Выбрать главу

– Rety – szepnęła Linda.

– Rebecca od początku była po jego stronie. – Samantha wpatrywała się w ekran z twarzą zastygłą w wyrazie przerażenia. – Ale kto do niej strzelał? Policja? Daniel?

Linda na moment zamknęła oczy. Sam nie wiedziała, czy odmawia modlitwę, czy po prostu jest skrajnie wyczerpana po męczarniach kilku ostatnich dni.

Każdy dźwiga swój krzyż, pomyślała Sam. Ale nie powiedziała tego swojej religijnej towarzyszce.

Kolejna dziennikarka poświęciła kilka minut sylwetce rannej kobiety, Rebecki Sheffield, założycielki Inicjatywy Kobiet w San Diego, należącej przed ośmiu laty do Rodziny. Wspomniała, że Sheffield urodziła się w południowej Kalifornii. Jej ojciec zmarł, gdy miała sześć lat, i wychowywała ją matka, która nie wyszła powtórnie za mąż.

– Sześć lat – powtórzyła szeptem Linda.

Sam była wstrząśnięta.

– Okłamała nas. To, co nam opowiadała o ojcu, nigdy się nie zdarzyło. Aleśmy się dały nabrać.

Starsza z kobiet pokręciła głową.

– To już naprawdę ponad moje siły. Idę się pakować.

– Linda, zaczekaj.

– Nie chcę już o niczym rozmawiać, Sam. Mam dość.

Pozwól mi tylko coś powiedzieć.

– Już i tak dużo powiedziałaś.

– Ale chyba w ogóle mnie nie słuchałaś.

– I nie miałabym ochoty słuchać, gdybyś to chciała powtórzyć. – Linda poszła do swojego pokoju.

Sam podskoczyła na dźwięk telefonu. Dzwoniła Kathryn Dance.

– Och, właśnie się dowiedziałyśmy…

Lecz agentka przerwała jej w pół słowa.

– Posłuchaj, Sam. Nie sądzę, żeby uciekał na północ. Myślę, że jedzie do was.

– Co?

– Właśnie rozmawiałam z Jamesem Reynoldsem. Przeglądał akta sprawy sprzed ośmiu lat i znalazł wzmiankę o Alison. Podczas przesłuchania po morderstwie Croytonów Pell go zaatakował. Reynolds pytał go o zdarzenie w Redding, o zabójstwo Charlesa Pickeringa, mówiąc o Alison, jego dziewczynie, o której wspominałyście. Pell dostał szału i rzucił się, czy raczej próbował się rzucić na Reynoldsa – to samo jak na mnie w Salinas – dlatego, że prokurator dotknął czegoś ważnego.

James uważa, że Pickering wiedział coś o jego górze i dlatego Pell go zabił. Z tego powodu próbował znaleźć Alison. Ona też wiedziała, gdzie to jest.

– Czemu miałby robić krzywdę nam?

– Bo powiedział wam o Alison. Może nawet nie kojarzycie jej z ziemią Pełła, może nawet o niej zapomniałyście. Ale jego królestwo jest dla niego tak ważne, że jest gotów zamordować każdego, kto może mu za grozić. Czyli was. Obie.

– Linda, chodź tutaj!

Stanęła w drzwiach, gniewnie marszcząc czoło.

– Dałam już znać policjantom przed domkiem – ciągnęła Dance. – Zabiorą was do centrali CBI. Agent Kellogg i ja właśnie jedziemy do hotelu. Zostaniemy w domku, żeby się przekonać, czy Pell się tam zjawi.

– Kathryn myśli, że on tu może przyjechać – powiedziała Sam przez ściśnięte gardło.

– Nie! – Zasłony były zasunięte, ale obie kobiety instynktownie spojrzały na okna. Sam popatrzyła w stronę sypialni Rebecki. Czy na pewno zamknęła okno, kiedy odkryła jej ucieczkę? Tak, pamiętała, że zamknęła.

Rozległo się pukanie.

– Zastępca szeryfa Larkin.

Sam spojrzała na Lindę. Zamarły. Po chwili Linda wolno podeszła do drzwi i wyjrzała przez wizjer. Skinęła głową i otworzyła. Funkcjonariusz wszedł do domku.

– Poproszono mnie, żebym odwiózł panie do CBI. Proszę wszystko zostawić i iść ze mną. – Drugi zastępca szeryfa czekał na zewnątrz, rozglądając się po parkingu.

Sam powiedziała do telefonu:

– To zastępca szeryfa. Wyjeżdżamy.

Odłożyła słuchawkę.

Samantha chwyciła torebkę.

– Chodźmy. – Jej głos drżał.

Funkcjonariusz, trzymając dłoń blisko pistoletu, dał im znak do wyjścia.

W tym momencie pocisk trafił go z boku w głowę. Policjant natychmiast runął na ziemię.

Padł jeszcze jeden strzał i drugi z funkcjonariuszy złapał się za serce i upadł, krzycząc z bólu. Po chwili trafiła go druga kula. Pierwszy policjant usiłował doczołgać się do samochodu, lecz znieruchomiał na chodniku.

– Nie, nie! – wykrztusiła Linda.

Usłyszały tupot kroków na betonie. Daniel Pell biegł w stronę domku.

Sam stała jak sparaliżowana.

Nagle doskoczyła do drzwi i zatrzasnęła je, zakładając łańcuch. Zdążyła się odsunąć, gdy kolejny pocisk przeszył drewno. Rzuciła się do telefonu.

Daniel Pell wymierzył dwa solidne kopniaki. Przy drugim zamek ustąpił, ale łańcuch wytrzymał. Drzwi uchyliły się na parę centymetrów.

– Do pokoju Rebecki! – krzyknęła Sam. Podbiegła do Lindy i złapała ją za ramię, lecz kobieta stała na progu jak wryta.

Sam przypuszczała, że zesztywniała z przerażenia. Jej twarz nie zdradzała jednak żadnych oznak strachu. Wyrwała się z uścisku.

– Daniel! – zawołała.

– Co ty wyprawiasz? – wrzasnęła Sam. – Chodź!

Pell jeszcze raz kopnął w drzwi, lecz łańcuch nadal nie ustępował. Sam pociągnęła opierającą się Lindę w kierunku pokoju Rebecki.

– Daniel – powtórzyła Linda. – Posłuchaj mnie. Jeszcze nie jest za późno. Możesz się poddać. Znajdziemy ci adwokata. Dopilnuję, żeby…

Pell strzelił.

Po prostu uniósł broń, wycelował przez szparę w drzwiach i strzelił Lindzie w bok z taką łatwością, jak gdyby trzepnął natrętną muchę. Próbował strzelić jeszcze raz, ale Sam zaciągnęła ją do pokoju Rebecki. Pell znów kopnął w drzwi. Tym razem otworzyły się, uderzając z trzaskiem o ścianę i strącając na podłogę obraz z widokiem morza. Sam zamknęła drzwi sypialni i przekręciła zamek.

– Wychodzimy! – nakazała ostrym szeptem. – Nie możemy tu zostać.

Pell szarpnął klamkę. Kopnął w drzwi. Ale te otwierały się na zewnątrz i stawiły mu zdecydowany opór.

Czując przerażające mrowienie na plecach, spodziewając się, że w każdej chwili może strzelić przez drzwi i przypadkiem ją trafić, Sam pomogła Lindzie wdrapać się na parapet, popchnęła ją, a potem sama zeskoczyła na wilgotną, pachnącą ziemię. Linda zawodziła z bólu, trzymając się za bok.