– To rzeczywiście niezły pomysł. Absolutnie tak. Jedyny problem to budżet. Ostatnio…
– Zapłacimy – przerwał mu Kellogg. I zamilkł, patrząc na Overby’ego.
Dance miała ochotę się roześmiać. – Wy?
– Jeżeli będzie trzeba, wyślę po nie odrzutowiec biura. Może być?
Pozbawiony ostatniego, wymyślonego na poczekaniu argumentu, szef CBI odparł:
– Jak możemy odmówić prezentu gwiazdkowego od Wuja Sama? Dzięki, amigo.
Dance, Kellogg i TJ byli w jej gabinecie, kiedy wszedł Michael O’Neil. Mężczyźni przedstawili się sobie i wymienili uścisk dłoni.
– Kryminalistyka nie ma już nic więcej z Moss Landing – powiedział detektyw – ale mamy nadzieję, że uda się coś znaleźć na Pastwiskach Niebieskich i w winnicach. Ludzie z wydziału zdrowia pobierają też próbki żywności. Na wypadek, gdyby nafaszerował je kwasem. – Opowiedział Kelloggowi o substancji znalezionej w thunderbirdzie po ucieczce Pella.
– Po co miałby to robić?
– Dla odwrócenia uwagi. A może po prostu chce krzywdzić ludzi.
– Dowody fizyczne nie są moją mocną stroną, ale wydaje się, że to dobry trop. – Dance zauważyła, że gdy O’Neil podawał mu informacje, agent patrzył w bok, w skupieniu starając się zapamiętać wszystkie szczegóły.
– Spróbuję wam wyjaśnić mentalność sekty – rzekł po chwili Kellogg – - W wydziale opracowaliśmy ogólny profil, który moim zdaniem na pewno w części albo w całości pasuje do Pella. Mam nadzieję, że to pomoże wam opracować strategię działania.
– Dobrze – odparł O’Neil. – Wydaje mi się, że nigdy dotąd nie mieliśmy do czynienia z kimś takim jak on.
Ponieważ plany Pella wciąż stanowiły dla nich tajemnicę, Dance pozbyła się sceptycyzmu, z jakim początkowo odnosiła się do pomysłu sprowadzenia eksperta od sekt. Nie była już pewna, czy morderca rzeczywiście postępuje podobnie jak inni przestępcy.
Kellogg pochylił się nad jej biurkiem.
– Po pierwsze, zgodnie z nazwą naszego wydziału, uważamy członków sekty za ofiary, bo z pewnością nimi są. Musimy jednak pamiętać, że mogą być równie niebezpieczni jak przywódca. Charlesa Mansona w ogóle nie było podczas morderstw Tatę i małżeństwa LaBianca. Zbrodnie popełnili członkowie jego grupy.
Mówiąc o przywódcy, używam rodzaju męskiego, ale kobiety potrafią być równie skuteczne i bezwzględne jak mężczyźni. Często bywają bardziej przebiegłe.
Podstawowy profil wygląda tak. Przywódca sekty nie odpowiada przed żadną władzą z wyjątkiem samego siebie. Zawsze sprawuje rządy niepodzielnie. Dyktuje swoim poddanym, jak mają spędzać każdą minutę. Wyznacza im zadania i każe je wykonywać, nawet gdyby to miało być jakieś bezproduktywne zajęcie. Nikt nie może mieć ani chwili wolnego czasu na samodzielne myślenie.
Przywódca sekty ustala własne normy moralne według jednego klucza: właściwe ma być tylko to, co jest dobre dla niego albo co służy utrwaleniu struktury sekty. Zewnętrzne prawa i reguły moralne są nieistotne. Wmawia członkom grupy, że zgodne z moralnością jest postępowanie według jego rozkazów – albo jego sugestii. Przywódcy sekt są mistrzami w subtelnym przekazywaniu wiadomości, żeby nawet w wypadku podsłuchu żadne słowo nie mogło ich obciążyć. Ale jego poddani świetnie rozumieją każdy skrót.
