Выбрать главу

– Rozkuj go – poleciła TJ-owi Dance.

O’Neil spojrzał na pisarza i zapytał:

– O czym jest ta książka?

– Ma być inna niż typowe reportaże. Nie chcę pisać o morderstwach. To już zrobili inni. Zamierzam opowiedzieć o ofiarach Daniela Pella. O tym, jak wyglądało ich życie przed morderstwami, a kim dzisiaj są ci, którzy przeżyli. Większość dokumentów o zbrodniach w książkach czy w telewizji skupia się na samym przestępstwie i osobie mordercy – na epatowaniu rozlewem krwi, makabrycznymi szczegółami. To tandeta. Nie cierpię tego. Moja książka jest o Theresie Croyton – tej dziewczynce, która ocalała – o krewnych i przyjaciołach rodziny. Chcę ją zatytułować „Śpiąca laleczka”. Tak nazwano Theresę. Mam też zamiar napisać o kobietach, które należały do tak zwanej Rodziny i które Pell poddał praniu mózgu. I o wszystkich pozostałych ofiarach Pella. Bo tak na prawdę są ich setki. Według mnie okrutna zbrodnia przypomina kamień wrzucony do stawu. Jej skutki mogą trwać wiecznie, tak samo jak fale bez końca rozchodzą się po powierzchni.

Miał w głosie autentyczną pasję; mówił jak kaznodzieja.

– Na świecie jest mnóstwo przemocy. Zalewa nas co dzień, dlatego się uodporniamy. Mój Boże, wystarczy pomyśleć o wojnie w Iraku. A w Gazie? W Afganistanie? Ile trzeba zobaczyć wysadzonych samo chodów, ile lamentujących matek, żeby zupełnie zobojętnieć?

Uodporniłem się, kiedy byłem korespondentem wojennym na Bliskim Wschodzie, w Afryce i w Bośni. Ale wcale nie trzeba widzieć wszystkiego na żywo. Człowiek tak samo reaguje we własnym salonie, gdy ogląda wiadomości albo makabryczny film – bo nie widzi prawdziwych skutków przemocy. Jeżeli chcemy pokoju, jeżeli chcemy powstrzymać przemoc i wojnę, tego właśnie musimy doświadczyć – skutków. Nie chodzi mi o gapienie się na zakrwawione zwłoki; trzeba się przyjrzeć życiu zmienionemu na zawsze przez zło.

Początkowo miałem napisać tylko o sprawie morderstwa Croytonów. Potem jednak dowiedziałem się, że Pell zabił jeszcze kogoś – Roberta Herrona. Chcę opowiedzieć o wszystkich, których dotknęła jego śmierć: o przyjaciołach i rodzinie. A teraz, jak słyszę, zginęło dwóch strażników. – Wciąż się uśmiechał, lecz był to smutny uśmiech, a Kathryn Dance pomyślała, że jako matka i agentka śledcza szczegółowo znająca liczne sprawy gwałtów, napaści i zabójstw, może się w pełni utożsamiać z jego przekonaniami.

– Jeszcze jedna zmarszczka na powierzchni. – Zatoczył ręką szerokie koło. – W wypadku zimnej sprawy o wiele trudniej znaleźć ofiary i członków rodzin. Herron został zamordowany mniej więcej dziesięć lat temu. Zastanawiałem się… Urwał, marszcząc brwi, choć nie wiadomo dlaczego w jego oczach pojawił się błysk. – Zaraz, zaraz… O Boże, Pell nie miał nic wspólnego ze śmiercią Herrona, prawda? Przyznał się, żeby się wydostać z Capitoli i uciec z aresztu.

– Tego nie wiemy – odrzekła ostrożnie Dance. – Dochodzenie trwa.

Walker nie uwierzył.

– Sfałszował dowody? Albo namówił kogoś do kłamstwa. Założę się, że tak.

