Выбрать главу

– Na co?

– W ogóle nie posuwamy się naprzód. Nie ma żadnych tropów z Capitoli, kryminalistyka nie dała nam ani jednej odpowiedzi, nikt go nie widział. A co najważniejsze, nie wiem, po co został na półwyspie.

– Jakie wydatki masz na myśli?

– Chcę mieć te trzy kobiety, które były w Rodzinie.

– Mamy je aresztować? Podobno były niewinne.

– Nie, chcę je przesłuchać. Mieszkały z nim; musiały go dobrze po znać.

Och, Danielu, jeżeli weźmiesz się w garść, nie ma żadnego powodu, żebyś nie mógł założyć własnej rodziny…

Właśnie ten fragment z nagranego przesłuchania podsunął jej pomysł sprowadzenia kobiet.

Od punktu A i B do X…

– Chcemy zorganizować zjazd rodzinny – oznajmił wesoło TJ. Dance wiedziała, że rudy agent do późna imprezował, ale jego okrągła twarz wyglądała tak świeżo, jak gdyby właśnie wyszedł z salonu odnowy biologicznej.

Overby zignorował jego uwagę.

– Ale dlaczego miałyby nam pomagać? Chyba raczej będą mu przychylne, nie sądzisz?

– Nie. Z dwiema z nich już rozmawiałam i żadna nie wyrażała się o Pellu przychylnie. Trzecia zupełnie zerwała z przeszłością, zmieniła na wet tożsamość. To też nie świadczy o przychylności.

– Po co mamy je tu przywozić? Czemu nie można ich przesłuchać tam, gdzie mieszkają?

– Chcę porozmawiać ze wszystkimi naraz. To metoda przesłuchania oparta na gestaltyzmie. Będą nawzajem odświeżać sobie pamięć. Czyta łam o tych kobietach do drugiej w nocy. Rebecca była w Rodzinie najkrócej – tylko parę miesięcy – ale Linda mieszkała z Pellem ponad rok. a Samantha dwa lata.

– Rozmawiałaś już z nimi? – Zadał pytanie niepewnym głosem, jak gdyby podejrzewał Dance o podstęp.

– Nie – odparła. – Najpierw chciałam cię spytać.

Na wieść, że nie został wyprowadzony w pole, wyraźnie odetchnął. Mimo to przecząco pokręcił głową.

– Bilety na samolot, ochrona, transport… Biurokracja. Wątpię, czy uda mi się to przepchnąć w Sacramento. Poza tym to zbyt nietypowy pomysł. – Dostrzegłszy nitkę wystającą z mankietu, wyciągnął ją. – Obawiam się, że nie mogę wydać zgody. Utah. Jestem pewien, że tam pojechał. Po tym, jak spłoszyliśmy go w Moss Landing. Byłby idiotą, gdyby tu został. Zespół obserwacyjny w Utah już działa?

– Aha – przytaknął TJ.

– Stawiałbym na Utah.

Dance zrozumiała: jeżeli zatrzyma go tamtejsza policja, chwała spłynie na CBI, a w Kalifornii nikt więcej nie zginie. Jeżeli Utah zawali sprawę, będzie to tylko i wyłącznie ich wina.

– Charles, jestem pewna, że Utah to fałszywy trop. Nie możemy dać się tam zaprowadzić i…

– Chyba – przerwał jej z triumfalnym uśmiechem szef – że to podwójna zmyłka. Zastanów się.

– Zastanawiałam się i wiem, że to nie pasuje do profilu Pella. Na prawdę wolę, żebyśmy zrealizowali mój pomysł.

Nie jestem pewien…

– Mogę spytać, co to za pomysł? – odezwał się czyjś głos za jej plecami.

Odwróciwszy się, Dance zobaczyła mężczyznę w ciemnym garniturze, jasnoniebieskiej koszuli i krawacie w niebiesko-czarne prążki. Nie był klasycznie przystojny – miał widoczny brzuszek, nieco odstające uszy, a gdyby pochylił głowę, wyraźnie zarysowałby się podwójny podbródek. W jego brązowych oczach malowało się zdecydowanie, choć można w nich było też dostrzec iskierki rozbawienia, a na czoło opadała grzywka tego samego koloru co oczy. Jego wygląd i postawa sugerowały spokojny sposób bycia. Na wąskich ustach igrał lekki uśmiech.

– Czym mogę służyć? – zapytał go Overby.

Podchodząc bliżej, mężczyzna pokazał legitymację FBI. Agent specjalny Winston Kellogg.

– Niańka w budynku – rzekł półgłosem TJ, przysłaniając usta ręką. Dance zignorowała komentarz.

– Charles Overby. Dziękuję, że mógł pan przyjechać, agencie Kellogg.

– Proszę mówić mi Win. Jestem z wydziału PZWP.

– Czyli…

– Wydziału zwalczania przestępstw zbiorowego wymuszania posłuszeństwa.

– Tak się teraz nazywają sekty? – zdziwiła się Dance.

– Rzeczywiście, nazywaliśmy go oddziałem sekt. Ale to nie było PP.

TJ zmarszczył brwi.

– Przestępstwa polityczne?

– Mam na myśli wyrażenie poprawne politycznie.

Roześmiała się, słysząc wyjaśnienie.

– Jestem Kathryn Dance.

– TJ Scanlon.

– Thomas Jefferson?

TJ uśmiechnął się tajemniczo. Nawet Dance nie znała jego pełnego imienia. Równie dobrze mógł być po prostu TJ-em.

Zwracając się do wszystkich agentów CBI, Kellogg rzekł:

– Chcę coś od razu zaznaczyć. Owszem, jestem federalny, ale nie zamierzam nikogo rozstawiać po kątach. Przyjechałem tu jako konsultant – pomóc wam w miarę swoich możliwości zrozumieć, jak Pell się zachowuje i jak myśli… Chętnie zejdę na drugi plan.

Nawet jeżeli nie był w stu procentach szczery, za to zapewnienie zyskał sobie uznanie u Dance. Zważywszy na przerost ambicji niektórych stróżów prawa, rzadko zdarzało się słyszeć takie słowa od człowieka z Waszyngtonu.

– Doceniam to oświadczył Overby.

Kellogg spojrzał na szefa CBI.

– Muszę przyznać, że wczorajsza akcja była niezła. Nigdy bym nie Wpadł na to, żeby sprawdzać restauracje.

Po krótkim wahaniu Overby powiedział:

– Chyba mówiłem Amy Grabe, że to Kathryn wpadła na ten pomysł.

TJ chrząknął cicho, a Dance nie odważyła się na niego zerknąć.

– W każdym razie to był dobry pomysł. – Odwrócił się do Dance. – A teraz co proponowałaś?

Dance powtórzyła, co zamierza zrobić. Agent skinął głową.

– Zebrać z powrotem Rodzinę. Dobrze. Bardzo dobrze. Proces terapii powinien się już zakończyć. Ale nawet jeżeli nie chodziły do specjalistów, upływ czasu na pewno usunął resztki syndromu sztokholmskiego. Wątpię, żeby jeszcze były wobec niego lojalne. Chyba powinniśmy spróbować.

Przez chwilę panowała cisza. Dance nie zamierzała wybawiać z kłopotu Overby’ego, który w końcu rzekł: