Выбрать главу

– I spaliłaś wszystkie wydruki e-maili? Zanim wyjechałaś?

– Mhm.

– To dobrze. Masz mapy?

– Mam. – Poklepała torebkę.

Obrzucił spojrzeniem jej ciało. Drobne piersi, chude nogi i tyłek. Długie blond włosy. Kobiety od razu dają ci znać, na ile możesz sobie z nimi pozwolić, i Pell nie miał wątpliwości, że wolno mu dotykać Jennie gdziekolwiek i kiedykolwiek zechce. Położył dłoń na jej karku. Był bardzo cienki i kruchy. Dziewczyna wydała dźwięk, który brzmiał ni mniej, ni więcej, tylko jak mruczenie.

Znów poczuł, jak rośnie w nim wielki balon.

Mruczenie też zaczęło się wzmagać.

Dłużej nie mógł już czekać.

Nie miał siły walczyć z rozdętą bańką.

– Zatrzymaj się tu, skarbie. – Wskazał drogę pod dębowym zagajnikiem. Wyglądała na podjazd opuszczonego domu stojącego pośrodku zarośniętej farmy.

Wcisnęła hamulec i skręciła w boczną drogę. Pell rozejrzał się wokół. Nie zauważył żywej duszy.

– Tutaj?

– To dobre miejsce.

Jego dłoń zsunęła się z jej szyi, muskając przód różowej bluzeczki. Chyba nowej. Domyślił się, że kupiła ją specjalnie dla niego.

Pell uniósł jej twarz i lekko przycisnął wargi do jej warg, nie otwierając ust. Pocałował ją, po czym się cofnął, by sama mogła się do niego przysunąć. Im bardziej ją prowokował, tym większe zdradzała zniecierpliwienie.

– Chcę cię poczuć w sobie – szepnęła, sięgając do tyłu. Usłyszał trzask zamka torebki. W jej ręce pojawiła się prezerwatywa.

– Mamy mało czasu, skarbie. Szukają nas.

Zrozumiała.

Mimo nawet najbardziej niewinnego wyglądu dziewczyny uwielbiające złych chłopców doskonale wiedzą, co robić (a Jennie Marston wcale nie wyglądała tak niewinnie). Rozpięła bluzkę, nachylając się nad fotelem i ocierając jego krocze miękkimi miseczkami biustonosza.

– Połóż się, kochanie. Zamknij oczy.

– Nie.

Zawahała się.

– Chcę cię widzieć – szepnął. Nigdy nie wolno dawać im więcej władzy niż to konieczne.

Zamruczała.

Rozpięła zamek jego szortów i pochyliła się.

Skończył już po kilku minutach. Tak jak przypuszczał, Jennie okazała się zdolna – los poskąpił jej talentów, korzystała więc z tych, które miała – i było miło, choć zamierzał znacznie podnieść stawkę, gdy znajdą się w zaciszu pokoju motelowego. Na razie jednak musiał się zadowolić tym. A ona… Pell wiedział, że jego szybki finał sprawił jej wystarczającą satysfakcję. Spojrzał jej w oczy.

– Jesteś cudowna, najdroższa. To było nadzwyczajne.

Odurzenie emocjami sprawiało, że nawet najbanalniejszy dialog z filmu porno brzmiałby w jej uszach jak miłosne wyznanie ze staroświeckiej powieści.

Och, Danielu. Usiadł, poprawiając ubranie.

Jennie zapięła bluzkę. Pell zerknął na różowy materiał, na haft, na metalowe wykończenie kołnierzyka. Zauważyła to.

– Podoba ci się?

– Ładna. – Popatrzył przez okno i rozejrzał się po polach. Nie przejmował się policją, bardziej skupiając się na Jennie. Zobaczył, że przygląda się bluzce.

– Strasznie różowa – powiedziała niepewnie. – Może za bardzo. Zobaczyłam ją w sklepie i pomyślałam, że sobie kupię.

– Nie, jest w porządku. Ciekawa.

Dopinając guziki, zerknęła na naszywane perełki, potem na haft i mankiety. Musiała chyba pracować przez cały tydzień, żeby na nią zarobić.

– Jak chcesz, później się przebiorę.

– Nie trzeba, jeżeli tak ci się podoba – odrzekł, ostrożnie dobierając ton głosu jak śpiewak, gdy zamierza wziąć trudną nutę. Jeszcze raz rzucił okiem na bluzkę, a potem nachylił się i pocałował Jennie w czoło – nie w usta oczywiście. Znów popatrzył na pole. – Powinniśmy już jechać dalej.

– Jasne. – Chciała, żeby powiedział jej coś jeszcze o bluzce. Co z nią jest nie tak? Czyżby nie lubił różowego? Może któraś z jego byłych miała taką samą? A może jej biust wydaje się w niej za mały?

Ale rzecz jasna nic nie powiedział.

Jennie uśmiechnęła się, kiedy dotknął jej nogi, po czym wrzuciła bieg. Wyjechała z powrotem na drogę, ostatni raz zerkając na bluzkę, a Pell już wiedział, że nigdy więcej jej nie włoży. Zamierzał dać jej do zrozumienia, że powinna ją wyrzucić; był niemal pewien, że to zrobi.

Paradoksalne było jednak to, że naprawdę dobrze w niej wyglądała, a bluzka nawet mu się podobała.

Ale subtelnie wyrażając swoją dezaprobatę i obserwując jej reakcję, mógł sprawdzić jej lojalność i przekonać się, w jakim stopniu będzie mu posłuszna.

Dobry nauczyciel zawsze pilnie śledzi postępy ucznia.

Michael O’Neil siedział w gabinecie Dance, kołysząc się na tylnych nogach krzesła i opierając buty o sfatygowany stolik. Była to jego ulubiona pozycja. (Z punktu widzenia kinezyki Dance przypisywała ten zwyczaj nerwowej energii i kilku innym czynnikom, których – ze względu na ich przyjaźń – wolała nie poddawać dogłębnej analizie).

Detektyw, TJ Scanlon i Dance wpatrywali się w telefon, z którego głośnika mówił do nich informatyk z więzienia Capitola.

– Pell rzeczywiście wchodził wczoraj do sieci, ale wygląda na to, że nie wysyłał żadnych e-maili – przynajmniej nie tym razem. Nie umiem powiedzieć, jak było wcześniej. Wczoraj tylko przeglądał strony WWW. Usunął adresy stron w przeglądarce, ale zapomniał o skasowaniu wyszukiwanych haseł. Wiem, czego szukał.

– Proszę mówić.

– Wpisał w Google „Alison” i „Nimue”. Szukał stron z obydwoma wyrazami, żeby mieć lepszy wynik.

Dance zapytała o pisownię słów.

– Potem wpisał jeszcze jedno hasło. „Helter Skelter”.

O’Neil i Dance wymienili zaniepokojone spojrzenia. Słowa były tytułem piosenki Beatlesów i obsesją Charlesa Mansona. Używał ich na określenie nadciągającej wojny rasowej w Ameryce. Tak samo zatytułowano też nagradzaną książkę o słynnym przywódcy sekty autorstwa prokuratora prowadzącego jego sprawę.

– Potem wszedł na stronę Visual-Earth. To coś takiego jak Google Earth. Można tam oglądać zdjęcia satelitarne prawie każdego miejsca na ziemi.

Świetnie, pomyślała Dance. Choć okazało się, że niekoniecznie. Nie było sposobu, by dokładniej ustalić, czego szukał.