Выбрать главу

Sam pomogła jej wstać i trzymając jej ramię w żelaznym uścisku, pociągnęła ją w stronę parku Point Lobos.

– Strzelił do mnie – jęknęła Linda, nadal nie mogąc otrząsnąć się ze zdumienia. – Boli. Słuchaj… dokąd biegniemy?

Sam nie zwracała na nią uwagi. Myślała tylko o tym, by znaleźć się jak najdalej od domku. Nie znała celu ucieczki. Widziała przed sobą las, nagie skały, a daleko na końcu świata huczący szary ocean.

Rozdział 53

Nie – wykrztusiła Kathryn Dance. – Nie… Win Kellogg gwałtownie zatrzymał samochód obok ciał dwóch zastępców szeryfa rozciągniętych na chodniku przed domkiem.

– Sprawdź, co z nimi – rzucił Kellogg, wyciągając telefon, by wezwać wsparcie.

Trzymając broń w spoconej dłoni, Dance uklękła przy pierwszym funkcjonariuszu i zobaczyła, że mężczyzna nie żyje. Leżał w kałuży krwi, odrobinę ciemniejszej od asfaltu, który stał się jego łożem śmierci. Drugi policjant też nie dawał znaku życia. Dance uniosła wzrok i bezgłośnie powiedziała: – Nie żyją.

Kellogg zamknął telefon i podszedł do niej.

Mimo że nigdy nie byli razem na żadnym szkoleniu taktycznym, zbliżyli się do domku jak dwoje zaprawionych w niejednej akcji partnerów, uważając, by nie wystawiać się na strzał i lustrując okna i półotwarte drzwi.

– Wchodzę – powiedział Kellogg.

Dance skinęła głową.

– Idę z tobą.

– Tylko mnie ubezpieczaj. Nie spuszczaj oka z wewnętrznych drzwi. Obserwuj je. Cały czas obserwuj. Najpierw wysunie broń. Uważaj na metal. Jeżeli w środku są ciała, nie zwracaj na nie uwagi, dopóki nie będziemy pewni, że jest pusto. – Dotknął jej ręki. – To ważne. Zgoda? Nie zwracaj na nie uwagi, nawet gdyby wzywały pomocy. Nikomu nie będziemy mogli pomóc, jeżeli zostaniemy ranni. Albo zginiemy.

Rozumiem.

– Gotowa?

Ani trochę. Ale skinęła głową. Lekko ścisnął jej ramię. Potem zrobił kilka głębokich wdechów i szybko pchnął drzwi, unosząc broń i kierując ją w każdy kąt pomieszczenia.

Dance trzymała się tuż za nim, pamiętając, by celować w drzwi – i unosić lufę, ilekroć Kellogg przechodził przed nią.

I obserwować, obserwować…

Od czasu do czasu oglądała się na drzwi, sprawdzając, czy Pell nie okrążył domku i nie czai się na progu.

Po chwili Kellogg zawołał:

– Czysto!

W środku, Bogu dzięki, nie było ciał. Kellogg wskazał jednak świeże plamy krwi na parapecie pod otwartym oknem w pokoju, z którego korzystała Rebecca. Dance zauważyła także krew na dywanie.

Wyjrzała na zewnątrz i na ziemi pod oknem zobaczyła krew i ślady stóp. Powiedziała o tym Kelloggowi, dodając:

– Trzeba założyć, że uciekły, a on je goni.

– Idę za nim – rzekł agent. – Może zaczekasz tu na wsparcie?

– Nie – odparła odruchowo, bez chwili namysłu. – Ten zjazd rodzinny to był mój pomysł. Nie pozwolę, żeby zginęły. Jestem im to winna.

Zawahał się.

– Zgoda.

Ruszyli do tylnego wyjścia. Dance głęboko nabrała powietrza, gwałtownym ruchem otworzyła drzwi i mając za sobą Kellogga, wybiegła z domku, w każdej chwili spodziewając się usłyszeć huk strzału i poczuć paraliżujące uderzenie pocisku.

Skrzywdził mnie.

Mój Daniel zrobił mi krzywdę.

Dlaczego?

Serce bolało Lindę nie mniej niż zraniony bok. Wybaczyła Danielowi to, co zrobił w przeszłości. Była gotowa wybaczyć mu to, co zrobił teraz.

A jednak strzelił do mnie.

Chciała się położyć. Niech Jezus je ukryje, niech je ocali. Powiedziała to szeptem do Sam, chociaż nie była pewna. Może tylko to sobie wyobraziła.

Samantha milczała. Cały czas biegła, ciągnąc za sobą cierpiącą z bólu Lindę przez kręte ścieżki pięknego, choć budzącego grozę parku.

Paul, Harry, Lisa… w głowie krążyły jej imiona przybranych dzieci.

Nie, to było w zeszłym roku. Już ich nie ma. Są nowe.

Jak mają na imię?

Dlaczego nie mam rodziny?

Bo Bóg, Ojciec nasz, ma dla mnie inny plan.

Bo Samantha mnie zdradziła.

Szalone myśli kotłowały się w jej głowie jak fale kipiące wokół ostrych skał.

– Boli.

– Wytrzymaj – dobiegł ją szept Sam. – Za chwilę będzie tu Kathryn i ten agent FBI.

– Strzelił. Daniel do mnie strzelił.

Świat stracił ostrość. Linda poczuła, że zaraz zemdleje. Co wtedy zrobi Myszka? Zarzuci sobie na plecy moje siedemdziesiąt trzy kilo?

Nie, zdradzi mnie tak samo jak przedtem.

Samantha, mój Judasz.

Przez huk wzburzonego morza i szum wiatru w mokrych sosnach i cyprysach, Linda usłyszała ścigającego je Daniela Pella. Trzask gałęzi, szelest liści. Uciekały dalej, dopóki jej stopa nie natrafiła na wystający korzeń niskiego dębu. Runęła na ziemię, czując, jak gdyby bok palił ją żywym ogniem. Krzyknęła.

– Cii… Boli.

Głos Sam drżał ze strachu.

– Wstawaj, Linda! Błagam!

– Nie mogę.

Znowu kroki. Był coraz bliżej.

Nagle Linda pomyślała, że to może wcale nie on, tylko policja. Kathryn i ten przystojny agent FBI. Odwróciła się, by spojrzeć w tamtą stronę, krzywiąc się z bólu.

Ale nie, to nie była policja. Ujrzała Daniela Pella, piętnaście metrów od nich. Dostrzegł je. Zwolnił, złapał oddech i ruszył naprzód.

Linda odwróciła się do Samanthy.

Ale już jej nie było.

Sam znów ją zostawiła, tak samo jak przed laty.

Porzuciła ją, skazując na te straszne noce w sypialni Daniela Pella.

Porzuciła ją wtedy, porzuciła ją teraz.