Po chwili jednak pomyślała: o czym tu rozmawiać?
Potem. Co ty na to?
W tym momencie do sali konferencyjnej wetknął okrągłą głowę Rey Carraneo i wykrztusił:
– .Agentko Dance, przepraszam, że przeszkadzam. O co chodzi, Rey?
– Chyba… – Zabrakło mu tchu. Musiał tu przybiec sprintem. Na je go ciemnej twarzy perlił się pot.
– Co? Co się stało?
– Chodzi o to – wykrztusił chudy agent – że chyba go znalazłem.
– Kogo?
– Pella.
Rozdział 40
Młody agent wyjaśnił, że zadzwonił do luksusowego motelu Sea View w Pacific Grove – zaledwie kilka kilometrów od domu Dance – gdzie się dowiedział, że w sobotę zameldowała się u nich pewna kobieta. Dwudziestokilkuletnia, atrakcyjna, jasnowłosa, drobnej budowy ciała. We wtorek wieczorem recepcjonista widział, jak wchodziła do swojego pokoju z jakimś Latynosem.
– Przesądził samochód – dodał Carraneo. – W formularzu wpisała mazdę. Na fałszywych numerach – właśnie sprawdziłem. Ale kierownik był pewien, że przez dzień czy dwa na parkingu stał turkusowy thunderbird. Już go tam nie ma.
– Są teraz w motelu?
– Przypuszcza, że tak. Okna są zasłonięte, ale zauważył światła i ruch w pokoju.
– Jak się nazywa ta kobieta?
– Carrie Madison. Nie ma danych karty kredytowej. Zapłaciła gotówką i pokazała wojskową legitymację, ale zadrapaną, schowaną w plastikowym okienku w portfelu. Możliwe, że podrobioną.
Dance oparła się o blat stołu, patrząc na mapę.
– Ilu gości jest w motelu?
– Komplet.
Skrzywiła się. Mnóstwo niewinnych osób.
– Trzeba zaplanować akcję – rzekł Kellogg. – Masz brygadę specjalną w pogotowiu? – spytał Michaela.
O’Neil przyglądał się zmartwionej minie Dance i agent musiał powtórzyć pytanie.
– Oddział może być na miejscu w ciągu dwudziestu minut – odparł detektyw. Plan szturmu na motel wyraźnie nie wzbudzał w nim entuzjazmu.
Podobnie jak w Dance.
– Nie jestem pewna.
– Czego? – spytał agent FBI.
– Wiemy, że jest uzbrojony i będzie strzelał do cywilów. Poza tym znam ten motel. Pokoje wychodzą na parking i dziedziniec. Nie ma prawie żadnej osłony. Zobaczy nas. Jeżeli spróbujemy opróżnić pokoje obok i po drugiej stronie, na pewno to zauważy. Jeżeli nie zabierzemy stamtąd ludzi, będą ranni. Te ściany nie zatrzymają nawet dwudziestkidwójki.
– Co proponujesz? – zapytał Kellogg.
– Obserwację. Postawimy jeden zespół za rogiem budynku, niech pilnuje go non stop. Kiedy wyjdzie, zdejmiemy go na ulicy.
O’Neil przytaknął.
– Jestem za.
– Za czym? – zainteresował się Charles Overby, wchodząc do sali.
Dance wyjaśniła sytuację.
– Znaleźliśmy go? Świetnie! – Spojrzał na Kellogga. – Brygada specjalna FBI?
– Nie zdążą dojechać. Trzeba wziąć oddział SWAT z okręgowej.
– Michael, dałeś im znać?
– Jeszcze nie. Kathryn i ja mamy pewne wątpliwości.
– Co? – rzucił ostrym tonem Overby.
Wyjaśniła, na czym polega ryzyko akcji. Szef CBI rozumiał, mimo to przecząco pokręcił głową.
– Mamy go w garści.
Kellogg także nie zamierzał ustępować.
– Naprawdę nie sądzę, żebyśmy mogli sobie pozwolić na czekanie. Już dwa razy nam się wymknął.
– Jeżeli się zorientuje, że wchodzimy – a wystarczy, że wyjrzy przez okno – zabarykaduje się. A jeżeli są drzwi do sąsiedniego pokoju…
– Są – wtrącił Carraneo. – Pytałem.
Dance aprobującym skinieniem głowy pochwaliła go za inicjatywę.
– Wtedy może wziąć zakładników – ciągnęła. – Moim zdaniem trze ba postawić jeden zespół na dachu budynku naprzeciwko i na przykład kogoś w stroju obsługi. Siedzieć i czekać. Kiedy wyjedzie, siądziemy mu na ogonie. Stanie na pustym skrzyżowaniu, zablokujemy mu drogę i weźmiemy w krzyżowy ogień. Podda się.
Albo zginie w strzelaninie. Tak czy tak…
– Jest zbyt nieobliczalny – odparował Kellogg. – Zdejmiemy go w motelu, z zaskoczenia. Nie będzie miał szans.
Nasza pierwsza sprzeczka, pomyślała sarkastycznie Dance.
– I wróci do Capitoli? Nie sądzę. Będzie walczył. Na śmierć i życie. Po tym, co usłyszałam od tych kobiet, nie mam wątpliwości. Nie znosi, kiedy ktoś próbuje mu coś narzucić siłą.
– Ja też znam ten motel – powiedział Michael O’Neil. – Bez trudu można go zmienić w twierdzę. I nie sądzę, żeby Pell był typem, z którym można prowadzić negocjacje.
Dance znalazła się w dziwnej sytuacji. Przeczucie mówiło jej, że przeprowadzenie szybkiej akcji będzie błędem. Ale mając do czynienia z Danielem Pellem, raczej nie mogła ufać swojej intuicji.
– Mam myśl – odezwał się Overby. – Gdyby faktycznie zabarykadował się w motelu, co z kobietami z Rodziny? Będą skłonne pomóc nam namówić go do wyjścia?
Dance obstawała przy swoim zdaniu.
– Dlaczego Pell miałby ich słuchać? Osiem lat temu nie miały na nie go żadnego wpływu. Teraz też na pewno im się nie uda.
– Jednak są dla niego kimś, kogo można uznać za najbliższą rodzinę. – Overby podszedł do telefonu. – Zadzwonię do nich.
Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła, było spłoszenie ich przez Overby’ego.
– Nie, ja to zrobię. – Dance zadzwoniła do hotelu i wyjaśniła sytuację Samancie, która odebrała telefon. Kobieta błagała Dance, aby wy łączyć ją z tego zadania; istniało zbyt duże niebezpieczeństwo, że jej nazwisko ukaże się w prasie. Natomiast Rebecca i Linda zapewniły, że gdyby doszło do oblężenia, są gotowe zrobić wszystko.
Odłożywszy słuchawkę, Dance przekazała informację obecnym w sali.
– No, to mamy plan awaryjny – rzekł Overby. – Świetnie.
Dance nie była przekonana, czy Pell będzie skłonny skapitulować pod wpływem namowy, nawet – a może zwłaszcza – gdyby miały go o to prosić osoby należące kiedyś do założonej przez niego namiastki rodziny.