna.

Walker oczywiście miałby ochotę zostać – pragnął porozmawiać ze Śpiącą Laleczką na długo przed ucieczką Pella. Ale widocznie zawarto jakąś umowę, według której pisarz na razie miał się usunąć na drugi plan. Oznajmił, że gdyby ktoś go potrzebował, będzie w domu.

Dance wyraziła mu szczere podziękowanie.

– Do widzenia, panie Walker – powiedziała Theresa.

Pisarz przyjaznym skinieniem głowy pożegnał je – nastolatkę oraz kobietę, która próbowała go zastrzelić (spojrzała na niego takim wzrokiem, jak gdyby żałowała, że nie miała drugiej okazji). Walker po swojemu zachichotał, podciągnął opadające spodnie i wyszedł.

– Dziękuję, że przyjechałaś. Mogę ci mówić „Theresa”?

– Prawie wszyscy mówią mi „Tarę”.

– Zgodzi się pani, żebym porozmawiała z siostrzenicą w cztery oczy? – zwróciła się do ciotki Dance.

– W porządku. – Odpowiedzi udzieliła dziewczyna. Ciotka wyraźnie się wahała. – W porządku – powtórzyła bardziej stanowczo Theresa. Z cieniem irytacji. Podobnie jak wirtuozi ze swoich instrumentów, młodzi ludzie po trafią wydobyć ze swoich głosów nieskończoną różnorodność tonów.

Dance zarezerwowała dla nich pokój w motelu niedaleko centrali CBI na jedno z fikcyjnych nazwisk wykorzystywanych dla chronionych przez biuro świadków.

TJ odprowadził ciotkę do biura Alberta Stemple’a, który miał ją zabrać do motelu i zaczekać tam z nią na Theresę.

Kiedy zostały same, Dance wyszła zza biurka i zamknęła drzwi. Nie wiedziała, czy dziewczyna ma jakieś ukryte wspomnienia i zna fakty, które mogą im pomóc odnaleźć Pella. Miała jednak zamiar spróbować do nich dotrzeć. Zadanie nie było łatwe. Mimo silnej osobowości, której dowodziła odważna wyprawa do Monterey, dziewczyna z pewnością będzie robić to, co każda siedemnastolatka w podobnej sytuacji: podświadomie wznosić bariery, by bronić się przed bolesnymi wspomnieniami.

Dance zdawała sobie sprawę, że niczego nie wskóra, dopóki nie zdoła skruszyć tych barier. Podczas przesłuchań nie stosowała klasycznej hipnozy. Wiedziała jednak, że jeśli ktoś jest zrelaksowany i nie skupia się na zewnętrznych bodźcach, łatwiej przypomina sobie wydarzenia, o których nie pamiętałby w innych okolicznościach. Agentka zaprosiła Theresę na kanapę i zgasiła mocne górne światło, pozostawiając włączoną tylko żółtą lampę na stole.

– Wygodnie ci?

– Chyba tak. – Mimo to zaplotła dłonie, unosząc ramiona i uśmiechając się do Dance napiętymi ustami. Stres, zauważyła agentka.

– Pan Walker mówił, że chce mnie pani zapytać, co się stało tamtego wieczoru, kiedy zamordowano moich rodziców, brata i siostrę.