– Uznałaś, że to był błąd? Ot, tak, zwyczajnie?
Chciała się odciąć, ale powstrzymała nerwy na wodzy.
– Nie, niezupełnie. Wcale nie uważam tego za błąd. Po prostu coś się popsuło. – A teraz nie miała pojęcia, jak to naprawić, choć bardzo tego chciała. Skąd mogła przypuszczać, że tak jej będzie brakowalo tego chudzielca?
– Spróbujmy zachowywać się jak dawniej, nie rozpamiętujmy tego, co się stało.
Tak, on też chciał zachowywać się jak dawniej. Chciał wrócic do kantorka i zupełnie inaczej to rozegrać.
– W porządku. Mnie to pasuje.
– Dobrze. To bardzo dobrze. – Wcale nie było dobrze. Posłuchaj, może moglibyśmy… – Urwała, bo do sklepu wszedł klient.
McNab zaklął pod nosem. Wyprostował się, wziął głęboki oddech i postanowił przećwiczyć swój tekst o nowym serum regeneracyjnym do włosów.
Eve zerknęła na zegarek. Jedenasta trzydzieści osiem. Ekspedientka dobrze sobie radziła. Najwyraźniej Peabody i McNab zawarli rozejm.
Miała nadzieję, że Feeney i Roarke radzą sobie równie dobrze. Już miała zadzwonić do nich do hotelu, by się upewnić, kiedy odezwał się brzęczyk komunikatora.
– Dallas.
– Pani porucznik, podejrzany zaraz u was będzie. Jest pieszo. Idzie Drugą Aleją, kieruje się na południe. Właśnie minął Dwudziestą Czwartą. Jest sam. Ubrany w brązowy płaszcz i ciemnobrązowe spodnie.
– Potwierdziłeś identyfikację?
– Tak. Mamy go na wizji. Za jakieś trzydzieści sekund powinien być w waszym zasięgu.
– Zostańcie na miejscu. Nie ruszajcie się i czekajcie na dalsze rozkazy. Peabody, McNab, jesteście gotowi?
– Tak jest.
– Do wszystkich zespołów: włączyć komunikatory. Przygotuj się, Stowe – powiedziała Eye. – Złapmy sukinsyna. Idę na tyły, odetnę wyjście przy Drugiej Alei. Zaczekaj, aż wejdzie do sklepu. Będziemy cię osłaniać.
– Dzięki. – Stowe nie odrywała wzroku od monitora.
Eye zbiegła korytarzem na dół i wyszła drugim wyjściem. Yost był w połowie ulicy. Podbiegła trochę bliżej i zaczęła iść za nim szybkim krokiem.
Kiedy otworzył drzwi sklepu, Eye wsunęła rękę pod kurtkę.
I w tym momencie zauważyła przebiegającego przez ulice Jacoby”ego. W dłoni trzymał odbezpieczony pistolet.
– FBI! Stać!
Nie zdążyła nawet zakląć. Ruszyła biegiem w ich kierunku.
Zanim ich dogoniła, Yost odwrócił się i stanął twarzą w twarz z Jakobym.
Wyglądało to jak zderzenie rowerzysty z autobusem powietrznym.
– Padnij! Policja! Na ziemię! – Wyjęła broń i biegła, rozpychając na boki przechodniów. Jacoby upadł na chodnik. Jej komunikator nie przestawał piszczeć.
Nie mogła strzelać. Bez namysłu ruszyła w pościg za Yostem. Kierował się na południe. Biegł przed siebie, przewracając przechodniów. Wpadł na ulicę, między pędzące pojazdy.
– Nie strzelać! Nie strzelać! – Na ulicy panował zbyt wielki tłok, by można było sobie pozwolić na przypadkowy, nie do końca wymierzony strzał.
Jak na tak potężnego mężczyznę poruszał się zgrabnie i szybko.
Na rogu skręcił na zachód, brutalnie popychając stojący tam wózek z żywnością. Wózek przewrócił się tuż pod nogami Eye. Parówki i frytki rozsypały się na chodnik, a puszki z napojami potoczyły się na ulicę. Wystraszony właściciel zaczął wołać o pomoc.
Zamiast omijać przeszkodę, Eye wskoczyła na wózek, odbiła się i dała susa przed siebie, skracając odległość dzielącą ją od uciekającego Yosta.
– Zbliża się do Trzeciej! Przyślijcie wóz! Przyślijcie tam jakiś wóz. Biegnę za podejrzanym. Jestem na Dwudziestej Drugiej, mijam Trzecią.
Schowała komunikator do kieszeni, żeby mieć wolne ręce, i oszacowawszy swoje szanse, skoczyła.
