Выбрать главу

– Nie. Akurat teraz marzę o tym, żeby przytulić się do ciebie w łóżku i napawać się twoim spokojem, bezpieczeństwem i wszystkim innym, o czym nie powinniśmy teraz rozmawiać. Ale wierz mi, chodzi mi o miłość.

Kiro nagle posmutniał, jakby doznał zawodu.

– Tak, wiem.

Sol popatrzyła na niego jeszcze przez moment, a potem obróciła się na pięcie i podreptała w dół po schodach.

Kiro przymknął oczy.

– Jakie śliczne małe stopki – szepnął do siebie.

Sassa zasnęła tak samo jak wszyscy inni. Byli zmęczeni, przeżyli kilka strasznych godzin przy spotkaniu ze stworzonymi przez ich własną gorącą tęsknotę zwidami, które o mały włos nie stały się przyczyną ich zguby.

Do głowy śpiącej Sassy zaczęły w pewnym momencie przenikać jakieś inne myśli, cudze myśli.

Czy to senne marzenie, czy też rzeczywiście słyszała czyjś gorzki płacz? Wołania o pomoc kogoś, kto znalazł się w opresji, rozlegały się gdzieś całkiem niedaleko… Czyżby jakieś dziecko jej potrzebowało?

Otworzyła oczy niepewna, czy wciąż jeszcze śni, czy też naprawdę to usłyszała.

Owszem, ten dźwięk wciąż do niej dochodził. A potem ktoś zapukał w małe okienko tuż przy niej.

Rozejrzała się dokoła. Wszyscy spali, a Kiro był daleko, w wieżyczce.

Jakaż odpowiedzialność na niej spoczęła!

A może to ktoś z J2?

Zachęcona tą myślą, czym prędzej wyjrzała.

Ojej!

Pod oknem stał mały chłopczyk, śmiertelnie wystraszony, tak przynajmniej wydawało się Sassie, którą cechowała pewna skłonność do przesady. Chłopiec jednak bał się, ponad wszelką wątpliwość. Śliczne niebieskie oczy błagalnie patrzyły na Sassę, prosiły, by otworzyła drzwi i wpuściła go do środka. Bezustannie zerkał przez ramię, jak gdyby ktoś go śledził. Miał jasne nastroszone włosy, wyglądał bardzo ładnie, zupełnie nie przypominał straszliwych potworów z Gór Czarnych. Była więc pewna, że chłopiec jest zbiegiem, podobnie jak Gere i Freke.

Czy powinna kogoś zbudzić?

Nie, gestem dał jej do zrozumienia, że trzeba się strasznie spieszyć, a poza tym wszystko musi się odbyć w zupełnej ciszy. Dlaczego nie wolno budzić nikogo innego w pojeździe, nad tym Sassa nie zdążyła się zastanowić, czuła tylko, jak jej serce przepełnia współczucie dla małego, osamotnionego chłopczyka.

Władcy Gór Czarnych troszkę się pomylili. Sassa wprawdzie wyglądała na dwanaście lat, miała ich jednak piętnaście i dla niej chłopiec był wręcz malcem, a nie kimś, w kim mogłaby się zakochać, jak sobie umyślili. Właściwie jednak nie robiło to wielkiej różnicy, los chłopca i tak ją zainteresował, rezultat był więc taki sam.

Postanowiła, że mu pomoże. Wstała i cicho jak myszka przekradła się do drzwi. Gdy tylko on wejdzie, zaraz pobiegnie do Kiro i wszystko mu opowie, na razie trzeba zachować tajemnicę.

Uchyliła drzwi, co wcale nie było takie łatwe, z założenia wszak trudno się otwierały. Prześlizgnęła się przez szparę. Chłopiec stał po drugiej stronie Juggernauta, musiała więc okrążyć machinę, ale…

Tyle zdążyła pomyśleć. Gdy obeszła już wielkie gąsienice J1, na usta opadła jej jakaś obrzydliwa dłoń i dziewczynka popatrzyła prosto w twarz jednego z owych dobrowolnych strasznych niewolników z kłami drapieżnika, ostro zakończoną brodą i głębokimi oczodołami.

Sassa usiłowała krzyczeć pomimo kneblującej ją ręki, ale zaraz otrzymała potężny cios w głowę i straciła przytomność.

Wcześniej nie pomyślała, że drzwi J1 zatrzasnęły się automatycznie, zostawiając ją na zewnątrz. Opuszczanie pojazdu bez klucza było surowo zabronione, lecz umysł Sassy okazał się kurzym móżdżkiem w momencie przypływu bohaterskiej odwagi i miłosierdzia. Pewną pociechą było, że zły stwór nie zdołał wedrzeć się do środka, na co bardzo liczył, lecz o tym dziewczynka nie miała pojęcia.

