Выбрать главу

Agent uśmiechnął się powściągliwie.

Znawcy mowy ciała wiedzą, że uśmiech jest najtrudniejszym do zinterpretowania wyrazem ludzkiej twarzy. Zmarszczenie brwi, szeroko otwarte ze zdumienia oczy czy uwodzicielskie spojrzenie znaczą tylko jedno. Natomiast uśmiech może sygnalizować nienawiść, obojętność, rozradowanie albo miłość.

Dance nie była pewna, co oznaczał ten uśmiech. Zauważyła jednak, że ułamek sekundy później, gdy Kellogg popatrzył na człowieka, którego właśnie zabił, uśmiech zniknął, jak gdyby nigdy nie pojawił się na jego twarzy.

Kathryn Dance i Samantha McCoy wstąpiły do szpitala Monterey Bay odwiedzić Lindę Whitfield, która była przytomna i miała się całkiem nieźle. Musiała spędzić w szpitalu noc, ale lekarze twierdzili, że nazajutrz będzie mogła wrócić do domu.

Rey Carraneo odwiózł Samanthę do Point Lobos Inn, gdzie postanowiła przenocować przed powrotem do domu. Dance zaprosiła ją na kolację, ale Samantha odrzekła, że chce się „wyciszyć”.

Któż mógł się temu dziwić?

Po wyjściu ze szpitala Dance wróciła do CBI, gdzie zobaczyła Theresę Croyton Bolling z ciotką, które stały przy swoim samochodzie, najwidoczniej czekając na jej powrót, by się pożegnać. Dziewczyna rozpromieniła się na widok Dance. Przywitały się serdecznie.

– Już wiemy – powiedziała bez uśmiechu ciotka. – Nie żyje? – Jak gdyby potrzebowała dodatkowego potwierdzenia.

– Zgadza się.

Opowiedziała im o zdarzeniu w Point Lobos. Ciotka wyglądała na zniecierpliwioną, lecz Theresa chciała poznać każdy szczegół. Dance nie pominęła żadnego.

Theresa kiwała głową, przyjmując wiadomość o śmierci Pella dość obojętnie.

– Nie wiem, jak ci dziękować – powiedziała agentka. – Uratowałaś ludziom życie.

W rozmowie nie pojawił się temat symulowanej przez Theresę choroby w dniu, w którym zamordowano jej rodzinę. Dance przypuszczała, że to na zawsze pozostanie ich wspólną tajemnicą. Czemu nie? Czasem wyznanie prawdy jednej osobie działa równie oczyszczająco jak wyznanie jej całemu światu.

– Wracacie dzisiaj do domu?

– Tak – odparła dziewczyna, spoglądając na ciotkę. – Ale po drodze jeszcze się gdzieś zatrzymamy.

Na kolację w restauracji rybnej, na zakupy w uroczych sklepikach w Los Gatos? – pomyślała Dance.

– Chcę zobaczyć swój dom. Dawny dom.

Gdzie zginęli jej rodzice i rodzeństwo.

– Mamy się spotkać z panem Walkerem. Rozmawiał z rodziną, która tam teraz mieszka, i zgodzili się, żebym zobaczyła dom.

– On to zaproponował? – Dance była gotowa ująć się za dziewczyną i stanąć na przeszkodzie pomysłowi Walkera, który natychmiast musiał by się z niego wycofać.

– Nie, to ja – powiedziała Theresa. – Chcę go zobaczyć. Pan Walker przyjedzie do Napa i przeprowadzi ze mną wywiad. Do swojej książki. „Śpiącej laleczki”. Taki ma być tytuł. To nie dziwne, że napisze o mnie książkę?

Mary Bolling milczała, choć język jej ciała – lekko uniesione ramiona i nieznacznie zaciśnięte szczęki – powiedziały Dance, że kobieta nie pochwala planu siostrzenicy i że zdążyły się już o to pokłócić.

