Cha pamiętała dobrze to pytanie i rozbawienie, jakie wywołało wśród przyjaciół wykładowcy. Pamiętała też, jak przykre było odkrycie, że oczekuje się od niej pełnienia obowiązków zwykłej pielęgniarki. Myślała wówczas, że trudno bardziej poniżyć chirurga — wojownika, ale się myliła.
— Ciągle nie znam zasad, którymi rządzi się ten szpital — powiedziała. — Rozumiem jednak, że w jakiś sposób je naruszyłam i muszę ponieść tego konsekwencje. Ale nie przywykłam do łatwych rozwiązań.
O’Mara westchnął.
— To twój wybór, Cha Thrat.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, głos zabrał znowu starszy lekarz.
— Skierowanie jej do działu technicznego byłoby czystym marnotrawstwem — zaprotestował. — To najzdolniejsza stażystka w grupie. Jeśli nie będziemy czekać, aż Hredlichli rozgada wszystko dokoła, może uda się panu znaleźć jakiś oddział, na który zostanie przy jęta na staż, i…
— Wystarczy — rzucił O’Mara mniej zasadniczym tonem. — Nie ma co się dłużej zastanawiać, bo pierwszy pomysł jest z reguły najlepszy. Jestem jednak zmęczony i głodny i też mam już dość pańskiej stażystki. Istnieje wszakże chyba taki oddział. Geriatryczny oddział dla FROB—ów, na którym od dawna cierpią na chroniczne braki personelu i przyjmą zapewne Cha z pocałowaniem ręki. Wprawdzie to miejsce, do którego kieruję zazwyczaj tylko stażystów tego samego gatunku co pacjenci, ale przy pierwszej okazji porozmawiam o tym z Diagnostykiem Conwayem. A teraz znikajcie — dodał zdecydowanie. — Jeszcze chwila, a wypowiem zaklęcie, które ciśnie was w serce najbliższego białego karła.
— To wymagający oddział — powiedział Cresk — Sar, gdy szli w kierunku jadalni. — Praca tam jest chyba nawet trudniejsza niż w pionie technicznym. Niemniej można tam mówić pacjentom co tylko do głowy przyjdzie i nikt się tym nie przejmie. Cokolwiek by się stało, nie napytasz tam sobie biedy.
Nidiańczyk wyraźnie starał się pocieszyć stażystkę, ale i tak w jego głosie słychać było powątpiewanie.
Rozdział siódmy
Cha dostała jeszcze dwa wolne dni, ale Cresk — Sar nie powiedział jej, czy to nagroda za pomoc przy AUGL — u, czy tyle właśnie potrzebował 0’Mara, aby przenieść ją na oddział FROB—ów. Złożyła trzy dłuższe wizyty Chalderczykowi, podczas których personel traktował ją tak chłodno, że aż woda wydawała się bliska punktu zamarzania. Nie chciała więcej ryzykować wypraw na plażę czy wycieczek po Szpitalu. Uznała, że zostając w pokoju i skupiając uwagę na ekranie, nie napyta sobie biedy.
Tarsedth wziął to za dowód zaburzeń umysłowych i nie mógł się nadziwić, dlaczego O’Mara nie potwierdza jego diagnozy.
Dwa dni później polecono jej zgłosić się w porze rannego obchodu na oddział FROB—ów i przedstawić należącej do typu DBLF siostrze przełożonej Segroth. Cresk — Sar powiedział, że nie będzie jej wprowadzał, gdyż zapewne wszyscy w Szpitalu słyszeli już o praktykantce z oddziału skrzelodysznych. Może właśnie dlatego nie dopuszczono jej do słowa, gdy z nienaganną punktualnością zjawiła się na miejscu.
— To oddział chirurgiczny — powiedziała Segroth, wskazując rzędy monitorów zajmujące trzy ściany dyżurki. — Mamy tu siedemdziesięciu hudlariańskich pacjentów i trzydzieści dwie osoby personelu pielęgniarskiego, ciebie w to wliczając. Wszyscy należą do różnych gatunków ciepłokrwistych tlenodysznych, nie będziesz zatem potrzebowała odzieży ochronnej, a jedynie degrawitatorów oraz filtrów do nosa. Nasi pacjenci dzielą się na czekających na operację oraz rekonwalescentów, wśród których rozróżniamy przypadki lekkie i ciężkie. Dopóki nie nauczysz się tutaj poruszać, nie będziesz nawet zbliżać się do tych po operacji.
