– Dlaczego miałby mnie okłamywać? – burknęła Linda.
– Bo mu powiedziałaś, że mamusia z tatusiem nie pozwalali ci się ba wić grillem. Zapamiętał to sobie i wykorzystał. Ale nie poszedł tak po prostu kupić ci zabawki. Twierdził, że sam ją zrobił! Pieprzony święty!
– To ty kłamiesz.
– Dlaczego?
– Bo Daniel nigdy nic dla ciebie nie zrobił.
– Daruj sobie. Będziemy się licytować jak gówniary ze szkoły? – Rebecca przyjrzała się Lindzie. – Ach, już rozumiem. Byłaś o mnie zazdrosna! Dlatego wtedy chodziłaś taka wkurzona. I dlatego tak się teraz wkurzasz.
Miała rację, pomyślała Samantha. Gdy Rebecca dołączyła do Rodziny, Daniel znacznie rzadziej spędzał czas z innymi kobietami. Sam umiała sobie z tym poradzić – znosiła wszystko, o ile Daniel był zadowolony i nie chciał jej wyrzucić z Rodziny. Ale Linda, w roli matki, poczuła się głęboko dotknięta faktem, że Rebecca zaczęła zajmować jej dotychczasowe miejsce.
Jednak Linda zaprzeczyła.
– Nieprawda. Jak można być zazdrosnym w takiej sytuacji? Jeden facet i trzy kobiety pod jednym dachem?
– Jak? Bo jesteśmy ludźmi. Do diabła, przecież nawet o Rachel byłaś zazdrosna.
– To co innego. Rachel była zwykłą puszczalską. Nie była jedną z nas, nie należała do Rodziny.
– Słuchajcie, nie jesteśmy tu z naszego powodu – odezwała się Samantha. – Przyjechałyśmy pomóc policji.
– Nie z naszego powodu? – powtórzyła drwiąco Rebecca. – Kiedy widzimy się pierwszy raz po ośmiu latach? Myślałaś, że siądziemy, ułożymy dziesięciopunktową listę „Co pamiętam o Danielu Pellu i wrócimy do domu? Jasne, że ta sprawa dotyczy tak samo nas jak i Daniela.
Linda posłała Samancie gniewne spojrzenie.
– A ty nie musisz mnie bronić. – Pogardliwym ruchem głowy wskazała na Rebeckę. – Ona nie jest tego warta. Nie była w Rodzinie od początku tak jak my. Przyszła i zaczęła się rządzić. – Odwróciła się do Rebecki. – Ja byłam z nim ponad rok. A ty? Parę miesięcy.
– Daniel sam mnie prosił. Nie wpychałam się do was na siłę.
– Zanim się zjawiłaś, żyliśmy w zgodzie.
– W zgodzie? – Rebecca odstawiła kieliszek z winem, prostując się. – Słyszysz, co mówisz?
– Rebecco, proszę – powiedziała Sam. Serce waliło jej mocno. Bliska łez patrzyła na dwie kobiety o poczerwieniałych twarzach, siedzące po przeciwnych stronach stolika z lakierowanego, pożółkłego drewna. – Przestań.
Szczupła kobieta nie zwracała na nią uwagi.
– Linda, słucham cię, odkąd weszłam do tego domku. Bronisz go. mówisz, że wcale nie był taki zły, że wcale tak dużo nie kradliśmy. Może Daniel nie zabił tego czy tamtego… Bzdury wygadujesz. Przejrzyj na oczy. Ta Rodzina była chora, totalnie chora.
– Nie mów tak! To nieprawda.
– Prawda, do cholery. A Daniel to potwór. Zastanów się. Pomyśl, co nam zrobił… – Oczy Rebecki błyszczały, drżały usta. – Patrzył na ciebie i widział kogoś, komu rodzice nie pozostawiali nawet odrobiny swobody. Co więc robi? Mówi ci, jaką jesteś wspaniałą, samodzielną osobą, jak cię tłamsili. I powierza ci cały dom. Robi z ciebie mamusię. Daje ci władzę, jakiej nigdy nie miałaś. I na to cię łapie.
W oczach Lindy zalśniły łzy.
– Wcale tak nie było.
