Urodził się w Bakersfield w październiku w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym trzecim. Siódmego. Ale wszystkim wmawia, że dwudziestego drugiego listopada. Tego dnia Lee Harvey Oswald zastrzelił Kennedy’ego.
– Podziwiał zabójcę prezydenta? – zapytał Kellogg.
– Nie, raczej uważał Oswalda za nieudacznika. Sądził, że był zbyt uległy i ograniczony. Ale był pełen uznania, że jeden człowiek jednym czynem mógł tak wiele dokonać. Że tylu ludzi przez niego płakało i że wpłynął na losy kraju – ba, całego świata.
Daniel wcale nie miał złego dzieciństwa. Joseph Pell, jego ojciec, zajmował się handlem, matka była recepcjonistką, jeżeli udało się jej utrzymać pracę. Rodzina z klasy średniej. Matka – Elizabeth – sporo piła i zakładam, że nie potrafiła okazywać ciepła, ale nigdy nie trafiła za kratki za znęcanie się nad dzieckiem. Zmarła na marskość wątroby, gdy Daniel miał kilkanaście lat. Po śmierci żony ojciec starał się jak najlepiej wychować chłopca, ale Daniel nie znosił, kiedy ktoś nim kierował. Nie radził sobie z autorytetami – z nauczycielami, szefami, a zwłaszcza ze swoim starym.
Dance wspomniała o nagraniu z przesłuchania, które obejrzała z Michaelem O’Neilem, gdzie Pell mówił o brutalności ojca, wymuszaniu pieniędzy na czynsz, porzuceniu rodziny i śmierci rodziców.
– Same kłamstwa – odparł Walker. – Ale nie ulega wątpliwości, że ojciec był człowiekiem niełatwym we współżyciu. Był religijny – bardzo religijny, bardzo surowy. Został wyświęcony na pastora – jakiegoś konserwatywnego odłamu prezbiterian w Bakersfield – ale nigdy nie miał własnego kościoła. Pełnił funkcję młodszego pastora, dopóki nie zwolniono go z obowiązków. Parafianie skarżyli się, że jest nietolerancyjny i niesłusznie ich krytykuje. Próbował założyć własny kościół, ale prezbiteriański synod w ogóle nie chciał z nim rozmawiać, więc w końcu zajął się sprzedażą książek religijnych i ikon. Możemy jednak założyć, że uprzykrzał życie synowi. Przypuszczam, że nałóg matki Pella też mógł mieć coś wspólnego z jej mężem.
Religia nie odgrywała istotnej roli w życiu Dance. Razem z Wesem i Maggie obchodziła Wielkanoc i Boże Narodzenie, choć głównymi symbolami wiary były zajączek i wesoły brodacz w czerwonym ubraniu. Wpajała dzieciom własną etykę opartą na trwałych, niepodważalnych zasadach, wspólnych dla większości głównych wyznań. Jednakże wystarczająco długo pracowała w biurze śledczym, by wiedzieć, że religia bywa częstym motywem przestępstw. Nie tylko popełnianych z premedytacją aktów terroryzmu, lecz bardziej prozaicznych zdarzeń. Dance i Michael O’Neil spędzili kiedyś prawie dziesięć godzin w pobliskim miasteczku Marina, prowadząc negocjacje z ortodoksyjnym pastorem, który postanowił w imię Jezusa zabić żonę i córkę, ponieważ nastolatka zaszła w ciążę. (Ocalili rodzinę, ale Dance wyciągnęła z tej sprawy niepokojący wniosek, że duchowa prawość może być bardzo niebezpieczna).
Walker ciągnął:
– Ojciec Pella przeszedł na emeryturę, wyprowadził się do Phoenix i ponownie się ożenił. Jego druga żona zmarła dwa lata temu, a Joseph w zeszłym roku, na atak serca. Pell najprawdopodobniej nie utrzymywał z nim kontaktów. Nie ma wujów ani stryjów, a jego jedyna ciotka mieszka w Bakersfield.
– To ta kobieta z chorobą Alzheimera?
– Tak. Ale Pell ma brata.
A więc nie był jedynakiem, jak twierdził.
