Выбрать главу

Nagle doznał olśnienia i przeszukał archiwa miejscowych gazet i stacji telewizyjnych. Okazały się znacznie przydatniejsze. Zanotował informacje, których było mnóstwo.

Na liście figurowało nazwisko Kathryn Dance.

Z satysfakcją obrysował je fantazyjną obwódką.

Nie dotarł do wszystkich potrzebnych faktów, ale to był dopiero początek.

Zawsze zwracając uwagę na otoczenie, zauważył czarną toyotę camry, która wjechała na parking i zatrzymała się przed oknem. Zacisnął dłoń na pistolecie. Po chwili uśmiechnął się, widząc, jak samochód parkuje dokładnie siedem stanowisk dalej.

Wysiadła.

Grzeczna dziewczynka.

Trzymała się… Weszła do pokoju.

– Udało ci się, najdroższa. – Pell rzucił okiem na toyotę. – Ładny wóz.

Jennie szybko go pocałowała. Drżały jej ręce. I nie mogła opanować podniecenia.

– Poszło cudownie! Naprawdę, ukochany. Z początku trochę panikowałam i myślałam, że nic z tego nie będzie. Nie spodobał mu się nu mer z tablicami rejestracyjnymi, ale zrobiłam wszystko tak, jak kazałeś i w końcu się zgodził.

– Brawo, najdroższa.

Za swoje pieniądze – Jennie podjęła z banku dziewięć tysięcy dwieście dolarów, żeby sfinansować ucieczkę i zapewnić im utrzymanie – kupiła samochód od człowieka mieszkającego w Marina. Zarejestrowanie wozu na jej prawdziwe nazwisko wiązałoby się z dużym ryzykiem, więc przekonała właściciela, żeby zostawił na aucie swoje numery. Poczęstowała go bajeczką, że jej samochód zepsuł się w Modesto i za dzień czy dwa odzyska swoje tablice, a wtedy zamieni je i odeśle mu jego tablice pocztą. Było to nielegalne i naprawdę głupie. Sprzedawca na pewno nie zrobiłby tego dla żadnego mężczyzny, nawet gdyby ten płacił gotówką. Ale Pell powierzył to zadanie Jennie – dziewczynie w opiętych dżinsach i niedopiętej bluzce, zza której wyzierał czerwony biustonosz. (Gdyby samochód sprzedawała kobieta, Pell kazałby Jennie ubrać się byle jak, zmyć makijaż, przypiąć różową wstążeczkę symbolizującą walkę z rakiem piersi i opowiedzieć o czwórce dzieci oraz mężu, który zginął na froncie. Zdążył się już przekonać, że nigdy nie należy przesadzać).

– Ładny. Mogę dostać kluczyki? – Podała mu.

– A tu masz to, co chciałeś. – Postawiła na łóżku dwie torby z zakupami. Pell zajrzał do nich i z aprobatą pokiwał głową.

Jennie wyjęła z lodówki gazowany napój.

– Kochanie, mogę cię o coś spytać?

Znów odezwała się w nim naturalna niechęć do udzielania odpowiedzi – przynajmniej szczerych. Mimo to uśmiechnął się do niej.

– Pytaj o wszystko.

– W nocy mówiłeś coś przez sen. O Bogu.

– O Bogu. Co powiedziałem?

– Nie zrozumiałam. Ale na pewno usłyszałam „Boże”.

Pell wolno odwrócił głowę w jej stronę. Zauważył, że serce zaczęło mu bić szybciej. I że lekko przytupuje. Opanował ten odruch.

– Naprawdę napędziłeś mi stracha. Chciałam cię obudzić, ale tak nie można. Gdzieś o tym czytałam. W „Reader’s Digest” albo w „Health”, nie wiem. Kiedy ktoś ma zły sen, nie wolno go budzić. I powiedziałeś jeszcze „kurwa”.

– Tak powiedziałem?

Jennie przytaknęła.

– Dziwne. Bo nigdy nie przeklinasz.

