Po chwili zniknęły z ograniczonego pola widzenia Schofielda.
Jasna cholera!
Trzeba coś zrobić, i to szybko…
WRUMMM!
Silniki na skrzydłach boeinga ożyły. W zamkniętym hangarze ich łoskot był ogłuszający.
Schofield okręcił się na pięcie.
– Matka…
Gdy boeing 747 zaczął się toczyć, wypełniając hangar ogłuszającym rykiem, avengery zahamowały.
Nagły ruch samolotu sprawił, że komandosi na skrzydłach stracili równowagę.
Schofield pognał do kokpitu.
Matka siedziała w fotelu pilota.
– Cześć, Strachu na Wróble! Dołączysz do niedzielnej przejażdżki?
– Latałaś kiedyś samolotem?
– Widziałam w kinie, jak to robi Kurt Russell. Chyba nie może się to wiele różnić od prowadzenia ciężarówki Ralpha…
TA-TA-TA-TAT!
O okno załomotały pociski i szyba rozprysnęła się, obsypując Newman i Schofielda szkłem. Na szczęście wszystkie trafiły jedynie w sufit.
Jeden z avengerów zahamował z piskiem niedaleko końca lewego skrzydła boeinga. Zamontowana na nim wyrzutnia rakiet obróciła się, stingery zostały wycelowane w kokpit.
– Matka! Szybko! W lewo!
– Co? – zdziwiła się. Skręt w lewo doprowadziłby do kolizji z avengerem.
– Rób, co mówię! – Schofield skoczył na fotel drugiego pilota i otworzył przepustnicę, równocześnie skręcając potężną maszynę ostro w lewo.
Boeing natychmiast zareagował.
Samolot gwałtownie przyspieszył, a zmiana kierunku ruchu sprawiła, że zaczął sunąć prosto na avengera.
Siedzący w nim komandosi 7. Szwadronu natychmiast zrozumieli, co się święci.
Zrezygnowali z prób wycelowania stingerów w samolot i zaczęli zeskakiwać z pojazdu. Sekundę po tym, jak uciekł ostatni z nich, wielkie przednie koła boeinga przejechały po avengerze, zgniatając go jak puszkę po napojach.
– Juhhu! – wrzasnęła Matka, kiedy samolot podskoczył na zmiażdżonej przeszkodzie.
– To jeszcze nie koniec – mruknął Schofield. – Mają jeszcze jednego. Lis! Gdzie drugi avenger?
Gant i Mózgowiec siedzieli cały czas w głównej kabinie samolotu, pilnując luków wejściowych przy obu skrzydłach – Gant z MP-10, Mózgowiec z berettą.
– Z tyłu po lewej! – odkrzyknęła Gant. Avenger stał przy północnej ścianie, jego wyrzutnie rakiet były podniesione i gotowe do strzału. Spod jednej z platform wystrzeliła nagle chmura dymu. – Pozycje do przetrwania! Rakieta w drodze!
Po chwili rozległa się ogłuszająca eksplozja i cały boeing zadygotał, a jego tylne koła uniosły się nad podłogę hangaru.
Do głównej kabiny wpadły kłęby gęstego dymu, natychmiast wypełniając wszystkie zakamarki. Kadłub opadł, zawieszenie zadrżało.
– Trafili nas w ogon! – wrzasnęła Gant. Niestety prawda była znacznie gorsza.
Rakieta z drugiego avengera oderwała cały ogon boeinga, pozostawiając na jego miejscu czarną, ziejącą dziurę. Wielki statecznik pionowy leżał pogięty i poszarpany na podłodze hangaru.
Samolot dalej zataczał krąg, potężne koła obracały się coraz szybciej, ale wciąż był ze wszystkich stron ostrzeliwany przez otaczających go komandosów z 7. Szwadronu.
Wyglądało to niesamowicie – coś tak wielkiego i ciężkiego, Poruszającego się z tak wielką prędkością, stanowiło niezapomniany widok.
Samolot zdążył obrócić się już niemal o sto osiemdziesiąt stopni – czubek jego prawego skrzydła ocierał się o blackbirda SR-71 – i jego niczym nie chroniony tył był wystawiony na bezpośredni ogień komandosów w hangarze.
Pociski wpadały do głównej kabiny, szarpiąc sufit i ściany. Kiedy na Gant i Mózgowca sypnęły się kawały plastiku i metalu, padli na podłogę.
– Pieprzyć to! – wrzasnął Mózgowiec. – Nie uczą tego na Wyspie Parrisa!
Book II zsuwał się szybko po pionowym kablu, biegnącym między ścianą a windą. Calvin, Elvis i Maszyna Miłości zjeżdżali po innych kablach tuż za nim.
