Выбрать главу

I – rzeczywiście – słysząc dźwięki „Va Banque” z telewizora w pokoju obok, biegiem wrócił do kuchni po portfel biznesmena i duży pierścionek z brylantem należący do jego żony.

Potem wskoczył do samochodu. A kilometr dalej zatrzymała go policja.

Rebecca…

Przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie przy promenadzie w Santa Cruz – „przypadkowe”, choć najprawdopodobniej zaaranżowane przez nią.

Pell uwielbiał promenadę. Fascynowały go wesołe miasteczka, łatwość, z jaką ludzie oddawali kontrolę nad sobą w ręce innych, albo ryzykując własne zdrowie, gdy wsiadali do kolejki górskiej czy skakali ze spadochronem, albo zmieniając się w bezmyślne szczury laboratoryjne i jeżdżąc w kółko na diabelskich młynach i karuzelach…

Przypomniał sobie Rebeccę, która siedząc przed dziewięciu laty temu obok słynnej stuletniej karuzeli Looffa, przywołała go gestem.

– Hej, chcesz, żebym ci zrobiła portret?

– Może. Ile?

– Nie zrujnuję cię. Siadaj.

A pięć minut później, nakreśliwszy zaledwie zarysy jego twarzy, odłożyła kawałek węgla, przyjrzała mu się i spytała prowokacyjnym tonem, czy zna jakieś bardziej ustronne miejsce. Weszli do furgonetki pod badawczym spojrzeniem Lindy Whitfield, która obserwowała ich z poważną miną. Pell ledwie ją zauważył.

Po pięciu minutach namiętnych pocałunków i pieszczot, odsunęła się od niego.

– Zaczekaj…

O co chodzi?, zdziwił się. Tryper? AIDS?

– Muszę… – wykrztusiła, łapiąc oddech -…muszę ci coś powiedzieć. – Zamilkła, spuszczając wzrok.

– Słucham.

– Jeżeli ci się to nie spodoba, w porządku, damy sobie spokój i do staniesz portret gratis. Ale czuję, że coś nas łączy, dlatego muszę ci po wiedzieć…

– Słucham.

– Seks sprawia mi przyjemność tylko wtedy… gdy ktoś mi sprawia ból. Mam na myśli prawdziwy ból. Wielu mężczyzn tego nie lubi. I możesz…

W odpowiedzi przewrócił ją na płaski brzuch.

I zdjął pasek.

Zaśmiał się ponuro na tamto wspomnienie. To była wierutna bzdura. W ciągu dziesięciu minut na plaży i pięciu w furgonetce, w jakiś tajemniczy sposób odgadła jego fantazję i odegrała ją z ogromnym zapałem.

Svengali i „Trilby”…

Po kilku minutach jazdy poczuł pulsujący ból w ramieniu, które Rebecca rozcięła w domu Walkera. Zatrzymał się, rozpiął koszulę i obejrzał ranę. Nie wyglądała poważnie – krwawienie powoli ustawało. Ale cholernie bolała.

Choć nie tak jak jej zdrada.

Był na skraju spokojnej dzielnicy i za chwilę musiał wjechać do bardziej zatłoczonej części miasta, gdzie na pewno będzie go szukała policja.

Zawrócił i przez pewien czas krążył po ulicach, dopóki nie zauważył nissana infiniti stojącego na czerwonym świetle. W środku siedziała tylko jedna osoba. Obok nie było żadnego innego samochodu. Pell zwolnił, ale zaczął hamować dopiero wtedy, gdy znalazł się tuż za zderzakiem luksusowego auta. Rozległ się głuchy łoskot. Infiniti potoczył się metr do przodu. Kierowca spojrzał z wściekłością we wsteczne lusterko i wysiadł.

Pell także wysiadł i kręcąc głową, oglądał skutki kolizji.

– Gdzie pan ma oczy? – Kierowcą nissana był Latynos w średnim wieku. – Kupiłem go miesiąc temu. – Uniósł głowę i zauważywszy krew na ramieniu Pella, zmarszczył brwi. – Jest pan ranny? – Jego wzrok podążył wzdłuż plamy, zatrzymując się na dłoni Pella, w której tkwił pistolet.

Ale było już za późno.

Rozdział 52

Pierwszą rzeczą, jaką Kathryn Dance zrobiła w domu Walkera – podczas gdy TJ zgłaszał ucieczkę Pella – było telefoniczne wydanie polecenia zastępcy szeryfa pilnującemu jej rodziców i dzieci, by natychmiast przewiózł ich pod ochroną do centrali CBI. Wątpiła, czy Pell będzie chciał tracić czas na spełnienie swoich gróźb, wolała jednak nie ryzykować.

Następnie spytała pisarza i jego żonę, czy Pell mówił, dokąd zamierza uciec, a zwłaszcza czy wspominał coś o swojej górze. Walker nie okłamał Pella; nigdy nie słyszał o jego górskiej enklawie. Ani on, ani jego żona i dzieci, nie potrafili dodać niczego więcej. Rebecca była ciężko ranna i nieprzytomna. Kiedy zabierała ją karetka, O’Neil wysłał z nią funkcjonariusza. W chwili, gdy Rebecca będzie mogła mówić, policjant miał zadzwonić do detektywa.

Dance podeszła do Kellogga i O’Neila, którzy z opuszczonymi głowami omawiali sytuację. Mimo wzajemnych zastrzeżeń, jakie mieli do siebie, w ich gestach i postawie ciała nie można było dostrzec żadnych śladów niechęci. Szybko i sprawnie koordynowali akcję blokowania dróg i ustalali plan poszukiwań.

O’Neil odebrał telefon. Zmarszczył brwi.

– Dobra. Zadzwoń do Watsonville… Zajmę się tym. – Rozłączył się i oznajmił: – Jest trop. Kradzież samochodu w Marina. Facet odpowiadający rysopisowi Pella – i ranny – rąbnął czarnego nissana infiniti. Miał broń. Świadek mówi, że słyszał strzał – dodał ponuro. – A kiedy popatrzył na samochód, Pell zamykał bagażnik.

Dance zamknęła oczy, wzdychając z przygnębieniem. Jeszcze jedna ofiara.

– Nie ma mowy, żeby dłużej chciał zostać na półwyspie – ciągnął O’Neil. – Porwał wóz w Marina, więc jedzie na północ. Prawdopodobnie chce dotrzeć do sto pierwszej. – Wsiadł do samochodu. Zorganizuję posterunek w Gilroy. I w Watsonville na wypadek, gdyby wybrał jedynkę.

Patrzyła w ślad za oddalającym się autem.

– Też tam jedźmy – rzekł Kellogg, kierując się do samochodu.

Idąc za nim, Dance usłyszała dzwonek swojego telefonu. W słuchawce odezwał się James Reynolds. Zrelacjonowała mu ostatnie wydarzenia, a były prokurator poinformował ją, że przejrzał dokumenty ze sprawy Croytonów. Nie znalazł nic szczególnie istotnego, co mogłoby wskazywać na cel ucieczki Pella, ale natrafił na coś ciekawego. Czy Dance może mu poświęcić chwilę?

– Jasne – odparła, dając Kelloggowi znak, by zaczekał.

Sam i Linda siedziały blisko siebie, oglądając w wiadomościach relację z kolejnej próby morderstwa, jakie chciał popełnić Daniel Pell; ofiarą miał być pisarz, Walker. Rebecca, nazwana wspólniczką Pella, została ciężko ranna. A Pellowi znów udało się uciec. Skradł samochód, zabijając jego właściciela, i najprawdopodobniej jechał na północ.