– Muszę kończyć, co nie?
– Nie mów „co nie”.
– Co na kolację? – zapytał, odkładając słuchawkę.
– Kurczak – powiedziała Maggie z powątpiewaniem.
– Przecież lubicie Albertsonsa.
– A ptasia grypa?
Wes zaśmiał się szyderczo.
– Co ty tam wiesz. Ptasią grypą można się zarazić od żywych kurczaków.
– Ten kiedyś żył – odparowała dziewczynka.
Zapędzony przez siostrę w kozi róg, Wes zauważył:
– No, ale to nie jest kurczak z Azji.
– Taak? Przecież one wędrują. A umrzeć można od zarzygania się na śmierć.
– Mags, nie przy kolacji! – upomniała ją Dance.
– Ale tak jest.
– Że niby kurczaki wędrują? Jasne, jasne. Ale tutaj nie ma ptasiej grypy. Na pewno byśmy o tym wiedzieli.
Przekomarzanki rodzeństwa. Dance sądziła jednak, że kryje się za tym coś jeszcze. Jej syn bardzo głęboko przeżył wypadek ojca. Stal się przez to bardziej wrażliwy na rozmowy o śmierci niż większość chłopców w jego wieku. Dance starała się nie poruszać przy nim tego tematu – co było trudnym zadaniem dla kobiety zawodowo ścigającej przestępców. Oznajmiła dzieciom:
– Jeżeli kurczak jest ugotowany, nic się nam nie stanie. – Mimo to nie była pewna, czy ma rację i czy Maggie nie zacznie tego kwestionować.
Ale córka pogrążyła się w lekturze książki o muszlach.
– O, są ziemniaki puree – powiedział chłopiec. – Mamo, jesteś odlotowa.
Maggie i Wes nakryli do stołu, podczas gdy Dance poszła umyć ręce. Kiedy wróciła z łazienki, Wes spytał:
– Mamo, nie przebierzesz się? – Patrzył na jej czarny kostium.
– Umieram z głodu. Nie mogę czekać ani chwili dłużej. – Nie chciała im zdradzać, że została w stroju z pracy, aby mieć przy sobie broń. Zwykle zaraz po powrocie do domu wkładała koszulkę i dżinsy, a pistolet chowała w sejfie przy łóżku.
Tak, ciężko jest być gliną. Pociechy dużo czasu spędzają same, prawda? Na pewno bardzo by się ucieszyły, gdyby ktoś chciał się z nimi pobawić…
Wes jeszcze raz zerknął na jej kostium, jak gdyby odgadł, o czym pomyślała.
Zaraz jednak usiedli do stołu, jedząc i rozmawiając o tym, jak im minął dzień – przynajmniej dzieciom. Dance oczywiście ani słowem nie mówiła o swoim dniu. Wes był na obozie sportowym w Monterey. Maggie na obozie muzycznym w Carmel. Obojgu wyraźnie podobała się taka forma spędzania czasu. Dzięki Bogu żadne z nich nie pytało o Daniela Pella.
Po kolacji w trójkę sprzątnęli ze stołu i pozmywali naczynia – dzieci zawsze dzieliły z nią obowiązki domowe. Kiedy skończyli, Wes i Maggie poszli do salonu poczytać albo grać w gry wideo.
Dance włączyła komputer i sprawdziła pocztę. Nie było żadnych wiadomości o sprawie, ale dostała kilka e-maili związanych z jej drugą „pracą”. Razem z przyjaciółką Martine Christensen prowadziły stronę internetową „American Tunes” nazwaną tak na cześć znanej piosenki Paula Simona z lat siedemdziesiątych.
Kathryn Dance była utalentowana muzycznie, ale próby rozpoczęcia zawodowej kariery w roli piosenkarki i gitarzystki nie sprawiły jej satysfakcji (obawiała się, że publiczność odnosiła podobne wrażenie po jej występach). Uznała, że ma większy talent do słuchania muzyki i zachęcania do tego innych.
