Potem założył swoją Rodzinę w Seaside. Znowu kilka lat kradzieży. Parę napaści. Jakieś podpalenie. Pell był podejrzany o pobicie członka gangu motocyklowego, który mieszkał niedaleko, ale ofiara nie wniosła skargi. Mniej więcej miesiąc później doszło do morderstwa Croytonów. Odtąd – to znaczy do wczoraj – siedział w więzieniu.
– Co może nam powiedzieć ta dziewczyna?
– Dziewczyna?
– Śpiąca Laleczka. Theresa Croyton.
– A co mogłaby wam powiedzieć? Kiedy odbył się mord, spała. Tak ustalono.
– Doprawdy? – spytał Kellogg. – Kto to ustalił?
– Przypuszczam, że prowadzący śledztwo. - W jego głosie zabrzmiała nuta niepewności. Widocznie nigdy się nad tym nie zastanawiał.
– Teraz ma… – Dance szybko policzyła -…siedemnaście lat. Chciałabym z nią porozmawiać. Być może wie coś ważnego. Mieszka ze swoją ciotką i wujem, zgadza się?
– Tak, adoptowali ją.
– Mogę dostać ich numer?
Walker zawahał się. Przebiegł wzrokiem blat stołu; jego oczy straciły filuterny błysk.
– Jakiś problem?
– Obiecałem ciotce, że nikomu nic nie powiem o dziewczynie. Bardzo chroni siostrzenicę. Nawet ja nie miałem jeszcze okazji jej poznać. Z początku ciotka stanowczo odmówiła, kiedy poprosiłem o rozmowę.
Myślę, że w końcu się zgodzi, ale jeżeli dam wam jej numer, bardzo wątpię, czy będzie chciała z wami rozmawiać i podejrzewam, że już nigdy nie dostanę od niej żadnej wiadomości.
– Powiedz nam tylko, gdzie mieszka. Znajdziemy nazwisko w biurze numerów. W ogóle o tobie nie będę wspominać.
Pokręcił głową.
– Zmienili nazwisko i wyprowadzili się w inne okolice. Bali się, że ktoś z Rodziny będzie ich prześladować.
– Podał pan Kathryn nazwiska tych kobiet – zauważył Kellogg.
– Są w książce telefonicznej i publicznie dostępnych ewidencjach. Sami mogliście je znaleźć. Theresa i jej wujostwo są publicznie niedostępni.
– Ale ty ich znalazłeś – powiedziała Dance.
– Przez poufne źródła. Zaręczam, że po ucieczce Pella staną się jesz cze bardziej poufne. Ale wiem, że to ważne… Powiem wam, co zrobię. Pojadę spotkać się z ciotką osobiście. Przekażę jej, że chcecie porozmawiać z Theresą o Pellu. Nie będę próbował ich do niczego przekonywać. Jeżeli się nie zgodzą, to się nie zgodzą.
Kellogg pokiwał głową.
– O nic więcej nie prosimy. Dzięki.
Patrząc w życiorys Pella, Dance powiedziała:
– Im więcej się o nim dowiaduję, tym mniej wiem.
Pisarz zaśmiał się, a w jego oczach znów błysnęły iskierki.
– Och, chcesz poznać motywy Daniela Pella? – Poszperał w aktówce, wyciągnął plik papierów i znalazł żółtą zakładkę. – Mam tu cytat z rozmowy z więziennym psychologiem. Przynajmniej raz był szczery. – Wal ker zaczął czytać:
Pełł: Chce mnie pan poddać psychoanalizie? Chce pan wiedzieć, co mną kieruje? Na to na pewno zna pan odpowiedź, doktorze. To samo co wszystkimi: oczywiście rodzina. Tatuś mnie lał, tatuś nie zwracał na mnie uwagi, mamusia nie karmiła mnie piersią, wujek Joe robił Bóg wie co. Geny czy wychowanie, jedno i drugie może pan przypisać rodzinie. Ale jeżeli za bardzo będzie pan zaprzątał sobie nią głowę, zaraz w pokoju pojawią się wszyscy pańscy krewni i przodkowie i wkrótce poczuje się pan zupełnie sparaliżowany Nie, nie, jedyny sposób, żeby przeżyć, to zupełnie o nich zapomnieć i pamiętać tylko, że jesteś tym, kim jesteś i to się nigdy nie zmieni.
Psycholog: A ty kim jesteś, Danielu?
Pell (śmiejąc się): Ja? Ja pociągam za sznurki dusz i zmuszam ludzi do robienia różnych rzeczy. Ludzie zaś nie wiedzą, że są zdolni do tych czynów, zanim ich nie popełnią. Gram na flecie i prowadzę ich lam, gdzie boją się pójść. Nie ma pan pojęcia doktorze, ilu ludzi potrzebuje swoich lalkarzy i swoich Szczurołapów.
– Muszę jechać do domu – powiedziała Dance po wyjściu Walkera. Jej matka i dzieci niecierpliwiły się, czekając na nią z rozpoczęciem przy jęcia urodzinowego ojca.
Kellogg odrzucił z czoła kosmyk włosów. Opadł z powrotem. Spróbował jeszcze raz. Spojrzała na niego i dostrzegła coś, czego przedtem nie zauważyła – wystający zza kołnierzyka koszuli bandaż.
– Jesteś ranny?
Wzruszył ramionami.
– Mały postrzał. Parę dni temu w akcji w Chicago.
Mowa jego ciała świadczyła, że nie chce o tym mówić, a Dance nie naciskała. Powiedział jednak:
– Ale sprawca nie przeżył. – Towarzyszył temu pewien ton i pewne spojrzenie. W podobny sposób Dance informowała ludzi, że jest wdową.
– Przykro mi. Dobrze sobie z tym radzisz?
– Nieźle… Zgoda, może wcale nie tak nieźle – dodał po chwili. – Ale jakoś sobie radzę. Czasami nic więcej nie da się zrobić.
Pod wpływem impulsu spytała:
– Słuchaj, masz jakieś plany na wieczór?
– Krótki meldunek dla szefa, kąpiel w hotelu, szkocka, hamburger i spać. No dobrze, dwie szkockie.
– Mam pytanie.
Uniósł brew.
– Lubisz tort urodzinowy?
Po sekundzie milczenia odparł:
– To jedna z moich ulubionych potraw.
Rozdział 26
Patrz, mamo. Zatarasowaliśmy cały Taras. Zatarasowaliśmy!
Dance pocałowała córkę.
– Świetne, Mags.
Wiedziała, że dziewczynka nie mogła się doczekać, aby podzielić się z nią kalamburem.
Taras wyglądał pięknie. Dzieci uwijały się przez całe popołudnie, przygotowując go na przyjęcie. Rzeczywiście zatarasowały wszystkie miejsca dekoracjami: urodzinowymi transparentami, lampionami, świecami. (Nauczyły się tego od matki; goście Kathryn Dance nawet jeśli nie byli podejmowani najwykwintniejszymi potrawami, zawsze mogli liczyć na wspaniałą atmosferę).
– Kiedy dziadek otworzy prezenty? – Wes i Maggie za zaoszczędzone kieszonkowe kupili Stuartowi Dance’owi sprzęt rekreacyjny – wadery i sieć. Dance wiedziała, że ojciec ucieszy się ze wszystkiego, co dostanie od wnuków, ale nieprzemakalny strój rybacki na pewno mu się przyda.