Wcześniej musiał się rozprawić ze swoimi prześladowcami. Przypuszczał, że było ich tylko dwóch albo trzech. Nie widział ich wyraźnie. Zapewne wstąpili do domku, zobaczyli martwych gliniarzy, a potem zaczęli pościg na własną rękę. W pobliżu był chyba tylko jeden.
Na chwilę zamknął oczy, próbując opanować ból. Przycisnął dłoń do rany na ramieniu, która otworzyła się podczas upadku z urwiska. Bardziej bolało go ucho od ciosu Samanthy.
Myszka…
Niech to szlag!
Oparł głowę i ramiona o chłodną, wilgotną skałę. Jej dotyk przynosił ulgę w cierpieniu.
Ciekawe, czy wśród prowadzących pościg jest też Kathryn Dance. Podejrzewał, że jeżeli tak, to nie pojawiła się w domku przez przypadek. Musiała się domyślić, że nie zamierzał uciekać na północ, ale chciał przyjechać tutaj.
Tak czy inaczej już niedługo nie będzie dla niego zagrożeniem.
Tylko jak poradzić sobie w tej sytuacji?
Tropiący go gliniarz był coraz bliżej. Do miejsca, w którym Pell się ukrył, prowadziły tylko dwie drogi. Człowiek, który go ścigał, musiałby albo zejść po sześciometrowej ścianie skalnej, odsłaniając się zupełnie przed Pellem stojącym w dole, albo – gdyby wybrał ścieżkę – musiałby skręcić prosto z plaży i też stanowiłby doskonały cel.
Pell wiedział, że ze ścianą skalną poradziłby sobie tylko funkcjonariusz brygady specjalnej, a jego obecni prześladowcy zapewne nie mieli ekwipunku do wspinaczki. Musieli nadejść plażą. Przykucnął za skałami, niewidoczny z góry i od strony plaży, i czekał, aż policjant się zbliży, opierając pistolet o duży kamień.
Nie zamierzał go zabijać. Tylko zranić. Może w kolano. A potem, kiedy gliniarz będzie leżał, Pell chciał go oślepić nożem. Zostawi mu pod ręką radio, żeby mógł wezwać pomoc, krzycząc z bólu i odrywając od pościgu innych policjantów. Wtedy Pell ucieknie do pustej części parku.
Usłyszał, że ktoś się zbliża, starając się stąpać bezszelestnie. Ale Pell miał słuch dzikiego zwierzęcia. Zacisnął dłoń na rękojeści broni.
Stłumił emocje. Zapomniał o Rebecce, Jennie, a nawet o znienawidzonej Kathryn Dance.
Daniel Pell miał pełną kontrolę.
Dance, kryjąc się między gęstymi sosnami, wyjrzała z kolejnego punktu obserwacyjnego na klifie.
Winston Kellogg był już na plaży, blisko miejsca, z którego musiał strzelać do niej Pell. Agent poruszał się wolno, rozglądając się, trzymając broń w obu dłoniach. Spojrzał na skalną ścianę, zastanawiając się prawdopodobnie, czy się na nią wspiąć. Była jednak stroma, a Kellogg miał zwykłe półbuty, zupełnie nienadające się do wspinaczki po śliskim kamieniu. Poza tym schodząc z drugiej strony, z pewnością stanowiłby łatwy cel.
Oglądając się na ścieżkę, chyba dostrzegł ślady na piasku w miejscu, gdzie Dance widziała Pella. Pochylił się i podszedł bliżej. Przystanął przy odsłoniętej skale.
– Co się dzieje? – zapytała Samantha.
Dance pokręciła głową. Spojrzała na Lindę. Kobieta była półprzytomna i jeszcze bledsza. Straciła dużo krwi. Potrzebowała fachowej pomocy.
Dance połączyła się z centralą biura szeryfa, pytając, kiedy zjawi się wsparcie.
– Pierwszy zespół taktyczny za pięć minut, łodzie za piętnaście.
Dance westchnęła. Dlaczego kawaleria tak się grzebie? Podała im przybliżone położenie i wyjaśniła, którędy powinni iść ratownicy, aby pozostać za linią ognia. Dance znów spojrzała w stronę plaży i zobaczyła, jak Winston Kellogg ostrożnie obchodzi skałę, mieniącą się w blasku słońca barwą czerwonego wina. Agent kierował się prosto do miejsca, w którym Pell zniknął przed kilkoma minutami. Minęła długa minuta. Potem druga.
Gdzie on jest? Co się tam… Grzmot eksplozji. Co to, u diabła?
Potem seria strzałów zza zasłony skalnej, krótka pauza, i znów huk broni.
– Co się stało? – zawołała Samantha.
– Nie wiem. – Dance wyciągnęła radio. – Win, Win! Jesteś tam? Odbiór.
Ale usłyszała tylko łoskot wzburzonych fal i przerażony wrzask spłoszonych mew.
Rozdział 56
Kathryn Dance biegła plażą, rujnując swoje ulubione buty Aldo w słonej wodzie.
W ogóle jej to nie obchodziło.
Za jej plecami, na szczycie klifu, ratownicy zabierali Lindę do karetki zaparkowanej w Point Lobos Inn, a Samantha im towarzyszyła. Dance skinęła głową dwóm zastępcom szeryfa, którzy zjawili się tu pierwsi i rozciągali między skałami żółtą taśmę, choć jedynym intruzem, który mógłby wejść na miejsce zdarzenia, była fala przypływu. Agentka przeszła pod taśmą, skręciła i ruszyła do miejsca śmierci.
Zatrzymała się. Potem podeszła do Winstona Kellogga i mocno go objęła. Z wyrazem szoku na twarzy wpatrywał się w spoczywające przed nim ciało Daniela Pella.
Pell leżał na wznak, z uniesionymi, oblepionymi piaskiem kolanami i rozrzuconymi na boki ramionami. Pistolet, który wypadł mu z ręki, leżał obok. Oczy Pella były półotwarte, ale intensywny błękit zasnuła mgła śmierci.
Dance zdała sobie sprawę, że wciąż trzyma dłoń na plecach Kellogga. Opuściła rękę i odsunęła się.
– Co się stało? – spytała.
– Prawie się z nim zderzyłem. Tu się schował. – Wskazał skalną niszę. – Ale zdążyłem go zauważyć. Ukryłem się. Miałem przy sobie granat błyskowy po akcji w motelu. Rzuciłem go w jego stronę i granat go ogłuszył. Pell zaczął strzelać. Na szczęście miałem słońce za plecami. Chyba go oślepiło. No i… – Wzruszył ramionami.
– Jesteś cały?
– Jasne. Trochę się podrapałem o skały. Nie jestem przyzwyczajony do wspinaczki górskiej.
Zadzwoni! jej telefon. Odebrała, zerkając na wyświetlacz. To był TJ.
– Linda powinna z tego wyjść. Straciła trochę krwi, ale kula minęła ważne organy. A Samantha nie jest poważnie ranna.
– Samantha? – Dance nie zauważyła u niej żadnych obrażeń. – Co jej się stało?
– Parę siniaków i zadrapań. Stoczyła walkę bokserską z denatem, za nim został denatem, rzecz jasna. Trocheja boli, ale do wesela się zagoi.
Walczyła z Pellem? Myszka…
Pojawiła się ekipa kryminalistyczna z biura szeryfa i zaczęła zabezpieczać ślady. Dance zauważyła, że nie ma z nimi Michaela O’Neila. Jeden z funkcjonariuszy powiedział do Kellogga:
– Gratulacje. – Wskazał głową ciało.