Выбрать главу

— O, nie, dziękuję — ze śmiechem poklepała dłonią płaski brzuch, a przyciśnięty materiał kombinezonu podkreślił zarys jej piersi — Zjem później jakąś sałatkę. Muszę dbać o figurę.

Nie ma potrzeby — pomyślał Keith. — Chętnie bym cię wyręczył… — Więc problem z radiacją? — rzekł głośno.

Skinęła głową.

— Właśnie. Cóż, tak jak mówiłam, można ją zneutralizować, lecz trochę to potrwa i nie obejdzie się bez kilku tygodni pobytu w oczyszczalni.

— Tygodni! — parsknął Lansing. — Nie możemy sobie na to pozwolić. — Oczywiście. Lecz to nasunęło mi pewne rozwiązanie. — Którym jest…? — „Starplex2”.

Dyrektor zmarszczył brwi. Starplex został zbudowany w orbitalnych stoczniach Rehbollo, a jego bliźniak — roboczo nazwany prozaicznie: „Starplex 2”, choć z chwilą ukończenia miał otrzymać oficjalną nazwę — obecnie montowany, miał być gotów do końca roku. Budowano go na Flatland. Naturalnie, jedna planeta nie mogłaby zrealizować dwóch równie pilnych kontraktów. — Na jakim jest etapie?

— Nie jest jeszcze gotów do wystrzelenia, lub prościej: jeszcze nie został złożony. Lecz budowany jest z identycznych elementów, jak „Starplex 1”. Zgodnie z ostatnim raportem, który otrzymałam, pięć z ośmiu modułów mieszkalnych jest ukończonych. Możemy przeskoczyć transferem do stoczni Flatland, odłączyć dolną część stacji i zamienić ją na już zmontowany zespół czteromodułowy, przygotowany dla „Starplex 2”. Pozostawione przez nas moduły zostaną poddane sterylizacji. Dysk Centralny „Starplex 2” nie będzie gotów do użytku jeszcze przez co najmniej dwa miesiące — cztery generatory hipernapędu trzeba dokładnie przetestować, zanim będzie można zbudować wokół nich torus inżynieryjny. To wystarczająco dużo czasu na oczyszczenie napromieniowanych elementów. Kiedy nadejdzie pora, nasze stare dobre moduły zostaną wkomponowane w nowy statek. Oczywiście pozostawione w apartamentach wyposażenie i wszystkie nasze prywatne zbiory należy również odkazić, lecz przynajmniej będziemy mieli więcej miejsca dla przeniesionych w kwaterach i laboratoriach.

Keith z entuzjazmem skinął głową.

— Genialne! Ile trzeba na to czasu?

— Specjaliści od sieci zasilania, kierującej odłączaniem i przyłączaniem fragmentów bazy, zgłoszą się za trzy dni, ale wpadłam na lepszy sposób, nie wymagający redukcji zasilania. Potrzeba mi piętnastu godzin, o ile wtedy na dolnych poziomach nie będą akurat potrzebne kombinezony przeciw promienne. W tym przypadku osiemnastogodzinny limit powinien wystarczyć.

— Wspaniale. A co z dolną częścią głównego rdzenia i naszym dyskiem centralnym?

— Oczyściliśmy już trzy czwarte rdzenia. „Oczyściliśmy” to złe słowo, nie potrafiliśmy całkowicie unieszkodliwić radiacji. Dzięki Bogu mam nanotechy, neutralizujące dodatkowe pola siłowe systemów wewnętrznych. A propos dysku centralnego — musimy całkowicie wymienić wodę na pokładzie oceanicznym.

W dodatku zwykła woda nie wchodzi w grę. Aby zachować ekosystem, woda morska musi zawierać sole mineralne, kolonie planktonu i, o ile to możliwe, ławice ryb. Poza tym chciałabym wymienić powietrze w całej bazie ze względu na nasze bezpieczeństwo. Śluzy nie stanowią problemu — są dostatecznie opancerzone. Co do ciągu inżynieryjnego: zawsze jest chroniony od nadmiaru promieniowania.

Keith znów musiał przyznać jej rację.

— Jak długo jeszcze możemy bezpiecznie przechodzić przez skróty?

— Do jutra, po południu… a może wcześniej. Weź pod uwagę tunel, otwarty znienacka pomiędzy skrótem a zieloną gwiazdą. Jeżeli stać nas na ryzyko i utratę co najmniej sześciu watsonów ot, tak sobie, na próbę — powinniśmy rzucić słówko o naszych zamiarach współbraciom z Flatland, którzy w każdej chwili są gotowi do naszego następnego odlotu.