Rzeczywiście. Ludzie używający wulgarnego języka mają znacznie mniej władzy od ludzi unikających przekleństw.

– Co ci się śniło? – zapytała.

– Nie pamiętam.

– Ciekawe, czemu śnił ci się Bóg.

Przez chwilę miał ochotę opowiedzieć jej o ojcu. Zaraz się jednak opamiętał: cholera, co ci przychodzi do głowy?

– Nie mam pojęcia.

– Ja tak jakby interesuję się religią – powiedziała niepewnie. – Trochę. Bardziej duchowością niż Jezusem, wiesz?

– Jeżeli chodzi o Jezusa, nie wierzę, żeby był Synem Bożym i tak da lej, ale powiem ci, że Go szanuję. Każdego umiał nakłonić, żeby robił to, czego od niego chciał. Nawet teraz, wystarczy wspomnieć Jego imię, a ludzie od razu są wniebowzięci. To się nazywa władza. Ale każda religia, ta zorganizowana, każe ci rezygnować ze zbyt wielu rzeczy. Nie możesz myśleć jak chcesz. Religia ma nad tobą kontrolę.

Pell spojrzał na jej bluzkę i stanik. Balon znów zaczął pęcznieć, rozsadzając od środka jego brzuch.

Próbując nie zwracać na to uwagi, wrócił do notatek z internetowych poszukiwań i studiowania mapy. Jennie wyraźnie chciała zapytać, co robi, ale się nie odważyła. Miała nadzieję, że szuka tras wyjazdowych z miasta, dróg, które wreszcie zaprowadzą ich do okręgu Orange.

– Mam kilka spraw do załatwienia, skarbie. Będziesz musiała mnie podwieźć.

– Jasne, powiedz tylko kiedy.

Uważnie oglądał mapę, a gdy uniósł głowę, Jennie nie było.

Wróciła po chwili, niosąc kilka rzeczy wyciągniętych ze stojącej w szafie torby. Rozłożyła je przed nim na łóżku i uklękła na podłodze. Wyglądała jak piesek, który przyniósł panu piłeczkę, gotów do zabawy.

Pell zawahał się. Ale uznał, że od czasu do czasu można na moment zrezygnować z kontroli, zależnie od okoliczności.

Wyciągnął rękę, lecz Jennie sama położyła się na brzuchu.

Z Monterey do San Jose prowadzą dwie drogi. Można pojechać biegnącą wzdłuż wybrzeża autostradą numer 1, przez Santa Cruz, potem skręcić na wywołującą zawroty głowy siedemnastkę, minąć pretensjonalne Los Gatos, gdzie sprzedaje się rękodzieła, kryształy, kadzidełka i tęczowo farbowane sukienki w stylu Janis Joplin (zgoda, buty Roberta Cavalliego i Dolce & Gabbana też).

Można też po prostu pojechać na skróty autostradą 156 do sto pierwszej i jeżeli ma się wóz na służbowych tablicach, wcisnąć gaz do dechy i dotrzeć do San Jose w ciągu godziny.

Kathryn Dance wybrała drugą możliwość.

Skończyły się pieśni gospel i słuchała teraz muzyki latynoskiej – meksykańskiej piosenkarki Juliety Venegas. Z głośników płynęła jej pełna smutku interpretacja „Verdad”.

Z prędkością stu czterdziestu kilometrów na godzinę taurus przemknął przez Gilroy, światową stolicę czosnku. Stąd niedaleko było do Castroville (stolicy karczochów) oraz rozległych pól krzewów owocowych i upraw grzybów w Watsonville. Dance lubiła te miasta i nie znosiła krytyków wyśmiewających się z koronowania królowej karczochów czy ludzi stojących w kolejkach do otwartych zbiorników na dorocznym festiwalu kalmarów w Monterey. W końcu te same przemądrzałe mieszczuchy wydawały nieprzyzwoicie duże sumy na importowaną oliwę z oliwek i ocet balsamiczny, żeby upitrasić te same karczochy i krążki kalmarów.