Podczas rzadkich urlopów albo długich weekendów wyruszała na poszukiwanie muzyki tworzonej domowym sposobem, często zabierając ze sobą dzieci i psy. Ludzi uprawiających to hobby nazywano „folklorystami” lub bardziej popularnie „poławiaczami piosenek”. Prawdopodobnie najsłynniejszym był Alan Lomax, który w połowie dwudziestego wieku zbierał muzykę od Luizjany do Appalachów, gromadząc nagrania dla Biblioteki Kongresu. Interesował się przede wszystkim czarnym bluesem i muzyką z gór, natomiast Dance penetrowała odleglejsze tereny, zapuszczając się w miejsca odzwierciedlające zmieniającą się strukturę społeczną Ameryki Północnej: docierała do muzyki wywodzącej się z Nowej Szkocji, z kultury latynoskiej, karaibskiej, kanadyjskiej, afroamerykańskiej i indiańskiej.
Wraz z najlepszą przyjaciółką Martine pomagała muzykom uzyskać prawa autorskie, umieszczała ich nagrania na stronie internetowej i przekazywała im pieniądze wpłacane przez słuchaczy za utwory ściągane z sieci.
Gdyby kiedyś nadszedł dzień, w którym Dance nie miałaby już ochoty czy siły szukać przestępców, wiedziała, że muzyka zapewni jej zajęcie na emeryturze.
Zadzwonił telefon. Dance spojrzała na numer na wyświetlaczu.
– Cześć.
– Serwus – rzekł Michael O’Neil. – Jak poszło z Reynoldsem?
– Nie usłyszałam od niego nic konkretnego. Ale poszuka w starych aktach sprawy Croytonów. – Dodała, że wzięła też materiały od Mortona Walkera, choć nie miała jeszcze czasu ich przejrzeć.
O’Neil powiedział jej, że nie zlokalizowano forda focusa skradzionego w Moss Landing, a w restauracji „Jack’s Seafood” nie znaleziono żadnych istotnych śladów. Technicy zdjęli odciski palców z thunderbirda i sztućców; w obu miejscach ujawniono odciski Pella i innej osoby, prawdopodobnie jego wspólniczki. Ze stanowych i federalnych baz danych daktyloskopijnych wynikało, że kobieta nie była notowana.
– Znaleźliśmy za to coś, co nas trochę niepokoi. Peter Bennington…
– Twój spec z laboratorium.
– Zgadza się. Na podłodze thunderbirda po stronie kierowcy, tej. która się nie spaliła, była odrobina kwasu. Świeża. Peter twierdzi, że to żrący kwas – bardzo rozcieńczony, ale strażacy zlali samochód wodą. więc możliwe, że był stężony, kiedy Pell zostawił ślad.
– Wiesz, jakie mam pojęcie o dowodach, Michael.
– Dobra, no więc sęk w tym, że kwas był zmieszany z substancją wy stępującą w jabłkach, winogronach i słodyczach.
– Myślisz, że Pell… że chciał coś zatruć?
Produkcja jedzenia była racją bytu środkowej Kalifornii. Przejeżdżając tędy samochodem, w ciągu pół godziny mijało się tysiące hektarów pól i sadów, kilkanaście dużych wytwórni win i innych zakładów przetwórczych.
– Możliwe. Albo ukrywa się w jakimś sadzie lub winnicy. Spłoszyliśmy go w Moss Landing, więc pewnie zrezygnował z motelu czy pensjonatu. Pomyśl o Pastwiskach… Powinniśmy wysłać ludzi na poszukiwania.
– Masz kogoś pod ręką? – zapytała.
Mogę przesunąć parę jednostek. I powiem stanowej, żeby zrobili to samo. Nie chcę ściągać ich z miasta i z jedynki, ale chyba nie mamy innego wyjścia.