Michael O’Neil powiedział cicho i spokojnie:

– Nie chcielibyśmy, żeby w śledztwie przeszkadzały nam jakieś plotki.

Ilekroć szef biura szeryfa zwracał się do kogoś tak sugestywnym to nem, zawsze brano jego rady pod uwagę.

– Zgoda. Nic nie powiem.

– Będziemy wdzięczni – zapewniła go Dance, po czym spytała: – Pa nie Walker, czy ma pan jakieś informacje, które mogłyby nam pomóc? Dokąd mógł uciec Daniel Pell, jakie ma plany? Kto mu pomaga?

Wydatny brzuszek, rzadkie, rozwichrzone włosy i sympatyczny śmiech sprawiały, że Morton Walker wyglądał jak psotny chochlik w średnim wieku. Pisarz podciągnął spodnie.

– Nie mam pojęcia. Przykro mi. Właściwie zacząłem pracę nad książką dopiero miesiąc temu. Ciągle zbieram materiały.

– Wspomniał pan, że zamierza pisać też o kobietach z Rodziny Pella. Kontaktował się pan z nimi?

– Z dwiema. Pytałem, czy zgodzą się udzielić wywiadu.

– Są na wolności? – zapytał O’Neil.

– Och, tak. Nie były zamieszane w morderstwo Croytonów. Dostały niskie wyroki, głównie za kradzieże.

O’Neil dokończył myśl Dance:

– Czy któraś z nich mogła być jego wspólniczką? A może obie?

Walker zamyślił się.

– Nie wydaje mi się. Ich zdaniem spotkanie z Pellem było najgorszą rzeczą, jaka je w życiu spotkała.

– Kto to jest? – indagował dalej O’Neil.

– Rebecca Sheffield. Mieszka w San Diego. I Linda Whitfield z Portland.

– Później nie wpadły już w żadne kłopoty?

Chyba nie. O ile wiem, nie były potem notowane. Linda mieszka ze swoim bratem i bratową. Pracuje w jakimś kościele. Rebecca prowadzi firmę konsultingową dla małego biznesu. Mam wrażenie, że zerwały z przeszłością.

Ma pan ich numery telefonów?

Pisarz przerzucił kartki w opasłym notesie. Ponieważ miał niechlujne i szerokie pismo, notatki były bardzo obszerne.

– W Rodzinie była jeszcze trzecia kobieta – zauważyła Dance, przypominając sobie informacje zebrane przed przesłuchaniem.

– Samantha McCoy. Zniknęła wiele lat temu. Rebecca powiedziała mi, że zmieniła nazwisko i gdzieś się wyprowadziła. Widocznie miała dość i nie chciała już dłużej być jedną z „dziewczyn Pella”. Próbowałem szukać, ale jeszcze jej nie znalazłem.

– Jakieś tropy?

– Rebecca wie tylko, że mieszka gdzieś na Zachodnim Wybrzeżu.

– Znajdź ją – poleciła TJ-owi Dance. – Samantha McCoy.

Kędzierzawy agent jednym susem znalazł się w rogu sali konferencyjnej. On też wygląda jak chochlik, pomyślała agentka.

Walker znalazł numery kobiet i Dance je zanotowała. Zadzwoniła do Rebecki Sheffield w San Diego.

– Inicjatywa Kobiet – powiedziała recepcjonistka z lekkim latynoskim akcentem. – Czym mogę służyć?

Po chwili Dance została połączona z dyrektorką firmy, rzeczową kobietą o niskim, ochrypłym głosie. Poinformowała ją o ucieczce Pella. Rebecca Sheffield była wstrząśnięta.

A także wzburzona.

– Myślałam, że wsadzili go do jakiegoś superwięzienia.

– Nie uciekł stamtąd, ale z aresztu w sądzie okręgowym.

Dance zapytała ją, czy się domyśla, dokąd Pell mógł pojechać, kto może być jego wspólnikiem, z którym ze swoich przyjaciół mógłby się kontaktować.