– Złapiemy go, zanim do tego dojdzie.
Kurier otarł twarz.
– O mało co nie powiedziałem mu: „Nie, skurwielu. Już lepiej mnie zabij”. Ale nie potrafiłem.
– Niech pan wraca do rodziny. I proszę na jakiś czas wyjechać z miasta.
– Prawie mu to powiedziałem. Naprawdę.
Sanitariusz odprowadził go do karetki.
– Co tu jest grane? – szepnął O’Neil.
Powiedział głośno to, co pomyślała Dance.
– Detektywie, mam telefon zawołał jeden z zastępców szeryfa, podchodząc do nich. – Był w kuble na śmieci kawałek dalej. Bateria była w innym, po drugiej stronie ulicy.
– Dobra robota – pochwalił O’Neil.
Dance wzięła od TJ-a parę lateksowych rękawiczek, naciągnęła je i włożyła baterię do aparatu. Włączyła telefon, po czym wyświetliła listę ostatnich rozmów. Nie było żadnych połączeń przychodzących, lecz od ucieczki z sądu dzwoniono z niego pięć razy. Podała numery O’Neilowi, który ponownie skontaktował się ze swoimi technikami. Zaczęli je po kolei sprawdzać.
Pierwszy był fikcyjny; nie miał nawet prawdziwego prefiksu – co oznaczało, że Pell nie rozmawiał z żadnym wspólnikiem w sprawie rodziny Billy’ego. Chciał go po prostu zastraszyć i zmusić do posłuszeństwa.
Drugi i trzeci raz dzwoniono pod inny numer – jak się okazało, był to telefon komórkowy na kartę. W tym momencie aparat nie działał, prawdopodobnie został zniszczony; operator nie potrafił zlokalizować sygnału.
Z dwoma ostatnimi połączeniami mieli więcej szczęścia. Najpierw Pell dzwonił do informacji, pod 555-1212. Numer kierunkowy wskazywał na Utah. Ostatni numer na liście – który przypuszczalnie podano mu w biurze – należał do kempingu samochodowego pod Salt Lakę City.
– Bingo – rzekł TJ.
Dance zadzwoniła tam, przedstawiła się i zapytała, czy czterdzieści minut temu ktoś do nich telefonował. Kobieta odparła, że tak, dzwonił jakiś człowiek z Missouri, który jechał na zachód i chciał się dowiedzieć, ile kosztuje tygodniowe parkowanie małego winnebago.
– Czy o tej porze dzwonił ktoś jeszcze?
– Moja matka i dwoje naszych gości z jakąś skargą. To wszystko.
– Ten człowiek z Missouri powiedział, kiedy przyjedzie?
– Nie.
Dance podziękowała kierowniczce kempingu i poprosiła ją, aby natychmiast zadzwoniła, gdyby mężczyzna skontaktował się z nią ponownie. Następnie przekazała O’Neilowi i TJ-owi uzyskane od niej informacje i zadzwoniła do policji stanowej Utah – przyjaźniła się z kapitanem z Salt Lakę City, któremu wyjaśniła sytuację. Policja z Utah miała natychmiast wysłać na kemping zespół obserwacyjny.
Oczy Dance spoczęły na nieszczęśliwym kurierze, który znów patrzył w podłogę. Było jej go żal; wiedziała, że do końca życia będą go prześladować wspomnienia dzisiejszych okropności – nie samego porwania, ale upokorzenia, jakiego doznał od Pella.
Pomyślała o Mortonie Walkerze; wprawdzie Billy uszedł z życiem, mimo to był kolejną ofiarą Daniela Pella.
– Mam powiedzieć Overby’emu o Utah? – zapytał TJ. – Będzie chciał puścić wiadomość w obieg.
Przeszkodził im dzwonek telefonu.
– Zaczekaj – poleciła agentowi Dance i odebrała. Dzwonił informatyk z więzienia Capitola. Młody człowiek z przejęciem oznajmił jej, że udało mu się znaleźć jedną ze stron internetowych odwiedzonych przez Pella. Miała związek z wyszukiwaniem hasła „Helter Skelter”.
