Выбрать главу

Daniel zaśmiał się cicho.

– Wiesz co, najdroższa, może już jedźmy.

– Oczywiście, jak dobie życzysz.

– Masz ten telefon, przez który rozmawialiśmy? – zapytał. Daniel polecił jej kupić za gotówkę trzy telefony komórkowe na kartę. Podała mu aparat, pod który dzwonił zaraz po ucieczce. Otworzył telefon, wy ciągnął baterię oraz kartę SIM i wyrzucił je do kosza na śmieci, po czym z powrotem wsiadł do samochodu.

– A tamte?

Wyciągnęła pozostałe telefony. Oddał jej jeden, a drugi wsunął do kieszeni.

– Powinniśmy…

Niedaleko rozległ się dźwięk syreny. Oboje zamarli. Anielskie pieśni, pomyślała Jennie, a potem dwanaście razy powtórzyła swoją szczęśliwą mantrę. Wycie syren ucichło w oddali.

– Jedźmy, najdroższa.

Skinęła głową.

– Mogą tu wrócić – powiedziała, wskazując w kierunku syren.

Daniel uśmiechnął się.

– O to się nie martwię. Chcę, żebyśmy zostali sami.

Wstrząsnął nią dreszcz szczęścia przeszywający niemal do bólu.

Centrala środkowozachodniego regionu Biura Śledczego Kalifornii, gdzie pełniło służbę kilkudziesięciu agentów, zajmowała nowoczesny piętrowy budynek niedaleko autostrady numer 68, nieróżniący się niczym od otaczających go budowli: funkcjonalnych klocków z kamienia i szkła, w których mieściły się gabinety lekarzy, kancelarie adwokackie, przedsiębiorstwa budowlane, komputerowe i tak dalej. Pieczołowicie zaprojektowany krajobraz był nudny, parkingi zawsze w połowie puste. W okolicy wznosiły się łagodne wzgórza, które dzięki niedawnym deszczom przybrały jasnozieloną barwę. Ziemia często była brązowa jak w Kolorado podczas suszy.

Odrzutowiec United Express nagle położył się na skrzydło, lecz zaraz wyrównał lot. znikając za drzewami i podchodząc do lądowania na pobliskim lotnisku – Monterey Peninsula.

Kathryn Dance i Michael O’Neil byli w sali konferencyjnej CBI na parterze, tuż pod gabinetem Kathryn. Stali obok siebie, patrząc na dużą mapę ścienną, gdzie zaznaczono zablokowane drogi – tym razem za pomocą pinezek, nie samoprzylepnych karteczek z motywem entomologicznym. Nadal nikt nie widział hondy należącej do kuriera Worldwide Express, a sieć blokad przesunięto na odległość pięćdziesięciu kilometrów od miasta.

Kathryn Dance zerknęła na kanciastą twarz O’Neila, wyczytując w niej mieszaninę zdecydowania i niepokoju. Dobrze znała detektywa. Poznali się przed wielu laty, kiedy pracowała jako konsultantka, badając zachowanie i reakcje ewentualnych członków ławy przysięgłych podczas selekcji i doradzając prawnikom, których kandydatów powinni wybrać, a których wyeliminować. Pomagała prokuratorom federalnym selekcjonować przysięgłych w procesie gangsterów, w którym O’Neil był głównym świadkiem. (Co ciekawe, swojego nieżyjącego męża poznała w podobnych okolicznościach, gdy jako dziennikarka obserwowała proces w Salinas, a on był świadkiem oskarżenia).

Dance i O’Neil zostali bliskimi przyjaciółmi. Odkąd Kathryn postanowiła wstąpić do służby i została przyjęta do regionalnego biura CBI, często współpracowała z detektywem. Stan Fishburne, ówczesny szef biura, był jej głównym mentorem, a O’Neil drugim. W ciągu sześciu miesięcy nauczyła się od niego więcej o sztuce prowadzenia śledztw niż w ciągu całego szkolenia. Wspaniale się uzupełniali. Milczący i spokojny detektyw był zwolennikiem tradycyjnych technik policyjnych, takich jak kryminalistyka, operacje pod przykryciem, obserwacja i korzystanie z tajnych informatorów, podczas gdy Dance specjalizowała się w rozmowach z ludźmi i przesłuchiwaniu świadków oraz ofiar.