Uniknęli ostrzału na dachu windy, teraz jednak musieli znaleźć jakieś wyjście z szybu windowego, zanim komandosi 7. Szwadronu obejdą kabinę, która ich w tej chwili zasłaniała.
Book II zatrzymał się przy oznakowanych wielką czarną jedynką drzwiach w ścianie szybu i natychmiast usłyszał dolatujące zza nich odgłosy walki – klekot broni automatycznej, wybuchy, pisk opon.
– Lepiej nie tędy – powiedział Calvin Reeves, który zatrzymał się przy Booku II. – Spróbujmy następne.
Ruszyli ponownie w dół.
Pyton Willis obserwował boeinga, krążącego w szalonym pędzie po hangarze.
– Avenger Dwa: strzelaj w kokpit. Dwie rakiety – powiedział beznamiętnym głosem do mikrofonu w hełmie.
Schofield wciskał jak szalony pedały służące do sterowania samolotem.
– Matka! – wrzasnął. – Wracaj do głównej kabiny! Osłaniaj ogon! Żeby mi nikt tamtędy nie wlazł! Ja się zajmę prowadzeniem!
Matka złapała M-16 i ruszyła na ogon.
Kiedy wyszła, w polu widzenia Schofielda pojawił się pozostały avenger – pod północną ścianą. Szybko zawracał, zajmując nową pozycję i szykując się do kolejnego odpalenia stingerów. Schofield wcisnął klawisz interkomu.
– Mózgowiec! – rozległ się po chwili wzmocniony przez megafony głos. – Włącz ochronę elektroniczną!
Na dźwięk głosu Schofielda Mózgowiec uniósł głowę.
– No przecież! Oczywiście!
– O czym on mówi? – krzyknęła Gant.
Ale Mózgowiec podpełzał już do jednej z konsolet. Wślizgnął się na stojący przed nią fotel i natychmiast zaczął stukać w klawiaturę.
Gant wyglądała przez „swój” luk i choć ściany hangaru pędziły, bez trudu dostrzegła avengera, przygotowującego się do odpalenia stingerów.
– Zaraz znów nas trafią!
– Mózgowiec… – odezwał się w głośnikach pełen oczekiwania głos Schofielda.
Mózgowiec pisał bardzo szybko. Na ekranie litery ułożyły się w napis: URUCHOMIĆ ZAKŁÓCANIE FŚ.
– Pozycje do przetrwania! – wrzasnęła Gant.
Z wyrzutni avengera wystrzeliły dwie chmury dymu…
…i dokładnie w tym samym momencie Mózgowiec wcisnął klawisz ENTER.
Dwa stingery leciały jak po sznurku – ciągnąc za sobą bliźniacze smugi dymu – kierując się ku dziobowi boeinga.
Nagle oszalały.
Choć były naprowadzane na cel czujnikami temperatury, elektroniczne urządzenia antyrakietowe samolotu zakłóciły w nich obieg prądu i zniszczyły ich wewnętrzne układy logiczne. Wyglądało to tak, jakby uderzyła w nie fala elektronicznego hałasu, wysyłana z gigantycznej obrotowej anteny AWACS.
Rakiety sfiksowały.
Natychmiast złamały szyk i zaczęły się od siebie oddalać, rysując w powietrzu dymem wielką literę Y o zaokrąglonych odnogach. Prawy stinger przemknął pod boeingiem, lewy nad nim.
Schofield mógł z kokpitu obserwować jedną z rakiet – przemknęła tuż przed dziobem boeinga, zawróciła i zaczęła lecieć w kierunku avengera, z którego ją wystrzelono.
Sekundę później stinger uderzył w ścianę hangaru tuż nad avengerem – we wbudowaną w ścianę metalową szafę.
Rakieta eksplodowała, wyrywając ze ściany potężne kawały betonu i rozrzucając je na kilka metrów wokół. Stalowe drzwi szaty zostały wyrwane z zawiasów i spadły na podłogę, zamienione w poskręcany złom. Na pojazd, z którego wystrzelono stingera, pospadały grudy betonowego gruzu.
Bez względu na to, co znajdowało się w szafie, zostało upieczone.
Po hangarze ciągle jeszcze latała jedna pozbawiona kontroli rakieta.
Zakręciła wokół resztek ogona boeinga, po czym zawróciła i huknęła w pomocną ścianę hangaru, tuż obok drzwi windy osobowej.
Ze ściany wytrysnął gejzer kawałów betonu, zasypując podłogę warstwą gruzu.
Na tym jednak się nie skończyło; to co nastąpiło po chwili, było znacznie bardziej widowiskowe.