– Jest starszy od niego. Wiele lat temu wyprowadził się do Londynu. Kieruje działem sprzedaży amerykańskiej firmy importowo-eksportowej. Nie udziela wywiadów. Wiem tylko, jak się nazywa. Richard Pell.
– Każę komuś go znaleźć – powiedziała do Kellogga Dance.
– Kuzyni? – zapytał agent FBI.
– Ciotka nigdy nie wyszła za mąż. – Chichocząc, postukał palcem w jakiś fragment tekstu. – Jako starszy nastolatek Pell zaczął być częstym gościem poprawczaków – głównie za drobne kradzieże w sklepach i kradzieże samochodów. Ale nie ma na koncie poważnych aktów prze mocy. Początki miał zaskakująco spokojne. Brak informacji o ulicznych burdach, napaściach, żadnej wzmianki, żeby kiedykolwiek stracił nad sobą panowanie. Pewien funkcjonariusz zasugerował mi, że Pell krzywdził ludzi tylko wtedy, gdy miał z tego taktyczny pożytek. Przemoc nie sprawiała mu przyjemności ani nie wzbudzała w nim odrazy. Traktował ją jak narzędzie.
Dance pomyślała o swojej ocenie Pella – uznała go za człowieka, który beznamiętnie zabija, jeśli tylko na tym skorzysta.
– Nie dotarłem też do żadnych informacji o narkotykach. Pell prawdo podobnie nigdy nie brał. I nie pije – a w każdym razie nie pił – alkoholu.
– Co wiemy o jego wykształceniu?
– Ciekawa rzecz. Wybitnie zdolny. W szkole średniej miał celujące wyniki. Na zajęciach indywidualnych zbierał najwyższe oceny, ale nigdy się nie zjawiał, kiedy obecność była obowiązkowa. W więzieniu uczył się prawa i sam złożył wniosek o apelację w sprawie Croytonów.
Przypomniała sobie wygłoszoną przez niego podczas przesłuchania uwagę na temat absolwentów prawa z Hastings.
– Udało mu się doprowadzić sprawę do Sądu Najwyższego Kalifornii – dopiero w zeszłym roku wydano niekorzystny dla niego wyrok. Przypuszczam, że to był poważny cios. Uważał, że wygra.
– Być może jest inteligentny, ale nie na tyle, żeby uniknąć pudła. – Kellogg wskazał akapit biografii opisujący około siedemdziesiąt pięć aresztowań. – To się nazywa kartoteka.
– A to tylko czubek góry lodowej; Pell zwykle nakłaniał innych do popełniania przestępstw. Pewnie stoi za setkami czynów, za które po szedł siedzieć ktoś inny. Rabunki, włamania, kradzieże kieszonkowe. Z tego żył. Zmuszając innych ludzi do odwalania brudnej roboty.
– Oliver – powiedział Kellogg.
– Co takiego?
– Karol Dickens. „Oliver Twist”… czytaliście?
– Widziałam film odrzekła Dance.
– Dobre porównanie. Pell to Fagin, herszt bandy złodziejaszków.
– Proszę pana, ja proszę więcej – powiedział Kellogg z kiepskim londyńskim akcentem. Dance parsknęła śmiechem, a on wzruszył ramionami.
– Pell wyjechał z Bakersfield do San Francisco. Zadawał się tam z jakimiś ludźmi, kilka razy był zatrzymany, nic poważnego. Przez jakiś czas nie było o nim słychać – dopóki nie zgarnęli go w Karolinie Pół nocnej w sprawie o zabójstwo.
– Zabójstwo?
– Aha. Morderstwo Charlesa Pickeringa w Redding. Pickering był pracownikiem jakiejś instytucji okręgowej. Został zadźgany nożem na wzgórzach za miastem, godzinę po tym, jak widziano go rozmawiające go z kimś podobnym do Pella. To był okrutny mord. Kilkadziesiąt ran kłutych. Jatka. Ale Pell miał alibi – zeznanie dziewczyny, z którą był. Nie znaleziono żadnych dowodów fizycznych. Miejscowa policja przy mknęła go na tydzień za włóczęgostwo, ale w końcu go puścili. Sprawcy nie znaleziono.