Oślepił je blask słońca zawieszonego nisko nad horyzontem, oblewając je falą czerwieni. Mrużąc oczy, Sam dojrzała wąwóz, już bardzo niedaleko. Położą się w nim i przykryją gałęźmi i liśćmi.
– Świetnie ci idzie. Jeszcze tylko metr.
Właściwie ponad pięć.
Pokonały kolejne trzy.
Wreszcie dotarły do bezpiecznego azylu. Parów okazał się głębszy, niż Sam przypuszczała, i był doskonałą kryjówką.
Zaczęła ostrożnie prowadzić do niego Lindę.
Nagle rozległ się trzask łamanych zarośli i z lasu wynurzyła się postać, kierując się prosto w ich stronę.
– Nie! – krzyknęła Sam. Puszczając Lindę, która bezwładnie opadła na ziemię, chwyciła niewielki kamień, choć była to żałosna namiastka broni.
Po chwili wybuchnęła histerycznym śmiechem. Kathryn Dance, podchodząc do nich ostrożnie, szepnęła:
– Gdzie on jest?
Czując łomot własnego serca, Sam powiedziała bezgłośnie:
– Nie wiem. – Po czym powtórzyła to na głos. – Zostawiłyśmy go pięćdziesiąt metrów stąd. Jest ranny. Ale widziałam, jak szedł.
– Uzbrojony?
Skinęła głową.
– Ma pistolet. I nóż.
Dance rozejrzała się wokół, mrużąc oczy w promieniach słońca. Następnie obejrzała Lindę.
– Trzeba ją tu położyć. – Wskazała dno parowu. – Na wznak. I przy cisnąć coś do rany.
Razem ułożyły ranną na dnie zagłębienia.
– Zostań z nami, proszę – szepnęła Sam.
– Nie bój się – uspokoiła ją Dance. – Nigdzie się nie wybieram.
Rozdział 55
Winston Kellogg znajdował się w jakimś punkcie na południe od nich. Kiedy opuścili Point Lobos Inn, dotarli do rozwidlenia szlaków krajobrazowych, gdzie urywał się trop śladów stóp i krwi. Ustalili, że Dance pójdzie w prawo, a Kellogg w lewo.
Agentka cicho przedzierała się przez zarośla – trzymając się z dala od szlaku – dopóki nie zauważyła ruchu na skraju klifu. Kiedy rozpoznała kobiety, szybko do nich podeszła. Połączyła się z Kelloggiem przez radio.
– Win, mam Sam i Lindę.
– Gdzie jesteście?
– Około stu metrów od miejsca, gdzie się rozdzieliliśmy. Poszłam prosto na zachód. Jesteśmy prawie na końcu klifu. Mamy obok siebie okrągłą skałę, wysokości mniej więcej pięciu metrów.
– Wiedzą, gdzie jest Pell?
– Był niedaleko. Około pięćdziesięciu metrów stąd, niżej i po naszej lewej. Ciągle jest uzbrojony. W pistolet i nóż.
Nagle zastygła, dostrzegłszy w dole na piasku sylwetkę człowieka.
– Win, gdzie jesteś? Na plaży?
– Nie, na ścieżce. Plaża jest niżej, jakieś sześćdziesiąt, osiemdziesiąt metrów ode mnie.
– Dobra, mam go! Widzisz tę małą wyspę? Tę, na której są foki. I mewy.
– Aha.
– Jest na plaży na wprost wyspy.
– Stąd nie widzę. Ale idę tam.
– Nie, Win. Nie będziesz miał żadnej osłony. Trzeba zaczekać na brygadę.
– Nie mamy czasu. Za dużo razy uciekał. Nie pozwolę, żeby znowu mu się udało.
Postawa rewolwerowca…
Bardzo się tym zaniepokoiła. Uświadomiła sobie, że nie chce, aby Winstonowi Kelloggowi przytrafiło się coś złego. Potem. Co ty na to?
– W każdym razie… uważaj. Straciłam go z oczu. Był na plaży, ale teraz chyba wszedł między skały. Będzie miał tam świetne stanowisko strzeleckie. Może ubezpieczyć wszystkie dojścia.
Dance wstała i przysłaniając oczy, zlustrowała plażę… Gdzie on jest?
Odpowiedź otrzymała sekundę później.
Pocisk trafił w skały obok niej, a po chwili dobiegł huk pistoletu Pella.
Samantha wrzasnęła, a Dance błyskawicznie schroniła się w parowie, kalecząc się o ostre kamienie, wściekła na siebie, że wystawiła się na strzał.
– Kathryn! – krzyknął przez radio Kellogg. – To ty strzeliłaś?
– Nie, to Pell.
– Nicei nie jest?
– Wszystko w porządku.
– Skąd padł strzał?
– Nie widziałam. Chyba od strony skał przy plaży.
– Nie ruszajcie się stamtąd. Już wie, gdzie jesteście.
– Pell zna park? – spytała Dance Samanthę.
– Rodzina często tu przyjeżdżała. Chyba nieźle go zna.
– Win, Pell zna Point Lobos. Możesz wejść prosto w pułapkę. Dla czego nie chcesz zaczekać?
– Chwileczkę – zachrypiał cicho Kellogg. – Chyba coś widzę. Ode zwę się.
– Czekaj, Win. Jesteś tam?
Zmieniła pozycję, oddalając się nieco od skraju klifu, by Pell nie mógł jej zobaczyć. Szybko wyjrzała spomiędzy dwóch skał. Niczego nie zauważyła. Po chwili dostrzegła Winstona Kellogga zmierzającego w stronę plaży. Na tle masywnych skał, sękatych drzew i bezmiaru oceanu wydawał się bardzo kruchy.
Nie… Dance wysłała mu telepatycznie prośbę, aby się zatrzymał, poczekał.
Ale oczywiście szedł dalej. Nieme błaganie pozostało bez odpowiedzi i pomyślała, że byłoby równie nieskuteczne, gdyby on prosił ją o to samo.
Daniel Pell wiedział, że w parku niedługo zjawi się więcej policji. Ale nie tracił pewności siebie. Doskonale znał tę okolicę. Okradł w Point Lobos sporo turystów – wielu z nich przez własną głupotę stało się współsprawcami. Zostawiali cenne rzeczy w samochodach i w miejscach na piknik, nie podejrzewając nawet, że ktoś mógłby wpaść na pomysł, by okraść drugiego człowieka w tak sprzyjającym uduchowieniu otoczeniu.
Spędzał tu z Rodziną dużo czasu, odpoczywając i biwakując w drodze powrotnej z Big Sur, kiedy nie mieli ochoty jechać do Seaside. Znal sekretne szlaki prowadzące do autostrady i do okolicznych rezydencji prywatnych. Zamierzał ukraść następny samochód, ruszyć na wschód bocznymi drogami Doliny Kalifornijskiej, przez Hollister, a potem pojechać na północ.
Na szczyt swojej góry.