Выбрать главу

To też był przykład ulegania emocjom. Tak jak tatuaże, kolczyki na ciele i dziwne fryzury. Przekazują ludziom informacje. A informacje to kontrola. Nie, Daniel sądził, że Manson wszystko robił źle. Miał innych bohaterów. Hitlera…

– Hitlera? – przerwała jej Dance.

– Tak. Zarzucał mu tylko błąd ze „sprawą żydowską”. To była jedyna słabość. Daniel mówił, że gdyby Hitler potrafił to w sobie zdusić i żyć z Żydami, może nawet wziąć ich do rządu, zostałby najpotężniejszym człowiekiem w historii. Ale nie potrafił nad sobą panować, więc zasłużył na to, żeby przegrać wojnę. Podziwiał też Rasputina.

– Tego rosyjskiego mnicha?

– Zgadza się. Rasputin wkradł się w łaski Mikołaja i Aleksandry. Danielowi podobało się, że wykorzystywał seks, żeby zdobywać kontrolę nad ludźmi. – Jej słowa wywołały śmiech Rebecki i rumieniec Lindy. – No i był jeszcze Svengali.

– Z powieści „Trilby”? – spytała Dance.

– Och, zna to pani? Uwielbiał tę książkę. Linda czytała ją kilkanaście razy.

– Kiepska była, szczerze mówiąc – powiedziała Rebecca. – Staro świecki język. Wie pani, ckliwy melodramat.

Zerkając do notesu, agentka zapytała nowo przybyłą o słowa, których Pell szukał w Internecie.

– „Nimue”? – powtórzyła Samantha. – Nie. Ale kiedyś miał dziewczynę o imieniu Alison.

– Kogo? spytała Linda.

– Poznał ją w San Francisco. Przed nami. Należała do jakiejś grupy, podobnej do Rodziny.

– O czym ty mówisz? – zdziwiła się Linda.

Samantha pokiwała głową, posyłając Lindzie niepewne spojrzenie.

– Ale to nie była jego grupa. Kiedy się włóczył, spotkał po drodze Alison i poznał ludzi z tej sekty, czy co to było. Daniel nie został jej członkiem – nigdy nie wykonywał niczyich rozkazów – ale zaciekawiła go, więc na jakiś czas z nimi został. Sporo się tam dowiedział o tym, jak mieć władzę nad ludźmi. Zaczęli go jednak traktować podejrzliwie, bo nie chciał do nich dołączyć. No więc razem z Alison opuścili grupę. Jeździli autostopem po stanie. Potem Daniel został za coś aresztowany czy zatrzymany przez policję, a Alison wróciła do San Francisco. Jeszcze kiedy był z nami, próbował ją znaleźć. Dlatego czasem przyjeżdżał na półwysep. Nie wiem, po co chciałby jej teraz szukać.

– Jak się nazywała?

– Nie wiem.

Dance zastanawiała się głośno, czy Pell szukał Alison – lub kogoś o imieniu Nimue – aby się zemścić.

– W końcu musiał mieć ważny powód, skoro ryzykował wchodzenie do Internetu w Capitoli.

– Och, Daniel nie wierzył w zemstę – odrzekła Samantha.

– Nie wiem, Sam – wtrąciła Rebecca. – Pamiętasz tego gówniarza z naszej ulicy? Tego z gangu motocyklowego? Daniel omal go nie zabił.

Dance przypomniała sobie, jak Walker opowiadał jej o sąsiedzie z Seaside, którego napadł Pell.

– Po pierwsze – oznajmiła Linda – Daniel wcale tego nie zrobił. To był ktoś inny.

– No nie, spuścił mu takie manto, że facet mało się nie przekręcił.

– Ale policja go puściła.

Koronny dowód niewinności według Lindy, pomyślała Dance.

– Tylko dlatego, że gość nie miał odwagi złożyć skargi. – Rebecca spojrzała na Samanthę. – To był on, nie?

Samantha wzruszyła ramionami, unikając jej wzroku.

