Выбрать главу

– Trzeba ją zgarnąć – rzekł Overby. – Będziesz mogła użyć swoich czarów, Kathryn.

– Chcę ją aresztować, ale zanim ją przesłucham, potrzebuję pewnych informacji. Muszę porozmawiać z Walkerem.

– Tym pisarzem?

Przytaknęła. Zwracając się do Kellogga, spytała:

– Możesz przywieźć Rebeccę?

– Jasne, jeżeli załatwisz mi wsparcie.

Overby powiedział, że zadzwoni do biura szeryfa z prośbą, by do pomocy Kelloggowi wysłali jeszcze jednego funkcjonariusza do Point Lobos Inn. Zaskoczył Dance uwagą, o której wcześniej nie pomyślała: nie mieli powodu przypuszczać, aby Rebecca była uzbrojona, ale skoro przyleciała z San Diego i nie przechodziła przez bramkę kontrolną, mogła mieć przy sobie broń.

– Dobrze, Charles – powiedziała Dance i dała znak TJ-owi. – Chodźmy pogadać z Walkerem.

Dance i młody agent byli w drodze do domu pisarza, gdy zadzwonił jej telefon. Halo?

Rozgorączkowanym głosem, jakiego jeszcze u niego nie słyszała, Winston Kellogg powiedział:

– Kathryn, ona zniknęła.

– Rebecca?

– Tak!

– A tamte dwie?

– Nic im nie jest. Linda twierdzi, że Rebecca źle się czuła i poszła się położyć. Nie chciała, żeby jej przeszkadzać. Okno w jej sypialni jest otwarte, ale samochód został na parkingu CBI.

– Czyli Pell po nią przyjechał?

– Na to wygląda.

Kiedy to się stało?

– Położyła się godzinę temu. Dziewczyny nie wiedzą, kiedy się wy mknęła.

Gdyby chcieli skrzywdzić pozostałe kobiety, Rebecca zrobiłaby to sama albo wpuściła Pella przez okno. Dance uznała, że nie grozi im bezpośrednie niebezpieczeństwo, zwłaszcza że hotelu pilnowali zastępcy szeryfa.

– Gdzie teraz jesteś? – spytała Kellogga.

– Wracam do CB1. Przypuszczam, że Pell i Rebecca będą próbowali dać nogę. Pogadam z Michaelem o postawieniu blokad na drogach.

Gdy zakończyli rozmowę, Dance zadzwoniła do Mortona Walkera.

– Halo? – odezwał się pisarz.

– Tu Kathryn. Posłuchaj, Rebecca jest z Pellem.

– Co? Porwał ją?

– Nie, działają razem. To ona zaplanowała ucieczkę.

– Nie!

– Prawdopodobnie chcą wyjechać z miasta, ale może ci grozić nie bezpieczeństwo.

– Mnie?

– Pozamykaj drzwi. Nikogo nie wpuszczaj. Jedziemy do ciebie. Będziemy za pięć minut.

Droga trwała jednak prawie dziesięć minut, mimo że TJ prowadził samochód agresywnie (twierdził, że „asertywnie”); ulice były zatłoczone autami turystów ściągających do miasta przed weekendem. Agenci z piskiem opon zatrzymali się przed domem i podeszli do drzwi. Dance zapukała. Walker po chwili otworzył. Spoglądając ponad nimi, uważnie rozejrzał się po ulicy. Agenci weszli do środka.

Walker zamknął drzwi. Bezradnie opuścił ramiona.

– Przepraszam. – Głos mu się załamał. – Powiedział mi, że jeżeli zdradzę coś przez telefon, zabije całą moją rodzinę. Naprawdę bardzo was przepraszam.

Stojący za drzwiami Daniel Pell dotknął jej głowy lufą pistoletu.

Rozdział 49

O to moja przyjaciółka. Bawiła się ze mną w kotka i myszkę. Ale myszka nie dała jej szans, choć kotek nazywa się Kathryn Dance.

– Kiedy zadzwoniłaś, wyświetlił się twój numer – ciągnął Walker.

Musiałem mu powiedzieć kto to. Kazał mi skłamać, że wszystko w po rządku. Naprawdę nie chciałem. Ale moje dzieci…

– Nie przejmuj… – zaczęła.

– Cii, panie pisarzu i pani przesłuchiwaczko. Cicho sza.

W sypialni po lewej Dance zobaczyła całą rodzinę Walkera leżącą twarzami do podłogi, z rękami na głowach. Jego żonę Joan i dwoje dzieci – nastoletniego Erica i młodszą, pulchną Sonję. Na łóżku siedziała Rebecca z nożem w dłoni. Spojrzała na Dance obojętnie, bez cienia emocji.

Dance wiedziała, iż rodzina jeszcze żyje tylko dlatego, że grożąc im, Pell miał Walkera pod pełną kontrolą.

Schematy…

– Chodź tu, kochanie, pomóż mi.

Rebecca zsunęła się z łóżka i podeszła do nich.

– Zabierz im broń i telefony. – Pell przycisnął pistolet do ucha Dance. a Rebecca ją rozbroiła. Następnie Pell kazał agentce skuć się kajdan kami.

Spełniła polecenie.

– Za luźno. – Zacisnął bransoletki mocniej, wywołując na twarzy Dance grymas bólu.

To samo zrobili z TJ-em, po czym pchnęli oboje na kanapę.

– Uważaj – mruknął TJ.

Posłuchaj mnie – zwrócił się do Dance Pell. Słuchasz? – Tak. Ktoś jeszcze ma się tu zjawić?

– Do nikogo nie dzwoniłam.

– Nie o to pytałem. Taka mistrzyni przesłuchań jak ty powinna to wiedzieć. – Był wcieleniem niezmąconego spokoju.

– O ile wiem, nie. Przyjechałam zadać Mortonowi kilka pytań.

Pell położył telefony na stoliku.

– Jeżeli ktoś do ciebie zadzwoni, masz powiedzieć, że wszystko jest w porządku. I że wrócisz do biura za jakąś godzinę. Ale teraz siedź cicho. Czy to jasne? Bo jeżeli nie, wybiorę sobie dzieciaczka i…

– Jasne – powiedziała.

– Teraz niech nikt nie odzywa się ani słowem. Mamy…

– To niezbyt rozsądne – wtrącił TJ.

Nie, błagała go bezgłośnie Dance. Bądź mu posłuszny! Nie wolno się sprzeciwiać Danielowi Pellowi.

Pell podszedł do niego i jak gdyby od niechcenia dźgnął go lufą w szyję.

– Co powiedziałem?

Nonszalancki ton młodego człowieka natychmiast zniknął.

– Żeby się nie odzywać ani słowem.

– Ale ty się odezwałeś. Po co? Postąpiłeś bardzo, bardzo głupio.

Zabije go, pomyślała Dance. Nie, proszę…

– Pell, posłuchaj…