Agentka dostrzegła, jak Linda i Rebecca lekkim uśmiechem skwitowały objaw nieśmiałości Samanthy. Myszka…
– Dziękuję. Tylko mleko.
Dance podjęła:
– Linda wspominała, że Pell chciał się gdzieś przenieść, na jakiś „szczyt góry”. Wie pani, co mógł mieć na myśli?
– Daniel nieraz mi mówił, że chce się wyprowadzić na wieś. Prze nieść się z całą Rodziną. Bardzo mu zależało, żeby od wszystkich uciec. Nie lubił sąsiadów, nie lubił rządu. Potrzebował miejsca dla nowych ludzi. Chciał powiększyć Rodzinę.
– Naprawdę? – zdziwiła się Rebecca.
Linda się nie odezwała.
– Wspominał kiedykolwiek o Utah?
– Nie.
– Jakie miejsce mogło wchodzić w grę?
– Nie mówił. Ale wydawało mi się, że poważnie się nad tym zastanawiał.
Przypomniawszy sobie, że po morderstwie Pemberton Pell prawdopodobnie uciekł z miejsca zbrodni łodzią, Dance wpadła na pewną myśl.
– Czy kiedykolwiek wspominał o wyspie? – spytała.
Samantha roześmiała się.
– O wyspie? Wykluczone.
– Dlaczego?
– Bał się wody. Za nic w świecie nie wsiadłby do niczego pływającego.
Linda spojrzała na nią zaskoczona.
– Nie wiedziałam.
Rebecca też nigdy o tym nie słyszała. Uśmiechnęła się drwiąco.
– Jasne. Swoimi lękami dzielił się tylko z Myszką.
– Daniel mówił, że ocean to świat kogoś innego i ludzie nie mają tam czego szukać. Człowiek nie powinien być w miejscu, nad którym nie może panować. To samo dotyczyło latania. Nie ufał pilotom ani samo lotom.
– Sądziliśmy, że uciekł łodzią z miejsca zbrodni.
– Niemożliwe.
– Jest pani pewna?
– Na sto procent.
Dance przerwała na chwilę rozmowę, zadzwoniła do Reya Carranea i poleciła mu odwołać poszukiwania skradzionych łodzi. Gdy się rozłączyła, pomyślała, że hipoteza O’Neila jednak była błędna i rację miał Kellogg.
– Chciałabym, żebyśmy się teraz zastanowiły nad motywem, jaki go skłonił do pozostania na półwyspie. Co z pieniędzmi? – Powtórzyła uwagę Rebecki o „trafieniu czegoś grubszego” – prawdopodobnie o włamaniu albo dużym skoku. – Przypuszczałam, że został tu, bo gdzieś w okolicy ukrył pieniądze albo coś cennego. Może nie załatwił do końca jakiegoś interesu. Czegoś, co ma związek z morderstwem Croytonów.
– Pieniądze? – Samantha pokręciła głową. – Nie, raczej nie sądzę, że by o to chodziło.
– Wiem, że tak właśnie powiedział – stanowczo oświadczyła Rebecca.
– Och, nie mówię, że nie – dodała pospiesznie Myszka. – Po prostu mógł użyć tego wyrażenia w trochę innym znaczeniu. Nie lubił popełniać przestępstw, które rzucały się w oczy. Włamywaliśmy się do domów…
– Prawie wcale – wtrąciła Linda.
Rebecca westchnęła.
– No… jednak często, Linda. Zanim się zjawiłam, mieliście już swoje za uszami.
– Przesada.
Samantha nie opowiedziała się po stronie żadnej z nich i wydawała się zaniepokojona, że zażądają od niej, by rozstrzygnęła spór. Ciągnęła:
– Mówił, że gdybyśmy zrobili coś za bardzo nielegalnego, zaraz pisałaby o tym prasa i mielibyśmy na karku policję. Trzymaliśmy się z daleka od banków i punktów realizacji czeków. Za dużo ochrony, za duże ryzyko. – Wzruszyła ramionami. – W każdym razie we wszystkich tych kradzieżach nigdy nie chodziło o duże pieniądze.
– Nie? – zdziwiła się Dance.
– Nie. Tyle samo moglibyśmy zarobić w legalnej pracy. Ale Daniela nie to interesowało. Lubił zmuszać ludzi do robienia rzeczy, na które nie mieli ochoty. To go kręciło.
– Z tego, co mówisz, wynika, że nie robiliśmy niczego innego – obruszyła się Linda.
– Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało…
– Nie byliśmy bandytami.
Rebecca nie słuchała Lindy.
– Ja jestem pewna, że zależało mu na pieniądzach.
Samantha uśmiechnęła się niepewnie.
– Mnie wydawało się raczej, że bardziej chodziło mu o manipulowanie ludźmi. Nie potrzebował dużych pieniędzy. Nie chciał ich.
– Przecież musiałby zapłacić za swoją górę – zauważyła Rebecca.
– To prawda. Mogę się mylić.
Dance uznała, że to ważny klucz do zrozumienia Pella, spytała więc o ich kryminalną przeszłość w nadziei, że pomoże to wywołać konkretne wspomnienia.
Och, Daniel był niezły – odrzekła Samantha. – Chociaż wiedziałam, że robimy coś złego, nie mogłam go nie podziwiać. Znał najlepsze miejsca na kradzieże kieszonkowe i wiedział, do których domów można się włamać. Wiedział, jak działa ochrona w domach towarowych, które z markowych rzeczy mają elektroniczne zabezpieczenia, a które niejaki sprzedawca przyjmie zwrot bez paragonu.
– Wszyscy robią z niego strasznego przestępcę – powiedziała Linda. – Ale dla niego to była tylko gra. Wszyscy byliśmy przebrani. Pamięta cie? Peruki, ubrania, okulary. Niewinna zabawa, nic więcej.
Dance była skłonna zgodzić się z teorią Samanthy, że w wyznaczaniu członkom Rodziny przestępczych zadań bardziej chodziło o władzę niż pieniądze.
– A co z jego związkiem z Charlesem Mansonem?
Och, nie miał żadnych związków z Mansonem – odparła Samantha. Ależ pisała o tym cała prasa zdumiała się Dance.
– Wie pani, jaka jest prasa.
Samantha jak zwykle niechętnie wygłaszała odmienne zdanie, lecz nie miała wątpliwości.
– Uważał Mansona za przykład, jak nie należy postępować.
Jednak Linda przecząco pokręciła głową.
– Nie, nie, przecież miał o nim tyle książek i artykułów.
Dance przypomniała sobie, że Linda dostała wyższy wyrok, ponieważ po morderstwie Croytonów zniszczyła część obciążających materiałów na temat Mansona. Kobieta wyraźnie się zaniepokoiła, że jej heroiczny czyn mógł się okazać bezcelowy.
– Jedyne podobieństwo polegało na tym, że mieszkał z kilkoma kobietami i kazał nam popełniać przestępstwa. Daniel uważał, że Manson nie potrafił panować nad sobą. Twierdził, że jest Jezusem, wytatuował sobie swastykę na czole, myślał, że ma zdolności parapsychiczne, ciągle gadał o polityce i rasie.