Chwyciła Yosta w pasie. Jego ciało było twarde jak wzmocniona stal. Mogłaby przysiąc, że usłyszała grzechot własnych kości. Zaskoczyła go, stracił równowagę i upadł, zatrzymując się na kolanie. Nie idążył zrzucić jej z pleców i wstać, bo przystawiła mu do szyi pistolet.
Poczuła jego tętno. Jeden strzał i śmierć na miejscu.
– Chcesz umrzeć? – zapytała. – Chcesz umrzeć tu, na ulicy?
Kiedy Yost podniósł ręce, usłyszała za plecami tupot. McNab, zziajany i zlany potem, przyjął pozycję i wycelował broń w głowę Yosta.
– Mam go, pani porucznik.
– Na ziemię. Nogi szerzej.
– To jakaś pomyłka – zaczął. – Nazywam się Gioyanni…
– Na ziemię. – Nie przestawała w niego mierzyć. – Twarzą mi dół, bo inaczej może mi się przypadkiem omsknąć palec.
Położył się na chodniku z rękami na plecach. Szarpnęła. zakuwając go w kajdanki.
Niemożliwe, to jedyna myśl, jaka przychodziła mu do głowy. To nie może być koniec. Jego kariera nie tak miała się zakończyć, nie leżeniem twarzą do ziemi jak pospolity przestępca.
– Chcę adwokata.
– Jasne, w tym momencie strasznie mnie interesują twoje prawa i obowiązki. – Sprawdziła jego kieszenie. Znalazła pustą strzykawkę. I srebrną linkę o długości dwóch stóp. – No proszę, co my tu mamy.
– Adwokata – powtórzył zdenerwowanym głosem. – Nalegam żeby traktowano mnie z szacunkiem.
– Czyżby? – Wstała i postawiła nogę na jego karku. Nic zapomnij powiedzieć strażnikom i współtowarzyszom z celi w więzieniu Omega, że mają cię szanować. Nieczęsto mają tam okazję do zabawy. Wezwij wóz opancerzony, McNab.
– Tak jest. Pani porucznik? Ma pani krew na twarzy.
– Uderzyłam się, kiedy na niego skoczyłam – Wytarła dłonią nos i spojrzała z obrzydzeniem na jasnoczerwony ślad. – Co z Jacobym?
– Nie wiem. Zostawiłem go i pobiegłem za panią. Zdaje że zajęła się nim Stowe.
– Przypominam, że to jej akcja.
– Jezu, Dallas.
– Tak to wygiąda. Detektywie, wyszedł pan z formy. Spójrz na siebie, przebiegłeś kilka przecznic i ledwo zipiesz! Musisz zacząć chodzić na siłownię.
Kiwnęła głową, widząc, że zza zakrętu wyłania się wóz policyjny. Na ulicy nagle zrobiło się tłoczno od nadchodzących mundurowych i funkcjonariuszy w cywilu.
– No, Yost, szykuj się do drogi.
Podniósł głowę i spojrzał na jej twarz. Wokół nich gromadzili się gapie, wszyscy patrzyli na niego.
– Powinienem był najpierw zabić ciebie.
– Człowiek jest mądry po fakcie. Zaczekajcie na agenta specjalnego Karen Stowe. Ten dupek jest jej. Ja tylko go trzymam w jej imieniu.
Przykucnęła zaczekała, aż Yost spojrzy jej w oczy.
– Winilred Cates była przyjaciółką agentki Stowe. Robię to dla niej. Aresztuję cię za napad, pobicie, gwałt i morderstwo, jakich dokonałeś na zlecenie różnych osobników. Ich nazwiska zostaną dołączone do oskarżenia. Na razie chodzi tylko o przestępstwa popełnione w tym stanie. Dorzucę stawianie oporu podczas aresztowania, znieważanie funkcjonariusza policji, zniszczenie mienia i ucieczkę z miejsca przestępstwa. Interpol i Globalni dołączą później. Masz prawo milczeć, ty żałosny skurwysynu
Eve, masując obolałe ramię, szła w kierunku Drugiej Alei. Z całej siły uderzyła Yosta w okolice nerek, a teraz ręka bolała ją bardziej niż nieleczony ząb. Czuła, że nos napuchł jej na pół twarzy i zaraz dosięgnie uszu.
Oddałaby wszystko za torebkę z lodem.
Pani porucznik! – Zza rogu wybiegła Peabody. – Och! – skrzywiła się, widząc twarz przełożonej.
Tak źle wyglądam? – Eye nieśmiało dotknęła palcem nosa
Masz trochę opuchnięty nos. Gdyby był złamany, wyglądałby dużo gorzej. Bardzo krwawi.