Wszystkie sprawy sprowadza do czarno-białego kontrastu i przedstawia świat według prostej zasady, my kontra oni. Rację ma sekta, a każdy spoza niej jest w błędzie i dąży do jej zniszczenia.
Nie dopuszcza żadnych odmiennych opinii. Wygłasza skrajne, szokujące poglądy i czeka, aż członek sekty zacznie je kwestionować w ten sposób poddaje próbie jego lojalność. Kto wchodzi do grupy, musi im oddać wszystko – swój czas i pieniądze.
Dance powiedziała mu o kwocie dziewięciu tysięcy dwustu dolarów.
– Zdaje się, że ta kobieta finansuje ucieczkę Pella.
Kellogg przytaknął.
– Członkowie sekty mają mu także oddać do dyspozycji własne ciała. A czasem przekazać własne dzieci. Sprawuje nad nimi absolutną władzę. Wszyscy muszą zerwać z przeszłością. Przywódca nadaje każdej osobie nowe imię, często dziwaczne albo kojarzące się z jej wizerunkiem w jego oczach. Wybiera ludzi bezbronnych i wykorzystuje ich poczucie niepewności. Szuka samotników i każe im porzucić przyjaciół i rodzinę. Zaczynają go postrzegać jako wychowawcę i jedyną ostoję. Grozi im, że się od nich odwróci – to chyba jego najpotężniejsza broń.
Mógłbym o tym mówić jeszcze godzinami, ale tak z grubsza wygląda proces myślowy Daniela Pella. – Kellogg uniósł ręce. Wyglądał jak profesor. – Co to oznacza dla nas? Po pierwsze, możemy poznać jego słabe punkty. Rola przywódcy sekty jest męcząca. Trzeba stale monitorować jej członków, szukać oznak niezgody i jak najszybciej je likwidować. Kiedy więc istnieją zagrożenia zewnętrzne – jak na przykład na ulicy, w miejscach publicznych – musi być szczególnie czujny. Natomiast w swoim otoczeniu jest spokojniejszy. Dlatego staje się bardziej nieostrożny i bezbronny.
Przypomnijcie sobie, co się stało w restauracji. Stale kontrolował, co się dzieje wokół, ponieważ był w miejscu publicznym. Gdyby był we własnym domu, zapewne moglibyście go dopaść.
Inny wniosek brzmi tak: wspólniczka wierzy, że Pell działa moralnie i jeżeli zabija, robi to w słusznej sprawie. To oznacza dwie rzeczy: nie możemy liczyć na żadną pomoc z jej strony i przyjmujemy, że jest równie niebezpieczna jak on. Owszem, jest jego ofiarą, ale to nie znaczy, że nie zabije, jeżeli nadarzy się okazja… To tyle ogólnych uwag.
Dance zerknęła na O’Neila. Wiedziała, że podobnie jak ona jest pod wrażeniem fachowej wiedzy Kellogga. Być może raz Charlesowi Overby’emu udało się podjąć dobrą decyzję, nawet jeśli zamierzał wyłącznie chronić własny tyłek.
Myśląc o tym, co Kellogg powiedział im o Pellu, zaczęła się obawiać czekającego ich zadania. Miała sposobność osobiście przekonać się o inteligencji mordercy, lecz jeśli przedstawiony przez Kellogga profil był choćby w części trafny, ten człowiek stanowił wyjątkowo poważne zagrożenie.
Dance podziękowała Kelloggowi i na tym spotkanie się zakończyło O’Neil pojechał do szpitala dowiedzieć się o stan Juana Millara, a TJ ruszył poszukać tymczasowego biura dla agenta FBI.
Dance wyciągnęła komórkę i na liście ostatnich rozmów odnalazła numer Lindy Whitfield. Wcisnęła przycisk ponownego wybierania.
– Och, agentko Dance, dowiedziała się pani czegoś?
– Obawiam się, że nie.
– Słuchamy radia… podobno wczoraj prawie udało się wam go złapać.
– To prawda.
Linda zaczęła mamrotać. Dance przypuszczała, że kobieta znów się modli.