– Masz rację. Było jeszcze gorzej. Pomyśl o tym, co się stało później. Rodzina się rozpada, idziemy do pudła i gdzie potem trafiasz? Tam, gdzie byłaś na początku. Pod skrzydła dominującego mężczyzny – ale tym razem tatusiem jest sam Pan Bóg. Jeżeli myślałaś, że nie potrafisz przeciwstawić się prawdziwemu ojcu, to co powiesz o nowym?
– Nie mów tak – zaczęła Sam. – Przecież Linda…
Rebecca obróciła twarz w jej stronę.
– A ty? Taka sama jak w dawnych czasach. Linda i ja bierzemy się za łby, a ty odgrywasz pannę O’NZ, nie chcesz, żeby ktoś się denerwował, żeby ktoś rozrabiał. Dlaczego? Bo tak ci na nas zależy, złotko? A może strasznie się boisz, że się zatłuczemy i zostaniesz jeszcze bardziej samotna niż jesteś?
– Nie musisz się tak zachowywać – mruknęła Sam.
– Och, chyba muszę. Przyjrzyjmy się twojej historii, Myszko. Twoi rodzicie nie mieli pojęcia o twoim istnieniu. „Rób co chcesz, Sammy. Mamusia i tatuś są za bardzo zajęci Greenpeace’em, Krajową Organizacją Kobiet albo marszem solidarności z chorymi na raka, żeby cię utulić do snu. Co robi Daniel? Nagle zmienia się w troskliwego rodzica, które go nigdy nie miałaś. Dba o ciebie, mówi ci, co masz robić, kiedy masz umyć zęby, kiedy pomalować kuchnię, kiedy stanąć na czworakach w łóżku… a ty myślisz, że cię kocha. I zgadnij, co się dzieje? Też dajesz się na to złapać.
Teraz wróciłaś do punktu wyjścia, tak samo jak Linda. Nie istniałaś dla rodziców, a teraz nie istniejesz dla nikogo. Bo nie jesteś już Samanthą McCoy. Stałaś się kimś innym.
– Przestań! – Samantha wybuchnęła płaczem. Ostre słowa zrodzone ze smutnej prawdy boleśnie ją raniły. Też mogła powiedzieć coś Rebecce – ojej egoizmie, brutalnej szczerości graniczącej z okrucieństwem – jednak się powstrzymała. Nie potrafiłaby nikomu ostro odpowiedzieć, na wet w odruchu samoobrony.
Myszka…
Ale Linda nie była tak powściągliwa i umiała walczyć.
– Kto ci dał prawo tak do nas mówić? Byłaś tylko włóczęgą i zgrywałaś się na zbuntowaną artystkę. – Glos Lindy drżał z gniewu, po jej twarzy płynęły Izy. – Jasne, że Sam i ja miałyśmy swoje problemy, ale przynajmniej zależało nam na sobie. Ty byłaś tylko dziwką. A teraz chcesz nas oceniać? Nie byłaś ani trochę lepsza!
Rebecca odchyliła się, patrząc na nią nieruchomym wzrokiem. Sam niemal widziała, jak gniew odpływa z jej twarzy. Rebecca spojrzała W blat stolika i powiedziała cicho:
– Masz rację, Lindo. Masz absolutną rację. Wcale nie jestem lepsza. Ja też dałam się nabrać. Ze mną zrobił to samo.
– Z tobą? – warknęła Linda. – Nic cię z Danielem nie łączyło! Tylko się z nim pieprzyłaś.
– Właśnie – odparła z uśmiechem, chyba najsmutniejszym, jaki Samantha McCoy kiedykolwiek widziała.
– Jak to? – spytała Sam.
Kolejny łyk wina.
– Jak myślicie, na co mnie złapał? – Znów przechyliła kieliszek. – Ni gdy wam nie mówiłam, że zanim go poznałam, nie spałam z nikim przez trzy lata.
– Ty?
– Śmieszne, nie? Taka seksowna laska. Femme fatale artystów środkowego wybrzeża. Prawda wyglądała zupełnie inaczej. Co Daniel Pell zrobił dla mnie? Sprawił, że polubiłam swoje ciało. Nauczył mnie, że seks to coś dobrego. Że nie jest brudny. – Odstawiła kieliszek. – I wygląda inaczej niż to, co się działo po powrocie ojca z pracy.