– Chyba. Tak, to Daniel go pobił.

Linda wyglądała na nieprzekonaną.

– Ale nie chodziło o zemstę… Widzi pani, ten gangster uważał się za jakiegoś ojca chrzestnego dzielnicy. Próbował szantażować Daniela, groził mu, że pójdzie na policję zgłosić coś, co się nigdy nie zdarzyło. Daniel zaczął próbować swoich sztuczek, ale tamten roześmiał mu się w twarz i powiedział mu, że ma tydzień na zorganizowanie pieniędzy.

Zaraz potem pod dom gangstera podjechała karetka. Miał złamane ręce w nadgarstkach i nogi w kostkach. Ale to nie była zemsta. Daniel pobił go, bo facet był odporny na jego wpływ. Jeżeli ktoś jest odporny, to nie może być pod kontrolą Daniela i dlatego staje się zagrożeniem. A on zawsze powtarzał: „Zagrożenia trzeba eliminować”.

– Kontrola – powiedziała Dance. – To słowo chyba najlepiej podsumowuje Daniela Pella, prawda?

Był to chyba jedyny wniosek z przeszłości, z którym mogły się zgodzić wszystkie trzy kobiety z Rodziny.

Rozdział 34

Siedzący w radiowozie zastępca szeryfa czujnie lustrował okolicę: teren, drzewa, ogrody, drogę.

Ochrona – bez dwóch zdań najnudniejsze zajęcie każdego policjanta. Drugie miejsce na liście zajmowała obserwacja podejrzanego, ale w takiej sytuacji człowiek miał przynajmniej świadomość, że śledzi bandytę, czyli mogła się nadarzyć okazja, by wyciągnąć broń i odstrzelić parę łbów.

Miałby coś do roboty.

Ale pilnowanie świadków i dobrych – zwłaszcza gdy źli nie mają nawet pojęcia, gdzie są dobrzy – jest okrrooopnie nudne.

Można było liczyć tylko na to, że rozbolą plecy i nogi; no i trzeba zachować proporcje między ilością kawy a liczbą wyjść do toalety i…

Do diabła, mruknął do siebie funkcjonariusz. Po co w ogóle o tym pomyślał? Zdał sobie sprawę, że chce mu się sikać.

Zaryzykować i pójść w krzaki? Uznał, że to niedobry pomysł, zwłaszcza w takim ładnym miejscu. Będzie musiał skorzystać z toalety w domu. Postanowi! najpierw zrobić szybką rundę wokół posiadłości i sprawdzić, czy wszystko w porządku, a dopiero potem zapukać do drzwi.

Wysiadł z samochodu i ruszył główną ulicą, zaglądając między drzewa i krzewy. Wciąż nic podejrzanego. Tylko typowe dla okolicy widoki: przejeżdżająca wolno limuzyna z szoferem w czapce takiej jak w filmach; kobieta po drugiej stronie ulicy instruująca ogrodnika, jak ma zasadzić kwiaty pod skrzynką pocztową – biedak był wyraźnie zirytowany jej niezdecydowaniem.

Kobieta spojrzała w stronę zastępcy szeryfa i skinęła mu głową.

Odwzajemnił gest, na moment puszczając wodze fantazji i wyobrażając sobie, jak właścicielka domu naprzeciwko podchodzi do niego i mówi, że zawsze bardzo podobali się jej mężczyźni w mundurach. Zastępca szeryfa słyszał opowieści o gliniarzach zatrzymujących na drodze kobiety, które „płaciły mandat” za drzewami przy autostradzie albo na tylnym siedzeniu radiowozu (w niektórych wersjach miejscem akcji było siodełko harleya davidsona). Ale zawsze były to historie z trzeciej czy czwartej ręki. Nigdy nic takiego nie przydarzyło się żadnemu z jego znajomych. Podejrzewał też, że gdyby ktoś – choćby ta zdesperowana gospodyni domowa – zaproponowała mu igraszki, nie potrafiłby stanąć na wysokości zadania.