Выбрать главу

Mimo to postanowiła ukradkiem zerknąć do komputera i sprawdzić, co się dzieje.

Lekki skurcz w żołądku.

Theresa wstała i ruszyła w kierunku domu.

Dobra, trochę mamy pietra.

Obejrzała się za siebie, patrząc w prześwit między krzewami po drugiej stronie posesji. Żadnego samochodu. Nic.

Odwracając się w stronę domu, Theresa stanęła jak wryta.

Mężczyzna pokonał wysokie ogrodzenie pięć metrów dalej, między nią a domem. Spojrzał na nią z miejsca, gdzie wylądował na kolanach, przy dwóch gęstych azaliach, ciężko dysząc od wysiłku. Krwawiła mu ręka, rozcięta o ostre druty dwumetrowego ogrodzenia.

To on. To Daniel Pell!

Theresa stłumiła okrzyk.

A więc jednak przyszedł. Żeby dokończyć mordu rodziny Croytonów.

Uśmiechając się, podniósł się ciężko i ruszył w jej stronę.

Theresa Croyton zaczęła płakać.

– Nie, spokojnie – szepnął mężczyzna, podchodząc do niej. – Nie zrobię ci krzywdy. Cii.

Theresa zesztywniała. Chciała uciec. No już!

Ale nogi odmówiły posłuszeństwa; sparaliżował ją strach. Poza tym nie miała dokąd uciec. Mężczyzna odcinał jej drogę do domu i wiedziała, że nie da rady przeskoczyć dwumetrowego ogrodzenia z siatki. Przemknęło jej przez myśl, że lepiej pobiec w głąb ogrodu, ale wtedy mógłby ją złapać i zaciągnąć w krzaki, gdzie…

Nie, to zbyt straszne.

Z trudem łapiąc powietrze, niemal czując smak strachu, Theresa wolno pokręciła głową. Czuła, jak opuszczają ją siły. Rozejrzała się, szukając broni. Nic: tylko nadkruszona cegła, karmnik dla ptaków i „Poezje zebrane Emily Dickinson”.

Spojrzała na Pella.

– Zabiłeś moich rodziców. Nie… nie rób mi krzywdy!

Zmarszczył brwi.

– Boże, nie – bąknął zaskoczony. – Och, nie, chcę tylko z tobą po rozmawiać. Nie jestem Daniel Pell. Przysięgam. Popatrz.

Rzucił w jej stronę jakiś przedmiot, który upadł trzy metry od niej.

– Spójrz z tyłu. Odwróć.

Theresa zerknęła na dom. Akurat kiedy ciotka była potrzebna, nie raczyła się pokazać.

– Zobacz – powtórzył mężczyzna.

Dziewczyna postąpiła krok do przodu – a on się cofnął, dając jej miejsce.

Podeszła jeszcze bliżej i popatrzyła. To była książka. „Nocny nieznajomy” autorstwa Mortona Walkera.

– To ja. Przyjrzyj się.

Theresa nie chciała podnosić książki. Odwróciła ją stopą. Na ostatniej stronie widniało zdjęcie znacznie młodszego mężczyzny, który przed nią stał.

Prawda czy nie?

Nagle Theresa uświadomiła sobie, że widziała tylko zdjęcia Daniela Pella zrobione przed ośmiu laty. Kilka artykułów w Internecie musiała przeczytać potajemnie – ciotka ostrzegała, że gdyby zaczęła szukać informacji o morderstwie, psychicznie cofnęłaby się o parę lat. Ale patrząc na fotografię młodszego autora, nie miała wątpliwości, że nie przedstawia ponurego i groźnego człowieka, którego pamiętała.

Theresa otarła twarz. Nieoczekiwanie wybuchnęła gniewem, eksplodującym jak przekłuty balon.

– Co pan tu robi? Przestraszył mnie pan jak jasna cholera!

Mężczyzna podciągnął opadające spodnie i wykonał ruch, jak gdyby chciał podejść bliżej. Lecz najwyraźniej zmienił zamiar.

– Nie było innego sposobu, żeby z tobą porozmawiać. Wczoraj widziałem się z twoją ciotką, kiedy robiła zakupy. Chciałem, żeby cię o coś poprosiła.

Theresa spojrzała na ogrodzenie.

– Wiem, że policja jest już w drodze – rzekł Walker. – Widziałem alarm na płocie. Będą tu za trzy, cztery minuty i mnie aresztują. Trudno. Ale muszę ci coś powiedzieć. Człowiek, który zabił twoich rodziców, uciekł z więzienia.

– Wiem.

– Wiesz? Twoja ciotka…

– Niech pan da mi spokój!

– Próbuje go złapać pewna policjantka z Monterey, ale potrzebuje pomocy. Ciotka nie zgodziła się ci tego powiedzieć, a gdybyś miała jedenaście czy dwanaście lat, nigdy bym tego nie zrobił. Ale teraz sama po trafisz podjąć decyzję. Ta policjantka chce z tobą porozmawiać.

Utkwiła w nim zdziwione spojrzenie.

– Policjantka?

– Proszę, zadzwoń do niej. Jest w Monterey. Mogłabyś… O Boże.

Strzał, który padł zza pleców Theresy, był zaskakująco głośny, o wiele głośniejszy niż w filmach. Wstrząsnął szybami w oknach i spłoszył ptaki, które wzbiły się w błękitne niebo.

Theresa skuliła się na odgłos huku i osunęła na kolana, patrząc, jak Morton Walker pada plecami na trawę, młócąc ramionami powietrze. Dziewczyna skierowała przerażone oczy na taras za domem.

Dziwne. Nawet nie wiedziała, że ciotka ma broń. A tym bardziej, że wie, jak się z nią obchodzić.

Przeprowadziwszy szczegółowy wywiad w dzielnicy Jamesa Reynoldsa, TJ Scanlon nie znalazł żadnych świadków i nie uzyskał żadnych istotnych informacji.

– Nie widziano podejrzanie wyglądającego samochodu! Nic!

Dzwonił z ulicy niedaleko domu prokuratora.

Dance wyciągnęła przed siebie bose stopy, trącając jedną z trzech par butów pod swoim biurkiem. Nie znała numerów rejestracyjnych nowego wozu Pella, ale bardzo chciała przynajmniej zidentyfikować markę. Reynolds powiedział tylko, że to był ciemny sedan, a funkcjonariusz zaatakowany łopatą w ogóle nie pamiętał samochodu. Ludzie z wydziału kryminalistycznego z biura szeryfa nie znaleźli żadnych mikrośladów ani innych dowodów rzeczowych, które mogłyby dać im jakąkolwiek wskazówkę, czym porusza się teraz Pell.

Podziękowała TJ-owi i odłożyła słuchawkę, po czym poszła do sali konferencyjnej CBI, gdzie byli już O’Neil i Kellogg, czekający na Overby’ego, który miał przyjść po materiał do następnej konferencji prasowej – i do codziennych meldunków, jakie składał Amy Grabe z FBI i szefowi CBI w Sacramento. Oboje bardzo się niepokoili, że Daniel Pell wciąż jest na wolności. Niestety, poranny briefing Overby’ego miał dotyczyć głównie planów pogrzebu Juana Millara.

Kiedy Dance pochwyciła spojrzenie Kellogga, oboje odwrócili wzrok. Nie miała jeszcze okazji porozmawiać z agentem o wczorajszym zdarzeniu w samochodzie.