Wiedziała, że nie byłaby taką agentką jak dziś bez pomocy O’Neila. Bez jego poczucia humoru i cierpliwości (a także innych istotnych talentów: na przykład zanim weszła na pokład jego łodzi, zawsze się upewniał, czy zażyła dramamine).

Mimo że różnili się w podejściu do pracy i umiejętnościach, kierowały nimi podobne emocje i nadawali na tych samych falach. Z rozbawieniem zauważyła, że choć Michael cały czas patrzył na mapę. równocześnie odbierał wysyłane przez nią sygnały.

– O co chodzi? – spytał.

– To znaczy?

– Coś cię gnębi. Poza tym, że postawili cię u steru całej akcji.

– Tak. – Zastanowiła się przez chwilę. O’Neil miał tę właściwość, że często ją zmuszał, aby poukładała w głowie rozproszone myśli, zanim się odezwała. – Mam złe przeczucia co do Pella – wyjaśniła. – Wydaje mi się, że śmierć strażników nic dla niego nie znaczyła. Juan też. I ten kurier Worldwide Express. Pewnie nie żyje.

– Pewnie tak… Myślisz, że Pell chce zabijać?

– Nie, nie to, że chce. Ani że nie chce. Ale jest gotów zrobić wszystko, co przyniesie mu jakąś korzyść, choćby najmniejszą. Przez to wydaje się groźniejszy i tym trudniej przewidzieć jego następny ruch. Ale miejmy nadzieję, że się mylę.

– Nigdy się nie mylisz, szefowo. – W sali zjawił się TJ, niosąc laptopa. Postawił komputer na zniszczonym stole konferencyjnym pod tablicą „Najbardziej poszukiwani w Kalifornii”. Pod napisem wisiały zdjęcia dziesięciu zwycięzców tego konkursu, reprezentujących strukturę demo graficzną stanu: Latynosi, biali, Azjaci i Afroamerykanie, w takiej właśnie kolejności.

– Znalazłeś tę McCoy albo ciotkę Pella?

– Jeszcze nie. Moi ludzie nad tym pracują. Ale popatrzcie na to. – Odwrócił do nich ekran laptopa.

Pochylili się nad nim, oglądając zdjęcie z aparatu Mortona Walkera w dużej rozdzielczości. Na powiększonej i wyraźniejszej fotografii widać było sylwetkę w dżinsowej kurtce na podjeździe prowadzącym na tyły budynku, gdzie wybuchł pożar. Cień przedzierzgnął się w dużą czarną walizkę.

Kobieta? – zapytał O’Neil.

Potrafili ocenić wzrost tajemniczej postaci, porównując ją z zaparkowanym obok samochodem. Osoba była mniej więcej wzrostu Dance – metr sześćdziesiąt pięć – ale trochę szczuplejsza. Czapka i okulary zasłaniały twarz i głowę, choć przez okno auta można było dostrzec biodra, nieco szersze niż mógłby mieć mężczyzna tego samego wzrostu.

– A tu coś błyszczy. Widzicie? – TJ postukał w ekran. – Kolczyk.

Dance zerknęła na jego przekłute ucho, które od czasu do czasu zdobił maleńki brylancik lub metalowy ćwieczek.

– Statystycznie rzecz biorąc – bronił swojego spostrzeżenia TJ.

– W porządku. Zgadzam się.

– Blondynka, wzrost około metr sześćdziesiąt pięć – podsumował O’Neil.

– Waga mniej więcej pięćdziesiąt kilogramów – dodała Dance. Coś jej przyszło na myśl. Zadzwoniła do Reya Carraneo, który znajdował się piętro wyżej i poprosiła, by do nich przyszedł.