– Równie dobrze mogły to być autostrady w Kalifornii jak Paryż, Key West albo Moskwa.
– A co to jest „Nimue”?
– Nie mam pojęcia.
– Czy to słowo coś oznacza w Capitoli?
– Nie.
– Pracuje tam jakaś Alison?
Bezcielesny głos informatyka odparł:
– Nie, ale być może uda mi się dowiedzieć, na jakie strony wchodził. Zależy, czyje tylko usunął, czy zupełnie wymazał. Jeżeli wymazał, to nic z tego. Ale jeżeli je tylko usunął, może da się je znaleźć gdzieś na wolnym miejscu twardego dysku.
– Będziemy wdzięczni za wszystko, co zdoła pan zrobić – powiedziała Dance.
Podziękowała mu i zakończyła rozmowę.
– TJ, sprawdź „Nimue”.
Palce agenta zastukały w klawiaturę. Gdy na ekranie wyświetliła się lista wyników, zaczął ją przewijać i po kilku minutach oznajmił:
– Setki tysięcy trafień. Zdaje się, że mnóstwo ludzi używa takiego nicka.
– Może to ktoś, kogo poznał przez Internet – odezwał się O’Neil. – Pseudonim. Albo prawdziwe nazwisko.
Patrząc w ekran, TJ ciągnął:
– Poza tym to nazwa handlowa. Co tu mamy: kosmetyki, sprzęt elektroniczny, hm, akcesoria erotyczne… Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
– TJ! – rzuciła ostrym tonem Dance.
– Przepraszam. – Wrócił do listy wyników. – Ciekawe. Większość linków ma związek z królem Arturem.
– Tym od Okrągłego Stołu?
– Chyba tak. – Czytał dalej. – Nimue to imię Pani z Jeziora. Zakochał się w niej Merlin, ten czarodziej – miał sto ileś lat, a ona szesnaście. Nie zły temat do talk-show doktora Phila McGrawa, co? - Kontynuował lek turę. – Merlin nauczył ją czarów. Ach, i dała Arturowi magiczny miecz.
– Ekskalibur – powiedział O’Neil.
– Co? – zdziwił się TJ.
– Miecz. Ekskalibur. Nigdy o nim nie słyszałeś? – spytał detektyw.
– Nie, nie miałem w college’u przedmiotu „zmyślone nudziarstwa”.
– Uważam, że prawdopodobnie chodzi o osobę, którą próbował znaleźć. Sprawdź jeszcze raz „Nimue” razem z hasłami „Pell, Alison, Kalifornia, Carmel, Croyton”. Coś jeszcze?
– Może nazwiska tych kobiet – zasugerował O’Neil. – Rebecca Sheffield, Samantha McCoy i Linda Whitfield.
– Dobrze.
Po kilku minutach bębnienia w klawisze agent uniósł wzrok na Dance.
– Przykro mi, szefowo. Zero wyników.
– Sprawdź te hasła w VlCAP-ie, NCIC i innych większych bazach danych.
– Zrobi się.
Dance patrzyła na zapisane przez siebie słowa. Co oznaczały? Dlaczego Pell ryzykował wejście do sieci, żeby ich poszukać?
Helter Skelter, Nimue, Alison…
I co oglądał na Visual-Earth? Miejsce, w którym zamierzał się ukryć, dom, który chciał okraść?
– Co z analizą śladów z sądu? – spytała O’Neila.
Detektyw zajrzał do notatek.
– Żadnych konkretów. Prawie wszystko spłonęło albo się stopiło. Benzyna była w plastikowych butelkach po mleku zapakowanych do ta niej torby na kółkach. Można takie kupić w kilkunastu miejscach – w Wal-Mart, Target i podobnych sklepach. Ognioodporna torba i strój ochronny wyprodukowane przez Protection Equipment Inc. z New Jersey. Towar dostępny na całym świecie, ale najwięcej sprzedaje się w południowej Kalifornii.
– Do pożarów lasów?
– Do filmów. Dla kaskaderów. Jest kilkanaście sklepów. Tyko że nie wiele da się zrobić. Nie ma numerów seryjnych. Ani z torby, ani z kombinezonu nie udało się zdjąć żadnych odcisków palców. Dodatki w benzynie wskazują, że pochodziła z BP, ale nie można ustalić, z której stacji dokładnie. Lont domowej roboty. Sznurek nasączony wolnopalnymi chemikaliami. Nie da się określić źródła pochodzenia żadnej substancji.
– TJ, co z ciotką?
– Na razie zero wieści. Lada moment spodziewam się sygnału.
Zadzwonił telefon. Znów zgłosiła się Capitola. Naczelniczka sprowadziła więźnia, który, jak twierdził, miał jakieś informacje na temat Daniela Pella. Czy Dance chce z nim porozmawiać?
– Oczywiście. – Przełączyła aparat na głośnik. – Mówi agentka Dance. Jest ze mną detektyw O’Neil.
– Halo, tu Eddie Chang.
– Eddie – dodała naczelniczka – odsiaduje osiem lat za napad na bank. Trafił do Capitoli, bo bywa trochę… nieobliczalny.
– Dobrze znałeś Daniela Pella, Eddie? – zapytała Dance.
– Nie bardzo. Zresztą nikt go dobrze nie znał. Ale ja nie byłem dla niego… no, wie pani, żadnym zagrożeniem, no i jakby się przede mną bardziej otworzył.
– I masz o nim pewne informacje?
– Tak, proszę pani.
– Dlaczego nam pomagasz? odezwał się O’Neil.
– Za pół roku mogę mieć warunek. Jak wam pomogę, lepiej na tym wyjdę. To znaczy, jeżeli go znajdziecie. Bo jak nie, to chyba zaczekam w pudle, aż go złapiecie. Przecież chcę go sypać, nie?
– Czy Pell mówił o dziewczynach albo innych osobach za murami? – zapytał O’Neil. – Zwłaszcza o jakiejś kobiecie?
– Chwalił się, ile to miał kobiet. A umiał gość opowiadać. Jakbyśmy oglądali porno. Rany, uwielbialiśmy te historie.
– Pamiętasz jakieś imiona? Może mówił o Alison?
– O nikim nigdy nie wspominał.
Po tym, co powiedział Tony Waters, Dance podejrzewała, że Pell zmyśla opowieści o swoich podbojach łóżkowych – aby dzięki nim narzucać więźniom swoją wolę. Zapytała:
– A więc co chcesz nam powiedzieć?
– Chyba wiem, dokąd mógł uciec. – Dance i O’Neil wymienili spojrzenia. – Pod Acapulco. W górach jest takie miasteczko, Santa Rosario.
– Dlaczego tam?
– No więc było tak: jakiś tydzień temu siedzieliśmy i gadaliśmy o różnych bzdetach z nowym gościem, Felipem Riverą. Dostał podwójne dożywocie, bo jak buchnął komuś brykę, trochę zaświerzbiła go ręka i za szybko złapał za spluwę. Pell dowiedział się, że facet jest z Meksyku, no i zapytał o Santa Rosario. Rivera nic nie słyszał o tym miasteczku, ale Pellowi zależało, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Zaczął mówić o Santa Rosario, żeby odświeżyć tamtemu pamięć – że mają tam gorące źródło, że miasto jest daleko od dużych autostrad, a obok jest jakaś stroma góra… Ale Rivera nic sobie nie przypomniał. Pell dał spokój i zmienił temat. Dlatego pomyślałem sobie, że mógł tam prysnąć.