— Dobra robota, Lianno — zerknął na nią spod oka.

Odpowiedziała uśmiechem. Pięknym, ciepłym, mądrym uśmiechem…

Keith w duchu dałby sobie w pysk za to, że zapomina o taktycznych powodach, które uzasadniały jej obecność na pokładzie Starplex. Lianna Karendaughter była najlepszym inżynierem pokładowym, jaki tylko mógł się trafić…

* * *

Thor przeprowadził Starplex przez skrót. Wyskoczyli na peryferiach systemu Monotonii. Na nieboskłonie dominowały Obłoki Magellana. Żużelek — słońce systemu, było gwiazdą klasy F, a sama Monotonia — gładką kulką, obracającą się w bieli obłoków.

Ibowie nie mogli pracować przy 0-g. Keith obserwował przez okna tysiące Ibów, okrążających Starplex jak drużyna hokejowa w roboczych uniformach, całkiem przejrzystych, jeśli nie liczyć umieszczonych po stronie brzusznej płytek atygrawu. Podczas pracy Ibów ani jedna sekunda nie mogła pójść na marne. Zamontowano nowe moduły mieszkalne, od czterdziestego pierwszego do siedemdziesiątego pokładu. Keith mógł teraz bezpiecznie wypuścić jajowatą kapsułę, z której Lianna miała dyrygować pracami wewnętrznymi. Jedyny zgrzyt miał miejsce, gdy napełniany pokład oceaniczny zatkał się, a słona woda strzeliła w przestrzeń kosmiczną i zamarzła, tworząc drobne, podobne do diamentów kryształki, lśniące w rażących promieniach słońca Monotonii.

Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem Starplex — teraz hybryda „Starplexu” 1 i 2 — powrócił przez skrót na dawne miejsce.

Keitha bardziej cieszyła sama naprawa, niż z fakt, że górne pokłady nie będą już zatłoczone. Przedstawiono plan przedsięwzięcia członkom wszystkich ras. Może teraz, gdy miejsca jest w bród, pokój znów zagości na pokładzie Starplex. Podczas pobytu w stoczniach Rehbollo przybyło pięciu nowych członków załogi: jeden Ib, dwóch Waldahudenów — specjalistów od ciemnej materii, oraz delfin i człowiek — eksperci od gwiezdnej ewolucji. Wszyscy zapoznali się ze streszczeniem raportów Starplex i natychmiast ruszyli przez skrót na spotkanie stacji do Monotonii. Lianna dotrzymała słowa. Zakończyła renowację w niecałe osiemnaście godzin. Thor przeprowadził bazę przez portal i z powrotem wynurzyli się w sąsiedztwie skupiska ciemnej materii i zagadkowej zielonej gwiazdy.

XI

Projektanci Starplex planowali biuro dyrektora w pomieszczeniu przyległym do mostka, lecz Keith nalegał, by to zmienić. Dowódca powinien być widoczny dla całej załogi, a nie zamknięty w ciasnym pokoiku. Przygotowano obszerny czworokątny pokój, cztery metry na cztery, na czternastym pokładzie, mniej więcej pośrodku trójkątnego segmentu modułu drugiego. Przez oszkloną ścianę mógł widzieć moduł trzeci, a także dziewięćdziesięciostopniowy fragment miedzianej powierzchni centralnego dysku, szesnaście pięter niżej. Tą część statku oznaczono nazwą Starplex napisaną waldahudeńskim pismem klinowym.

Keith siedział za długim, prostokątnym biurkiem z autentycznego mahoniu. Na blacie stały hologramy w ramkach. Jeden przedstawiał Rissę w egzotycznej hiszpańskiej kreacji tanecznej, drugi uwieczniał Saula, w bluzie Harvardu, z dziwaczną kozią bródką, tak modną wśród młodych ludzi. Na następnym widniał model Starplex w skali 1:600. Za biurkiem, pod ścianą, stał kredens, a w nim gablota z globusami Ziemi, Rehbollo i Monotonii, oraz zabytkowa plansza do gry w go z jasnymi i ciemnymi pionami, wykonanymi z polerowanej masy perłowej i gładzonego łupku. Nad kredensem wisiała oprawiona reprodukcja obrazu Emily Carr, przedstawiająca totem Haida, postawiony w leśnych ostępach na jednej z wysp Archipelagu Królowej Chorlotty. Rozłożyste, zasadzone w donicach rośliny ustawiono po obydwu stronach oszklonej szafy. Oprócz tego w pokoju znajdowała się leżanka, trzy funkcjonalne krzesła i stolik do kawy.