– Sprytnie to zrobił – rzekł informatyk. – Nie sądzę, żeby w ogóle interesowało go to hasło. Chciał znaleźć stronę forum, gdzie użytkownicy umieszczają wiadomości na temat zbrodni i morderstw. Nazywa się „Zabójstwo” i jest podzielone na różne wątki, w zależności od rodzaju zbrodni. Jeden na przykład ma tytuł „Efekt Bundy’ego”, od Teda Bundy’ego, i dotyczy seryjnych morderców. „Helter Skelter” jest poświęcony mordom rytualnym. Znalazłem wiadomość napisaną w sobotę i wydaje mi się, że była przeznaczona dla Pella.
– Na wszelki wypadek nie wpisał adresu strony bezpośrednio do przeglądarki – zauważyła Dance. – Żeby utrudnić nam jej zna lezienie.
– Zgadza się. Wolał skorzystać z wyszukiwarki.
– Pomysłowo. Może pan się dowiedzieć, kto napisał wiadomość?
– Była anonimowa. Nie da się namierzyć autora.
– Co w niej było napisane?
Odczytał jej krótką notkę, długości zaledwie paru linijek. Nie było wątpliwości, że adresatem miał być Pell; podano w niej ostatnie szczegóły planu ucieczki. Autor dodał coś jeszcze, ale słuchając ostatniego zdania, Dance zdziwiona pokręciła głową. Końcówka nie miała żadnego sensu.
– Przepraszam, może pan powtórzyć?
Spełnił prośbę.
– W porządku – powiedziała Dance. – Jestem panu bardzo wdzięcz na. Proszę mi przesłać kopię. – Podała mu swój adres e-mailowy.
– Gdybym mógł jeszcze w czymś pomóc, proszę dać mi znać.
Dance rozłączyła się i milczała przez chwilę, starając się pojąć znaczenie wiadomości. O’Neil zauważył jej minę i nie niepokoił jej pytaniami.
Po namyśle podjęła decyzję. Zadzwoniła do Charlesa Overby’ego i powiedziała mu o kempingu w Utah. Szef ucieszył się z nowiny; wreszcie miał coś konkretnego dla dziennikarzy.
Potem, wracając myślą do rozmowy z Eddiem Changiem o wyimaginowanej randce z Pellem, zadzwoniła do Reya Carranea, by przydzielić mu następne zadanie. Zastanawiając się nad sensem jej prośby, młody agent rzekł niepewnie:
– Oczywiście, agentko Dance. Chyba.
Nie miała mu tego za złe; zadanie było, najoględniej mówiąc, dosyć niekonwencjonalne.
– Na jednej nodze – dodała.
– Mhm.
Domyśliła się, że nie zrozumiał.
– Pospiesz się.
Rozdział 14
Zamówimy cytary. – Dobrze – zgodziła się Jennie. – A co to jest?
– Takie małe rybki. Podobne do anchois, ale mniej słone. Zamówi my kanapki. Mam ochotę na dwie. Chcesz dwie?
– Tylko jedną, kochanie.
– Trzeba je skropić octem. Stoi na stolikach.
Jennie i Pell byli w Moss Landing, na północ od Monterey. Od strony lądu na niebie rysowały się masywne sylwetki bliźniaczych kominów elektrowni Duke Power. Po drugiej stronie autostrady znajdował się skrawek lądu, właściwie wyspa, na którą można się było dostać tylko mostem. Na piaszczystym pasie ziemi rozlokowały się serwisy łodzi, port oraz obszerna, masywna budowla, w której właśnie siedzieli Pell i Jennie: „Jack’s Seafood”. Firma działała od siedemdziesięciu pięciu lat. Przy odrapanych i poplamionych stolikach zasiadali John Steinbeck, Joseph Campbell i Henry Miller – a także najsławniejsza dama z Monterey, Flora Woods – spierając się, śmiejąc i pijąc aż do zamknięcia lokalu, a czasem znacznie dłużej.