– Zgoda. Sam przeszukam, jeżeli nie masz nic przeciwko temu.
– Jasne. Nie krępuj się.
Nie patrząc na Dance – nie chciał wystawiać jej na próbę lojalności – poszedł w kierunku podejrzanych śladów na piasku.
Dance odwróciła się i idąc odgrodzoną czystą strefą, wróciła do samochodu, z ulgą opuszczając miejsce zbrodni. Badanie dowodów fizycznych nie należało do jej mocnych stron.
Nie przepadała również za pojedynkami upartych baranów.
Miała przed sobą maskę bólu.
Kathryn Dance dobrze ją znała. Z czasów, gdy pracowała jako dziennikarka, i przeprowadzała wywiady z osobami ocalałymi z wypadków i rąk zbrodniarzy. Z czasów, gdy pracowała jako konsultantka przy selekcji ławy przysięgłych, i obserwowała twarze świadków i ofiar, opowiadających o doznanych niesprawiedliwościach i krzywdach.
Znała ją także z własnego życia. Życia wdowy: gdy spoglądając w lustro, widziała zupełnie inną Kathryn Dance, trzymającą w niepewnej dłoni szminkę przy zastygłej twarzy.
Po co się tym w ogóle przejmować, po co?
Teraz ujrzała ten sam wyraz oczu, siedząc w biurze Susan Pemberton naprzeciwko jej szefowej, Eve Brock.
– Nie mogę w to uwierzyć.
Nigdy nie można w to uwierzyć.
Przestała płakać, lecz Dance wyczuła, że tylko na chwilę. Mocno zbudowana kobieta w średnim wieku potrafiła nad sobą panować. Siedziała wychylona do przodu, z zesztywniałymi ramionami, podkulając nogi pod krzesłem i zaciskając zęby. Niewerbalne oznaki bólu współgrały z wyrazem jej twarzy.
– Nie rozumiem, dlaczego komputer i dokumenty. Po co?
– Przypuszczam, że było w nich coś, co chciał utrzymać w tajemnicy. Może przed laty był na jakiejś imprezie i nie chciał, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. – Pierwsze pytanie, jakie Dance zadała kobiecie, brzmiało: czy firma działała, zanim Pell poszedł do więzienia? Okazało się, że działała.
Eve Brock znów zaczęła płakać.
– Chcę wiedzieć jedno. Czy on ją…
Rozpoznając znaczący ton, Dance zapewniła ją:
– Nie doszło do gwałtu. – Następnie spytała ją o klienta, z którym miała się spotkać Susan, ale Eve Brock nie potrafiła podać żadnych szczegółów.
– Mogę panią na chwilę przeprosić? – Eve Brock nie miała już sił walczyć ze łzami.
– Oczywiście.
Eve chwyciła klucz z biurka i wybiegła do toalety.
Dance zaczęła oglądać ściany w biurze Susan Pemberton, pełne fotografii z uroczystości organizowanych przez firmę: z wesel, przyjęć z okazji bar i bat micwy, rocznic, imprez plenerowych dla miejscowych przedsiębiorstw, banków i stowarzyszeń, zbiórek pieniędzy na cele polityczne, oraz imprez w szkołach średnich i college’ach. Firma współpracowała także z domami pogrzebowymi, obsługując stypy.
Z zaskoczeniem zauważyła nazwisko przedsiębiorcy, który zajmował się pogrzebem jej męża.
Po chwili wróciła Eve Brock z zaczerwienioną twarzą i podpuchniętymi oczyma.
– Przepraszam.
– Nic nie szkodzi. A więc po pracy miała spotkanie z klientem?
– Tak.
– Poszli gdzieś na drinka albo kawę?
– Możliwe.
– Niedaleko?
– Zwykle chodzimy na Alvarado. – Była to główna ulica w centrum Monterey. – Albo do Centrum Del Monte na Fisherman’s Wharf.
– Nie macie ulubionej knajpki?
– Nie. Umawiamy się tam, gdzie sobie życzy klient.
– Przepraszam. – Dance znalazła telefon i zadzwoniła do Reya Carranea.
– Gdzie jesteś?
– Niedaleko Marina. Na polecenie detektywa O’Neila sprawdzam kradzieże łodzi. Nic na razie nie mam. W sprawie moteli też nie mam szczęścia.
– W porządku. Szukaj dalej. – Rozłączyła się i zadzwoniła do TJ-a.
– A ty gdzie jesteś?
– Z formy pytania odgaduję, że jestem drugi na liście.
– A jak brzmi odpowiedź?
– Niedaleko centrum. W Monterey.
– To dobrze. – Podała mu adres firmy Eve Brock, umawiając się z nim na ulicy za dziesięć minut. Zamierzała dać mu zdjęcie Susan Pemberton, by wypytał o nią w pobliskich barach i restauracjach, a także w centrum handlowym na Fisherman’s Wharf. Oraz na Cannery Row.
– Chyba jestem twoim ulubieńcem, szefowo. Bary i restauracje. Za danie moich marzeń.
Poprosiła go też, by skontaktował się z operatorem telefonicznym i dowiedział się, kto dzwonił pod numer Susan. Nie sądziła, aby klientem był Pell; był wprawdzie bezczelny, ale nie ryzykowałby wizyty w centrum Monterey w biały dzień. Przyszły klient mógł jednak udzielić cennych informacji, na przykład o tym, dokąd Susan poszła po ich spotkaniu.
Dance wzięła numer od Eve i przekazała TJ-owi.
Kiedy się rozłączyła, spytała Eve:
– Co mogło być w tych ukradzionych dokumentach?
– Och, wszystko o naszych interesach. Dane klientów, hoteli, dostawców, kościołów, piekarni, firm cateringowych, restauracji, sklepów monopolowych, kwiaciarni, fotografów, działów public relations przedsiębiorstw, które nas wynajmowały… po prostu wszystko. – Wyglądała, jak gdyby wyrecytowanie tej listy zupełnie ją wyczerpało.
– Czy kiedykolwiek współpracowaliście z Williamem Croytonem al bo jego firmą?
– Z… ach, tym człowiekiem, którego zamordowano z całą rodziną. Nie, nigdy.
– Może jakąś filią jego firmy albo z którymś z jego kontrahentów?
– Możliwe. Urządzamy sporo uroczystości dla przedsiębiorstw.
– Ma pani kopie dokumentacji?
– Część jest w archiwum. Dokumenty podatkowe, anulowane czeki i tak dalej. Prawdopodobnie kopie faktur. Ale wielu rzeczy po prostu nie chce mi się archiwizować. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby je ukraść. Kopie są u mojego księgowego. W San Jose.
– Mogłaby pani sprowadzić jak najwięcej tych dokumentów?
– Tyle tego jest… – Wyraźnie miała trudności z zebraniem myśli.
– Powiedzmy z ostatnich ośmiu lat. Od maja dziewięćdziesiątego dziewiątego.
W tym momencie umysł Dance wykonał jeden ze swoich przeskoków. Może Pella interesuje impreza, którą Susan dopiero planowała?