Выбрать главу

– I dokumenty dotyczące najbliższych zleceń.

– Oczywiście, zrobię co w mojej mocy.

Kobieta wyglądała na zdruzgotaną tragedią, sparaliżowaną z rozpaczy.

Myśląc o książce Mortona Walkera „Śpiąca laleczka”, Dance uświadomiła sobie, że ma przed sobą jeszcze jedną ofiarę Daniela Pella.

Według mnie okrutna zbrodnia przypomina kamień wrzucony do stawu. Jej skutki mogą trwać wiecznie, tak samo jak fale bez końca rozchodzą się po powierzchni.

Dance wzięła zdjęcie Susan dla TJ-a i wyszła na ulicę, gdzie miała się z nim spotkać. Usłyszała dzwonek swojego telefonu.

Na wyświetlaczu ukazał się numer komórki O’Neila.

– Cześć – powiedziała, ciesząc się z jego telefonu.

– Muszę ci coś powiedzieć.

– Słucham.

Mówił cicho, a Dance przyjęła wiadomość spokojnie, bez żadnych wskaźników emocji.

– Zaraz tam będę.

– To naprawdę błogosławieństwo – powiedziała przez łzy matka Juana Millara, zwracając się do Dance.

Agentka stała obok posępnego Michaela O’Neila w korytarzu szpitala Monterey Bay, patrząc na kobietę, która robiła, co mogła, aby ich pocieszyć, sama nie przyjmując od nich słów współczucia.

Zjawił się Winston Kellogg, który podszedł do rodziny, złożył jej kondolencje, a następnie uścisnął rękę O’Neilowi, kładąc drugą dłoń na jego ramieniu gestem znamionującym szczerość wśród biznesmenów, polityków i żałobników.

– Bardzo mi przykro.

Stali przed częścią oparzeniową OIOM-u. Przez szybę widzieli łóżko otoczone skomplikowanym sprzętem jak ze statku kosmicznego: przewodami, zaworami, przyrządami pomiarowymi, całym instrumentarium medycznym. Pośrodku wznosił się nieruchomy pagórek przykryty zieloną płachtą.

Prześcieradło tego samego koloru okrywało ciało jej męża. Dance przypomniała sobie, jak go zobaczyła, zastanawiając się gorączkowo: ale gdzie jest życie, gdzie się podziało? Odtąd nie cierpiała tego odcienia zieleni.

Dance patrzyła na ciało, słysząc w pamięci słowa, jakie szepnęła do niej Edie Dance.

Powiedział: „Zabijcie mnie”. I powtórzył. Potem zamknął oczy…

Ojciec Millara był w pomieszczeniu za szybą. Zadawał lekarzowi pytania, choć zapewne nie docierała do niego ani jedna odpowiedź. Mimo to rola rodzica, który przeżył własne dziecko, wymagała takiego zachowania – i będzie wymagała jeszcze więcej w nadchodzących dniach.

Kellogg złożył wyrazy współczucia matce, która bez przerwy powtarzała, że śmierć była wybawieniem dla syna, niewątpliwie stało się lepiej, że inaczej czekałyby go lata terapii, lata przeszczepów…

– Lepiej, absolutnie – rzekł agent, używając ulubionego przysłówka Charlesa Overby’ego.

W korytarzu pojawiła się Edie Dance, pełniąca dziś niezaplanowany dyżur. Jej twarz była pełna smutku, choć jednocześnie malowało się na niej zdecydowanie; córka dobrze znała tę minę – czasem udawaną, czasem autentyczną – która w przeszłości zawsze dobrze spełniała swoje zadanie. Dziś oczywiście odzwierciedlała jej prawdziwe uczucia.

Edie od razu skierowała kroki do matki Millara. Wzięła ją pod ramię i rozpoznając oznaki nadciągającego ataku histerii, zasypała ją pytaniami – o jej stan ducha, ale przede wszystkim o samopoczucie męża i pozostałych dzieci – chcąc w tej sposób odwrócić uwagę kobiety od niewyobrażalnej tragedii. Edie Dance była geniuszem sztuki okazywania współczucia. Dlatego była tak lubianą pielęgniarką.

Rosa Millar zaczęła się uspokajać, a potem płakać. Dance widziała, jak śmiertelne przerażenie zmienia się w łatwiejszy do opanowania żal. Z sali wyszedł ojciec Millara i Edie przekazała mu żonę ruchem artysty cyrkowego, podającego partnera w powietrzu drugiemu akrobacie na trapezie.

– Pani Millar – powiedziała Dance. – Chciałabym tylko…

I nagle runęła na bok, tłumiąc krzyk, a jej ręce zamiast sięgnąć po broń, osłoniły głowę, chroniąc ją przed uderzeniem w stojące na korytarzu wózki.

W pierwszej chwili przemknęła jej myśclass="underline" jak Daniel Pell dostał się do szpitala?

– Nie! – krzyknął O’Neil. A może Kellogg. Albo obaj. Dance zdołała utrzymać równowagę, podpierając się kolanem i strącając na podłogę zwoje żółtych rurek i plastikowe kubki.

Lekarz także skoczył w jej stronę, ale szybszy był Winston Kellogg, który założył rozwścieczonemu Julio Millarowi chwyt obezwładniający, łapiąc go za rękę i wykręcając mu nadgarstek. Wykonał ten manewr błyskawicznie i bez wysiłku.

Synu, nie! – zawołał ojciec, a matka rozszlochała się jeszcze gwałtowniej.

O’Neil pomógł Dance wstać. Wyszła z tego bez szwanku, choć, jak przypuszczała, nazajutrz rano będzie miała parę sińców.

Julio próbował się wyswobodzić, lecz Kellogg, wyraźnie silniejszy, niż mogłoby się wydawać, lekko szarpnął go za ramię.

– Spokojnie, bo sobie zrobisz krzywdę. Powiedziałem, spokojnie.

– Dziwko, cholerna dziwko! Zabiłaś go! Zabiłaś mi brata!

– Posłuchaj, Julio – rzekł O’Neil. – Twoi rodzice i tak są już bardzo zmartwieni. Chyba nie chcesz, żeby poczuli się jeszcze gorzej.

– Gorzej? A co może być gorszego? – Usiłował wymierzyć kopniaka Kelloggowi, który po prostu zrobił unik, unosząc wyżej jego unieruchomiony nadgarstek. Młody człowiek skrzywił się i jęknął z bólu.

– Rozluźnij się. Jeżeli się rozluźnisz, nie będzie bolało. – Agent spojrzał w zrozpaczone oczy jego rodziców. – Przepraszam państwa.

– Julio – rzekł jego ojciec. – Zaatakowałeś policjantkę. Wsadzą cię do więzienia.

– To ją powinni wsadzić do więzienia! Za morderstwo!

Starszy Millar krzyknął:

– Nie, przestań! Pomyśl o swojej matce. Natychmiast przestań!

O’Neil spokojnie wyciągnął kajdanki. Z wahaniem zerknął na Kellogga. Zastanawiali się, co począć. Julio powoli zaczynał się uspokajać.

– Dobrze już, dobrze. Niech mnie pan puści.

– Jeżeli nad sobą nie zapanujesz, będziemy cię musieli skuć – oznajmił mu O’Neil. – Rozumiesz?

– Tak, tak, rozumiem.

Kellogg zwolnił uchwyt i pomógł mu się podnieść. Oczy wszystkich skierowały się na Dance. Ona jednak nie miała zamiaru iść do sądu.

– W porządku. Nic się nie stało.