– Tak.
– Tarę, zastanawiam się, czy przypadkiem nie słyszałaś głosów z teleturnieju. Może ktoś wybrał kategorię „geografia” za czterysta dolarów. I wylosował odpowiedź „francuskojęzyczna prowincja Kanady”. Czyli pytanie brzmiałoby „co to jest Quebec?”.
Dziewczyna milczała, patrząc na nią nieruchomym wzrokiem.
– Nie – odparła stanowczo, kręcąc głową. – Nie, to na pewno nie było to.
– A ten głos, który mówił o używanych autach – to nie mogła być reklama? Niski głos mówiący w szybkim tempie. Jak w reklamówkach samochodów.
Na twarzy dziewczyny odmalowała się konsternacja. Chwilę potem zarumieniła się z gniewu. – Nie!
– Ale może? – spytała łagodnie Dance.
Theresa zamknęła oczy.
– Nie – powtórzyła szeptem. – Zresztą może i tak – dodała. – Sama nie wiem.
Zapewne dlatego Reynolds nie poszedł tropem zeznania dziewczynki. Też się domyślił, że mówiła o teleturnieju. Tajemniczym trzecim mężczyzną był prowadzący program Alex Tribec albo aktor czytający tekst reklamy.
Ramiona Theresy opadły, przesuwając się lekko do przodu. Ruch był bardzo subtelny, lecz Dance wyraźnie zauważyła niewerbalny sygnał smutku i poczucia porażki. Dziewczyna była pewna, że zapamiętała istotny szczegół, który pomoże złapać zabójcę jej rodziny. Teraz zdała sobie sprawę, że jej odważna decyzja o przyjeździe, wbrew woli ciotki… cały wysiłek okazał się daremny.
– Przykro mi… – Jej oczy zaszkliły się łzami.
Kathryn Dance uśmiechnęła się.
– Nie martw się, Tarę. Nic się nie stało. – Podała jej chusteczkę.
– Nic? To okropne. Tak bardzo chciałam pomóc…
Znów się uśmiechnęła.
– Och, Tarę, wierz mi, dopiero się rozkręcamy.
Na seminariach Dance opowiadała historię mieszczucha, który zatrzymał się w pewnej wiosce, aby zapytać rolnika o drogę. Przyjezdny spojrzał na psa siedzącego u stóp mężczyzny i spytał: „Czy pański pies gryzie?”. Rolnik odparł, że nie, a gdy przybysz pochylił się, by pogłaskać psa, ten ugryzł go w rękę. Mężczyzna odskoczył jak oparzony, krzycząc ze złością: „Mówił pan, że pies nie gryzie!”. Rolnik odrzekł: „Mój nie. A ten nie jest mój”.
Sztuka prowadzenia przesłuchań nie polega tylko na analizie odpowiedzi, języka ciała i zachowania przesłuchiwanego; polega także na zadawaniu właściwych pytań.
Fakty związane z morderstwem Croytonów i każda chwila po tragedii zostały udokumentowane przez policję i dziennikarzy. Kathryn Dance postanowiła zatem zbadać czas, o który nikt dotąd nie pytał: przed morderstwem.
– Tarę, chciałabym wiedzieć, co się działo wcześniej.
– Wcześniej?
– Tak. Zacznijmy od początku tamtego dnia.
Theresa zmarszczyła brwi.
– Och, niewiele pamiętam. Bo to, co się stało wieczorem, jakby wy pchnęło resztę.
– Spróbuj. Cofnij się myślami do tego dnia. To był maj. Byłaś wtedy w szkole, prawda?
– Tak.
– Jaki był dzień tygodnia?
– Hm, piątek.
– Szybko sobie przypomniałaś.
– Och, bo w piątki tato zwykle zabierał nas w różne miejsca. W tam ten piątek chcieliśmy pojechać na karuzele do Santa Cruz. Tylko że wszystko się posypało, bo zachorowałam. – Theresa zamyśliła się, ocierając oczy. – Mieliśmy jechać ja, Brenda i Steve – moja siostra i brat – a mama zostałaby w domu, bo w sobotę szła na jakąś imprezę charytatywną czy coś i musiała się przygotować.
– Jednak plany się zmieniły?
– Tak. Byliśmy już w drodze, ale… – spuściła oczy. – Zrobiło mi się niedobrze. W samochodzie. No i wróciliśmy do domu.
– Co to było? Przeziębienie?
– Grypa żołądkowa. – Theresa skrzywiła się, dotykając brzucha.
– Och, nie cierpię tego.
– Fakt, paskudna rzecz.
– I o której wróciliście do domu?
– Chyba wpół do szóstej.
– Poszłaś prosto do łóżka.
– Tak, zgadza się. – Spojrzała przez okno na skręcone sosny.
– A potem się obudziłaś, słysząc głosy z teleturnieju.
Dziewczyna owinęła na palcu kosmyk rudawych włosów.
– Quebec. – Skrzywiła się w niewesołym uśmiechu.
W tym momencie Kathryn Dance przestała zadawać pytania. Musiała podjąć decyzję. Ważną.
Ponieważ nie miała wątpliwości, że Theresa kłamie.
Podczas swobodnej rozmowy na początku i potem, gdy dziewczyna mówiła o dobiegających z telewizji głosach, jej zachowanie niewerbalne wskazywało, że Theresa jest rozluźniona i otwarta, choć wyraźnie przeżywała stres – takiego stanu doświadcza każdy, kto rozmawia z prowadzącym śledztwo funkcjonariuszem policji, nawet niewinna ofiara.
Kiedy jednak zaczęła opowiadać o wycieczce na promenadę w Santa Cruz, robiła pauzy, zasłaniała część twarzy i ucho gesty negacji – i spoglądała przez okno, co było oznaką niechęci. Starała się zachowywać spokojnie i swobodnie, ale odczuwany przez nią stres sygnalizowało potrząsanie stopą. Dance dostrzegła typowe oznaki stresu wynikającego z mówienia nieprawdy i uznała, że dziewczyna jest w stanie zaprzeczenia.
Wszystko, co mówiła Theresa, było prawdopodobnie zgodne z faktami, które Dance mogła zweryfikować. Lecz fałsz to nie tylko bezpośrednie kłamstwo, ale także unikanie i przemilczanie prawdy. Theresa coś ukrywała.
– Tarę, w drodze do Santa Cruz zdenerwowałaś się z jakiegoś powodu, prawda?
– Zdenerwowałam? Nie. Naprawdę. Przysięgam.
Trzy w jednym: dwa wyrażenia świadczące o zaprzeczeniu i odpowiadanie pytaniem na pytanie. Dziewczyna była zarumieniona i znów potrząsała stopą – zestaw wyraźnych sygnałów reakcji stresowej.
– Śmiało, powiedz mi. Nie masz się czego obawiać. Powiedz.
– No wie pani, moi rodzice, mój brat i siostra… Wszyscy zginęli. Kto byłby spokojny w takiej sytuacji? – W jej głosie zabrzmiała nutka gniewu.
Dance ze zrozumieniem pokiwała głową.
– Pytam, co się działo wcześniej. Wyjeżdżacie z Carmel do Santa Cruz. Źle się czujesz. Wracacie do domu. Co zaszło podczas jazdy, że tak się tym przejęłaś?
– Nie wiem. Nie pamiętam. To było tak dawno.