Cha chciała powiedzieć, że rozumie, ale Kelgianka nie dała jej czasu nawet na to.
— Mamy tu FROB — a stażystę z twojej grupy. Na pewno chętnie odpowie na każde pytanie, z którym nie odważysz się zwrócić do mnie.
Srebrzysta sierść zafalowała nieco chaotycznie na bokach. Z obserwacji Tarsedtha Cha wiedziała, że oznacza to gniew lub zniecierpliwienie.
— Z tego co słyszałam o tobie, siostro, wnoszę, że zapoznałaś się już ze wszystkim, co można znaleźć o Hudlarianach, i chętnie skorzystałabyś z tej wiedzy. Ani mi się waż. Realizujemy tu nowatorski program Diagnostyka Conwaya, wobec którego twoje wiadomości są przestarzałe. Poza tymi chwilami, kiedy O’Mara będzie cię potrzebował u AUGL — a, masz tylko patrzeć i słuchać. Czasem otrzymasz jakieś proste zadanie, które wykonasz pod nadzorem bardziej doświadczonej pielęgniarki albo moim. Nie chciałabym zostać zaskoczona cudownym uzdrowieniem dokonanym przez ciebie już pierwszego dnia — dodała na koniec.
Znalezienie znajomego FROB — a nie było problemem, jako że poza nim dyżur pełniły wyłącznie Kelgianki oraz Melfianki. Jeszcze łatwiej było odróżnić go od pacjentów. Cha ledwie mogła uwierzyć, że starzy Hudlarianie aż tak różnią się od dorosłych osobników.
— Widzę, że przetrwałaś pierwsze spotkanie z Segroth — powiedział FROB, gdy podeszła blisko. — Nie przejmuj się nią. Kelgianin mający władzę jest jeszcze trudniejszy do zniesienia niż zwykły. Jeśli będziesz dokładnie wykonywać jej polecenia, nic ci nie grozi. Miło mi tu widzieć znajomą twarz.
Cha skonstatowała, że ostatnie zdanie było dość dziwne, jako że Hudlarianie nie mieli twarzy. Kolega chciał po prostu dodać jej pewności siebie i była mu za to wdzięczna. Nie zwrócił się jednak do niej po imieniu, trudno powiedzieć celowo czy przypadkiem. Może Hudlarianie i Chalderczycy mieli jeszcze coś wspólnego poza masą ciała i wielką siłę. Uznała, że dopóki się nie dowie, zamiast po imieniu zawsze może zwracać się do niego per „kolego”.
— Za chwilę będzie pora posiłku i mycia — dodał stażysta. — Zechciałabyś przypasać zapasowy zbiornik z pożywieniem i towarzyszyć mi w obchodzie? Będziesz mogła poznać niektórych pacjentów. — Nie czekając na odpowiedź, ruszył przed siebie. — Z tym akurat nie porozmawiasz. Jego membrana została wytłumiona, żeby nie przeszkadzał odgłosami innym pacjentom i personelowi. Słabo reaguje na środki przeciwbólowe. Cierpi nieustannie i nie potrafi zbornie się wysławiać.
Już na pierwszy rzut oka widać było, że pacjent jest w złym stanie. Sześć mocarnych kończyn, które tak we śnie, jak i podczas czuwania podtrzymywały korpus, wisiało po bokach unoszącej chorego konstrukcji niczym przegniłe gałęzie. Knykcie, na których opierał się zwykle ciężar ciała, były odbarwione, wysuszone i popękane, a wyrostki na końcach — zazwyczaj tak precyzyjnie działające — drgały spazmatycznie.
Spore obszary skóry na grzbiecie i bokach były nadal pokryte substancją odżywczą, którą należało zmyć przed nałożeniem nowej warstwy. Z podbrzusza kapała mleczna maź wchłaniana przez utylizator stanowiska.
— Co mu jest? — spytała Cha Thrat. — Da się go wyleczyć?
— Starość — odparł Hudlarianin oschle, po czym kontynuował rzeczowo, niemal beznamiętnie: — Jesteśmy gatunkiem o wielkich potrzebach energetycznych, stąd też szybki metabolizm. Wraz z wiekiem jednak zdolność absorpcji maleje, zaczyna zawodzić również układ wydalniczy. To pierwsze objawy zaawansowanej starości. Spryskasz go odżywką, gdy tylko usunę te resztki?