Выбрать главу

W końcu dotarli na szczyt i znaleźli się w znajomym miejscu, z którego roztaczał się widok na cały krater. Tu właśnie, jakże dawno temu, Vorkosigan kreślił plany zdobycia kontroli nad statkiem. Oboje usiedli na ziemi, przyglądając się krzątaninie drobnych sylwetek w dole. Odległość tłumiła wszelkie odgłosy.

— Kiedyś nigdy byś tego nie zrobił — zauważyła Cordelia. — Nie złamałbyś danego słowa.

— Czasy się zmieniają.

— Ani mnie nie okłamał.

— Istotnie.

— Ani nie rozstrzelał od ręki człowieka za zbrodnie, w których nie uczestniczył.

— To nie było od ręki. Najpierw stanął przed sądem wojskowym, zaś jego egzekucja pomogła uzdrowić panujące tu stosunki. Zresztą fakt ten bez wątpienia zadowoli Międzygwiezdną Komisję Sprawiedliwości. Od jutra ich także będę miał na głowie. Prowadzą śledztwo w sprawie przypadków prześladowania więźniów.

— Mam wrażenie, że zaczynasz obojętnieć na krew. Życie poszczególnych osób traci dla ciebie znaczenie.

— Owszem. Do tak wielu śmierci przyłożyłem rękę. Zbliża się czas, by odejść. — Jego twarz i głos nie zdradzały cienia emocji.

— Jakim cudem cesarz zdołał cię pozyskać do tego — niezwykłego zabójstwa politycznego? I to właśnie ciebie. Czy to był twój pomysł? Czy może jego?

Vorkosigan nie robił uników ani niczemu nie zaprzeczał.

— Jego i Negriego. Ja jestem jedynie wykonawcą.

Jego palce spoczęły na trawie i zaczęły delikatnie odrywać kolejne źdźbła.

— Z początku próbował podejść mnie okrężną drogą. Najpierw poprosił, abym dowodził inwazją na Escobar. Zaczął od łapówki — miałem zostać wicekrólem tej planety, kiedy zostanie skolonizowana. Odmówiłem. Wówczas usiłował mi grozić, powiedział, że rzuci mnie Grishnovowi na pożarcie, pozwoli oskarżyć o zdradę bez szans na ułaskawienie. Kazałem mu iść do diabła — no, może nie tymi słowami. To była najgorsza chwila. A potem przeprosił mnie. Nazwał mnie lordem Vorkosiganem. Kiedy chciał mnie urazić, mówił do mnie kapitanie. Następnie wezwał kapitana Negriego, który przyniósł tajne akta nie mające nawet nazwy i udawanie się skończyło.

Rozum. Logika. Argumenty. Dowody. Cesarz, Negri i ja — spędziliśmy w obitej zielonym jedwabiem komnacie w rezydencji cesarskiej w Vorbarr Sultana cały nie kończący się tydzień, przeglądając kolejne dokumenty, podczas gdy Illyan wałęsał się po korytarzach, oglądając cesarską kolekcję dzieł sztuki. Tak przy okazji, nie myliłaś się w swych domysłach co do niego. Illyan nie ma pojęcia o prawdziwym celu tej inwazji.

Widziałaś raz księcia. Mogę tylko dodać, że jak na niego zachowywał się wówczas nienagannie. Może kiedyś Vorrutyer był jego nauczycielem, ale książę przerósł go już dawno temu. Myślę jednak, że gdyby miał choćby najbledsze pojęcie o polityce, jego ojciec wybaczyłby mu nawet najgorsze wady. Był niezrównoważony i otaczał się ludźmi, którzy dbali o to, by jeszcze pogłębiać ten stan. Godny następca swego wuja Yuriego. Grishnov zamierzał rządzić przez niego Barrayarem, kiedy już książę zasiądzie na tronie. W ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy Serg na własną rękę — według mnie Grishnov wolałby poczekać — zorganizował dwa nieudane zamachy na życie ojca.

Cordelia gwizdnęła cicho.

— Chyba zaczynam rozumieć. Ale czemu po prostu nie usunięto go po cichu? Z pewnością jeśli ktokolwiek mógłby to zrobić, to właśnie cesarz i twój kapitan Negri.

— Padła taka propozycja. Ja sam, niech Bóg mi wybaczy, zgłosiłem gotowość uczestniczenia w spisku, byle tylko zapobiec tej rzezi — na moment urwał. — Cesarz umiera. Brak mu czasu na czekanie, aby problem sam się rozwiązał. Uporządkowanie wszystkiego przed śmiercią stało się dla niego prawdziwą obsesją.

Podstawowy problem to syn księcia. Ma tylko cztery lata. Szesnaście lat to bardzo długa regencja. Po śmierci księcia Grishnov i stronnictwo ministerialne przejęliby całą władzę, jeśli pozostawiono by ich w spokoju.