J1 i J2 stały więc każdy w swojej dolinie. Pasażerowie J1 nie wiedzieli nawet, gdzie mogą szukać J2, ci z J2 wprawdzie zlokalizowali J1, nie mieli jednak pojęcia, w jaki sposób zdołają się tam przedostać. Czy przyjaciele wewnątrz żyją, czy też J1 jest po prostu pustą skorupą?

Faron, Marco i Ram postanowili się naradzić.

Jak można dotrzeć do J1?

– Zostaliśmy odkryci – oznajmił Ram. – Przez mój pomysł, aby dotrzeć do J1, nasza obecność przestała być tajemnicą. Nie zdołamy już dłużej ukrywać naszej marszruty. Wierzcie mi, ciężko mi się przyznać, że postąpiłem tak niemądrze.

– To całkiem zrozumiałe – krótko stwierdził Faron. – O twoim błędzie zapomnimy. Teraz ważne, by zacząć posuwać się dalej.

– Czy system telekomunikacyjny wciąż jest głuchy? – pytał Marco.

– Kompletnie. Wszystko padło, również wewnętrzne połączenia tu, na pokładzie J2.

– Nikt też z nas, ani duchy, ani Dolg, ani ja nie możemy nawiązać kontaktu telepatycznego. Można by przypuszczać, że teraz, kiedy widzieliśmy J1 i wiemy, gdzie on się znajduje, duchy mogłyby się tam przenieść, ale nie. Nie pojmuję, co się mogło stać.

Faron odparł:

– Słuszne są zapewne nasze przypuszczenia, że oni przebywają w jakimś innym wymiarze. Ponieważ widzieliśmy J1, a mimo to nie możemy do niego dotrzeć, to albo wszyscy na jego pokładzie wciąż znajdują się w tym obcym wymiarze, albo też…

– Albo też w ogóle nie ma ich na pokładzie J1 – dokończył Marco. – A gdzie wobec tego są? Nie ośmielę się nawet zgadywać.

Ram się nie odzywał. Myślał o Indrze, której być może nigdy już nie zobaczy. Nie będzie mógł jej nawet powiedzieć, że od tej pory mogą być razem, dzielić całe życie.

Przygnębiło go to do tego stopnia, że poczuł się chory.

Postanowili, że podejmą próbę dotarcia do J1. Tu, w tym miejscu, i tak nie mogli do niczego się przydać.

Ram, Heike i wilki odnaleźli wszak jedyną możliwą drogę, przez płytką przełęcz wysoko w górach. Trudno, muszą stawić czoło atakom.

Byli pewni, że istnieją jakieś inne połączenia między dolinami. Nie potrafili ich jednak odnaleźć, nie mieli też czasu ani możliwości, by ich poszukiwać. Teraz przede wszystkim musieli spieszyć na pomoc przyjaciołom z J1.

Jeśli oni, rzecz jasna, są w ogóle na pokładzie.

Juggernaut rozpoczął powolną wspinaczkę ku przełęczy. O autostradzie oczywiście nie mogło być mowy, całe zbocze góry pokrywały osypane kamienie i głazy, które „zdobiły” również dno doliny.

Ale J2 zbudowano tak, by radził sobie z różnymi drogami. Gdyby Indra nie wstawiła się za różami w tamtej długiej dolinie po drodze w Góry Czarne i gdyby inni nie usłuchali jej próśb, mogliby teraz unieść się nad ziemią i w ten sposób pokonać sporą część trudnego do przebycia odcinka o kamiennym podłożu. Ale używane w takim wypadku silniki były już teraz niemal całkiem wyeksploatowane po podróży na poduszkach powietrznych przez Dolinę Róż i Tich bał się z nich korzystać. Mogły zresztą przydać się jeszcze później, w naprawdę krytycznej sytuacji. Teraz więc podskakiwali, pokonując ponad metrowej wysokości kamienne bloki. J2 niemal przy tym jęczał, a jego pasażerowie czuli się, jakby zapadli na morską chorobę.

No cóż, jakoś by im się udało, gdyby tylko zostawiono ich w spokoju. Ale mieszkańcy Gór Czarnych mieli oczywiście oko na ich poczynania i starali się nie dopuścić do tego, by obie grupy intruzów się połączyły.

Pierwsza przeszkoda, jaką przyszło pokonać J2, okazała się stosunkowo łatwa do sforsowania.

Drogę zagrodziły pojazdowi wysokie, ostro zakończone skały, przypominające pale, na które Vlad Tepez, zwany również Draculą, nabijał swoich wrogów.

Ram stwierdził, że ostrych jak szydło skał nie było w tym miejscu wcześniej, gdy przelatywali nad tym obszarem gondolą.