Выбрать главу

Rebecca nie potrafiła jej jednak pomóc. Oświadczyła, że dołączyła do Rodziny zaledwie kilka miesięcy przed morderstwem Croytonów, lecz dodała, że mniej więcej miesiąc temu ktoś do niej dzwonił, podobno jakiś pisarz.

– Przypuszczałam, że jest w porządku, ale mógł być zamieszany w ucieczkę. Miał na imię Murray czy Morton. Chyba mam jeszcze jego numer.

– Ta sprawa jest już wyjaśniona. Jest tu z nami. Sprawdziliśmy go.

Rebecca nie potrafiła podać żadnych szczegółów na temat miejsca pobytu Samanthy McCoy ani jej nowej tożsamości. Potem, z niepokojem w głosie, rzekła:

– Wtedy, osiem lat temu, nie wydałam go, ale współpracowałam z policją. Sądzi pani, że coś mi może grozić?

Trudno powiedzieć. Ale dopóki go nie zatrzymamy, powinna pani pozostawać w kontakcie z policją San Diego. – Dance podała jej swój numer w CBI oraz numer komórki, a Rebecca obiecała jej, że się zastanowi, kto mógłby pomagać Pellowi lub wiedzieć coś więcej o miejscu jego kryjówki.

Agentka wcisnęła widełki telefonu i zaraz je puściła. Kiedy wystukała drugi numer podany przez Walkera, zgłosił się Kościół Braci Świętych w Portland. Została połączona z Lindą Whitfield, która także nic nie słyszała o ucieczce. Kobieta zareagowała na wiadomość zupełnie inaczej: w słuchawce zapadła cisza przerywana ledwie słyszalnym mamrotaniem. Dance zdołała wychwycić tylko słowa „dobry Jezu”.

Nie brzmiało to jednak jak wyraz zaskoczenia, ale modlitwa. Głos ucichł, a może przerwało się połączenie.

– Halo? – powiedziała Dance.

– Tak, jestem – odrzekła Linda.

Dance zadała jej te same pytania co Rebecce Sheffield.

Linda od lat nie miała żadnych wiadomości od Pella – mimo że przez półtora roku po morderstwie Croytonów korespondowali ze sobą. W końcu przestała pisać i więcej już się do niej nie odezwał. Nie miała też żadnych informacji na temat miejsca pobytu Samanthy McCoy, choć do niej także w zeszłym miesiącu dzwonił Morton Walker. Agentka uspokoiła ją, że wiedzą o pisarzu i są przekonani, iż nie współpracuje z Pellem.

Linda nie potrafiła udzielić jej żadnych wskazówek na temat ewentualnego miejsca pobytu Pella. Nie miała pojęcia, kto mógłby być jego wspólnikiem.

– Nie znamy jego zamiarów – oznajmiła jej Dance. – Nie mamy powodów przypuszczać, aby była pani w niebezpieczeństwie, ale…

– Och, Daniel na pewno by mnie nie skrzywdził – odrzekła szybko.

– Mimo to byłoby lepiej, gdyby zawiadomiła pani miejscową policję.

– Zastanowię się nad tym. – Po chwili Linda spytała: – Czy jest jakaś gorąca linia, pod którą można dzwonić i pytać, co się dzieje?

– Nie mamy żadnego specjalnego numeru. Ale prasa trzyma rękę na pulsie. Jeżeli poznamy nowe szczegóły, od razu dowie się pani o nich z wiadomości telewizyjnych.

– Och, mój brat nie ma telewizora.

Nie ma telewizora?

– Wobec tego dam pani znać, gdyby zdarzyło się coś ważnego. Jeżeli przypomni się pani coś jeszcze, proszę zadzwonić. – Dance podała jej swoje numery i odłożyła słuchawkę.

Kilka minut później do sali wkroczył szef CBI Charles Overby.

– Myślę, że konferencja prasowa poszła nieźle. Zadali mi parę drażliwych pytań. Jak zawsze. Ale muszę przyznać, że dobrze sobie z nimi poradziłem. Trzeba być o krok przed nimi. Widziałaś? – Wskazał stojący w kącie telewizor, którego nikomu nie chciało się nastawić głośniej, by posłuchać jego występu.

– Przegapiłam, Charles. Rozmawiałam przez telefon.

– Kto to? – zapytał Overby. Przyglądał się Walkerowi z taką miną, jak gdyby pisarz powinien go znać.

Gdy Dance mu go przedstawiła, agent natychmiast przestał się nim interesować.

– Coś się ruszyło? – Rzucił okiem na mapy.

– Nie ma żadnych meldunków – odparła Dance. Następnie poinformowała go, że skontaktowała się z dwiema kobietami, które należały do Rodziny Pella. – Jedna jest z San Diego, druga z Portland, a trzeciej właśnie szukamy. Przynajmniej udało się ustalić, że dwie pierwsze nie były wspólniczkami.

– Dlatego, że im uwierzyłaś? - spytał Overby. – Odgadłaś to z barwy ich głosu?

Nikt z obecnych w sali funkcjonariuszy się nie odezwał, dlatego Dance sama postanowiła wskazać przełożonemu szczegół, na który nie zwrócił uwagi.

– Nie sądzę, żeby zdążyły podłożyć bomby i wrócić do domu.

Nastąpiła chwila ciszy. Overby rzekł:

– Ach, więc dzwoniłaś do nich do domu. Nie mówiłaś.

Kathryn Dance, była dziennikarka i konsultantka przy selekcji przysięgłych, zdążyła już dobrze poznać prawa rządzące światem. Unikając wzroku TJ-a, powiedziała:

– Masz rację, Charles. Nie mówiłam. Przepraszam.

Szef CBI zwrócił się do O’Neila:

– Mamy ciężką sprawę, Michael. Mnóstwo aspektów. Cieszę się, że możesz nam pomóc.

– Cieszę się, że mogę się przydać.

To był Charles Overby w najlepszym wydaniu. Mówiąc „możesz nam pomóc”, niedwuznacznie dawał do zrozumienia, kto tu dyryguje, a jednocześnie nie pozostawiał wątpliwości, że biuro szeryfa także się naraża.

Więcej okazji, by zrzucić winę…

Overby oznajmił, że wraca do biura CBI, po czym opuścił salę konferencyjną.

Dance zwróciła się do Mortona Walkera:

– Ma pan jakieś materiały o Pellu, na które mogłabym rzucić okiem?

– Myślę, że tak. Dlaczego chce je pani zobaczyć?

– Jakaś informacja mogłaby nam podpowiedzieć, dokąd się wybrał – rzekł O’Neil.

– Mam kopie – odparł pisarz. – Nie oryginały.

– Wystarczą – zapewniła go Dance. – Ktoś od nas zjawi się po nie u pana. Gdzie pan pracuje?

Walker urządził biuro w wynajętym domu w Monterey. Podał Dance adres i numer telefonu, a potem zaczął pakować swoje rzeczy do torby. Dance zerknęła na nią.

– Proszę zaczekać.

Walker zauważył przedmiot jej zainteresowania. Uśmiechnął się.

– Z największą przyjemnością.

– Słucham?

Wziął egzemplarz jednej ze swoich książek, „Ślepą wiarę”, i złożył na niej zamaszysty autograf.