Nie wystarczyło po prostu zabić księcia. Cesarz uznał, że musi zniszczyć całe stronnictwo wojenne, i to tak skutecznie, aby nie odrodziło się przez co najmniej jedno pokolenie. Najpierw miał mnie, narzekającego głośno na strategiczne problemy związane z najazdem na Escobar. Następnie wywiad Negriego dostarczył informacje o zwierciadłach plazmowych. Wywiad wojskowy nie dysponował tymi danymi. Potem znowu zjawiłem się ja, przynosząc wieści, że straciliśmy element zaskoczenia. Czy wiesz, że cesarz utajnił część mojego raportu? To mogła być katastrofa. A potem Grishnov, stronnictwo wojenne i sam książę, złaknieni chwały ruszyli do natarcia. Musiał tylko odsunąć się i pozwolić im popędzić na spotkanie losu. — Teraz wyrywał już trawę całymi garściami.

— Wszystko tak dobrze pasowało do siebie; słuchałem ich jak zahipnotyzowany. Ale było w tym spore ryzyko. Istniała nawet możliwość, że jeśli pozostawi się rzeczy własnemu biegowi, mogą zginąć wszyscy z wyjątkiem księcia. Moją rolą było dopilnować, aby wszystko przebiegło zgodnie ze scenariuszem. Miałem podpuścić księcia, upewnić się, że we właściwej chwili znajdzie się na czele ataku. Stąd właśnie scenka w mojej kabinie, której byłaś świadkiem. Ani na moment nie straciłem panowania nad sobą. Wbiłem po prostu kolejny gwóźdź do trumny.

— Chyba zgaduję, kim był drugi agent — naczelny chirurg?

— Owszem.

— Urocze.

— Nieprawdaż? — Vorkosigan położył się na trawie, spoglądając w turkusowe niebo. — Nie potrafiłem nawet być uczciwym zabójcą. Czy pamiętasz, jak mówiłem kiedyś, że chciałbym zająć się polityką? Mam wrażenie, że wyleczyłem się już z tej ambicji.

— Co z Vorrutyerem? Czy jego śmierć także leżała w planach?

— Nie. W oryginalnym scenariuszu przeznaczono dla niego rolę kozła ofiarnego. Po klęsce osobiście musiałby przedstawić fakty cesarzowi i prosić o wybaczenie — w dawnym japońskim sensie tego słowa. Stanowiłoby to część ogólnego upadku stronnictwa wojennego. I choć Vorrutyer był duchowym doradcą księcia, nie zazdrościłem mu jego losu. Przez cały czas, kiedy mną komenderował, widziałem jak grunt osuwa mu się spod nóg. On sam był zdezorientowany. Zawsze potrafił doprowadzić mnie do wybuchu. Kiedy obaj byliśmy młodsi, stanowiło to jego ulubioną rozrywkę. Nie mógł pojąć, jakim cudem utracił tę zdolność. — Jego oczy wpatrywały się gdzieś w niebieską pustkę, unikając wzroku Cordelii.

— Jeśli to ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie, jego śmierć uratowała wiele ludzkich istnień. Vorrutyer usiłowałby kontynuować walkę, aby ocalić swą polityczną pozycję. To właśnie była cena, za jaką ostatecznie kupił mnie cesarz. Pomyślałem, że jeśli znajdę się we właściwym miejscu o właściwej porze, poradzę sobie lepiej z wycofywaniem naszych sił niż ktokolwiek inny w naszym sztabie.

— i oto jesteśmy tu wszyscy, narzędzia w rękach Ezara Vorbarry — powiedziała powoli Cordelia. Czuła, jak ogarniają ją mdłości. — Ja i mój konwój, ty, Escobarczycy — nawet stary Vorrutyer. To tyle, jeśli chodzi o patriotyczne gadki i sprawiedliwe oburzenie. Wszystko to jedynie elementy łamigłówki.

— Masz rację.

— Zimno mi się robi na tę myśl. Czy książę naprawdę był taki zły?

— Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Oszczędzę ci szczegółów raportów Negriego… Zresztą cesarz stwierdził, że jeśli nie załatwimy tego teraz, za pięć czy dziesięć lat będziemy próbowali zrobić to na własną rękę, schrzanimy sprawę i prawdopodobnie w efekcie wszyscy nasi przyjaciele zginą w wojnie domowej, która ogarnie całą naszą planetę. Sam cesarz przeżył dwie takie wojny. Ten koszmar nie dawał mu spokoju. Kaligula czy Yuri Vorbarra może rządzić bardzo długo, podczas gdy nawet najlepsi ludzie wahają się przed uczynieniem tego, co konieczne, by go powstrzymać, zaś najgorsi wykorzystują każdą chwilę.