Jak często po ważnych wydarzeniach w życiu – takich jak zjazd Rodziny czy wyprawa Theresy, która chciała pomóc w schwytaniu mordercy swojej rodziny – doszukujemy się istotnych zmian w ich uczestnikach. Ale rzadko do nich dochodzi i Dance nie sądziła, by zaszły w tym przypadku. Miała przed sobą te same osoby co przedtem: opiekuńczą kobietę w średnim wieku, może niezbyt bystrą, ale umiejącą sprostać obowiązkom przybranej matki, oraz typową, zbuntowaną nastolatkę, która pod wpływem impulsu dokonała odważnego czynu. Posprzeczały się, jak mają spędzić resztę wieczoru i tym razem dziewczyna wygrała, choć niewątpliwie za cenę pewnych ustępstw.

Być może sam fakt, że doszło między nimi do sporu, który udało im się rozstrzygnąć, był krokiem naprzód. Dance przypuszczała, że właśnie tak zmieniają się ludzie: stopniowo.

Uściskała Theresę, podała rękę jej ciotce i życzyła im bezpiecznej podróży.

Pięć minut później Dance znalazła się w Babskim Skrzydle centrali CBI i przyjmowała z rąk Maryellen Kresbach kubek kawy oraz – wyjątkowo – owsiane ciasteczko.

Gdy weszła do gabinetu, zrzuciła zniszczone aldo i znalazła w szafie nową parę: sandałki Joan and David. Przeciągnęła się i usiadła, popijając mocną kawę i przetrząsając biurko w poszukiwaniu resztki opakowania czekoladek M &M, które ukryła tu przed dwoma dniami. Zjadła je szybko, znów się przeciągnęła i z przyjemnością spojrzała na zdjęcia swoich dzieci.

I zdjęcie męża.

Jak wspaniale byłoby się położyć przy nim dziś wieczorem i porozmawiać o sprawie Pella.

Ach, Bill…

Zadzwonił telefon.

Zerknąwszy na ekran, odetchnęła z ulgą, a serce lekko jej podskoczyło.

– Cześć – powiedziała do Michaela O’Neila.

– Serwus. Właśnie się dowiedziałem. Nic ci się nie stało? Podobno doszło do wymiany ognia.

– Pell posłał kulkę obok mnie. To wszystko.

Co z Lindą?

Dance przekazała mu szczegóły.

– A Rebecca?

– Na OIOM-ie. Będzie żyć. Ale nieprędko wyjdzie na wolność.

Detektyw z kolei opowiedział jej o fałszywym alarmie z powodu kradzieży samochodu – ulubionym sposobie Pella na mylenie tropów policji. Pell zmusił kierowcę nissana infiniti, aby zgłosił własne morderstwo i kradzież auta. Potem mężczyzna pojechał do domu, wstawił wóz do garażu i siedział w ciemnym pokoju, dopóki nie usłyszał wiadomości o śmierci Pella.

O’Neil dodał, że przesłał jej raporty z analizy śladów z Butterfly Inn, gdzie Pell i Jennie zatrzymali się po ucieczce z Sea View, oraz z Point Lobos.

Ucieszyła się, słysząc jego głos. Ale coś było nie tak. Nadal mówił rzeczowym, oficjalnym tonem. Nie był zły, lecz nie sprawiał wrażenia zadowolonego, że z nią rozmawia. Uważała, że jego poprzednie uwagi na temat Kellogga były niestosowne, ale mimo że nie domagała się od niego przeprosin, pragnęła, by wzburzone morze między nimi już się uspokoiło.

– A co u ciebie? – zapytała. Niektórym trzeba dać ostrogę.

– W porządku – odparł.

Znów te przeklęte dwa słowa, które mogą oznaczać wszystko, od „wspaniale” po „nienawidzę cię”.

Zaproponowała, żeby wpadł wieczorem na Taras.