To jednak nie powstrzymało Mardoniosa. Wywierał presję na wszystkich, łącznie z królową Atossą, która w końcu zgodziła się, że pora już, by Kserkses ruszył w pole. Usunięcie się Artabazanesa w dużym stopniu uśmierzyło jej obawy, wydawało się, że Kserkses nie ma rywala. Wspólne naciski na Dariusza okazały się katastrofalnie skuteczne.
Wielki Król wezwał nas do sali siedemdziesięciu dwóch kolumn w Suzie. Nie miałem wprawdzie przeczucia, że będzie to ostatnie publiczne wystąpienie Dariusza, ale pamiętam, że myślałem, jak bardzo zmienił się ów energiczny, młody zdobywca, którego po raz pierwszy ujrzałem w tej sali. Jeśli ongiś przebywał wśród nas lew, to teraz wlókł się w stronę tronu kruchy starzec. Wielki Król miał sześćdziesiąt trzy lata.
Demokryt chce wiedzieć, w jakim wieku był wówczas Kserkses. Kserkses, Mardonios i ja mieliśmy po trzydzieści cztery lata. Herodot myśli, że Kserkses miał ledwie osiemnaście. I to się nazywa historią. Chociaż nasza młodość już minęła, starość była równie odległa jak dzieciństwo.
Kiedy Kserkses pomagał ojcu zasiąść na wysokim złotym tronie, wszystkie oczy zwrócone były na gasnącego monarchę i jego następcę. Dariusz miał na głowie ostro zakończoną koronę wojenną. W prawej dłoni ściskał złote berło. Kserkses jak najdyskretniej uniósł bezsilną lewą rękę ojca i położył ją na poręczy tronu. Po czym zszedł na dół po tronowych stopniach.
– Król królów – zawołał głosem, który wypełnił całą salę. – Achemenida!
Staliśmy wyprostowani z dłońmi ukrytymi w rękawach. Patrząc na rząd młodych książąt i szlachciców myślałem o Kserksesie, Mardoniosie, o sobie i o Milonie sprzed tylu już lat. Teraz zastąpili nas młodzieńcy, tak jak Kserkses niebawem zastąpi skurczoną postać na tronie. Nic tak jak niezmienny dwór perski nie przypomina człowiekowi o obojętnym upływie czasu.
Kiedy Dariusz przemówił, głos jego był słaby, ale starannie modulowany.
– Mądry Pan żąda od nas ukarania Ateńczyków, którzy spalili nasze święte przybytki w Sardes.
Takiej formuły zawsze używała kancelaria, by uzasadnić wyprawę przeciw zachodnim Grekom. Wielokrotnie protestowałem wobec marszałka dworu. Mówiłem też z Kserksesem. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby uzyskać zmianę formuły, lecz kancelaria jest jak ta przysłowiowa góra, której nie można ruszyć z miejsca. Kiedy powtarzałem im, że Mądry Pan nie ma nic przeciw burzeniu tych świątyń przez Greków lub przez kogokolwiek innego, nikt w kancelarii nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Nie uzyskałem też żadnej pomocy ze strony gminy zoroastryjskiej. Chcąc zachować pozycję najbardziej szanowanych kapłanów na dworze byli oni – i są nadal – najszczęśliwsi, gdy nikt się nimi nie interesuje. Od dawna już nie zważają na nakaz mego dziadka, aby nawracać wszystkich, którzy wyznają Kłamstwo. Mówiąc uczciwie, ja też tak postępuję. Jedynie gmina w Baktrii jest jeszcze względnie czysta i wojująca.
– Rozkazaliśmy zbudować sześćset trier. Ściągamy wojska ze wszystkich stron imperium. Powiększamy daniny, które płacić muszą satrapie.
Dariusz wskazał berłem na Baradkamę, i ten odczytał wykaz podatków. W sali słychać było ciche westchnienia, kiedy każdy ze zgromadzonych tu panów zapisywał podwyżki jego dochodów lub włości. Perskie klany są co prawda wolne od wszelkiego rodzaju opłat, ale wymaga się od nich, by wystawiały te oddziały wojska, które stanowią trzon armii perskiej. W pewnym sensie to głównie Persowie ponoszą koszty wojen toczonych przez Wielkiego Króla. Gdy tylko skarbnik skończył, Dariusz podjął:
– Nasz syn i dziedzic będzie dowodzić wyprawą. – Kserkses przez całe życie czekał na ten rozkaz, ale twarz jego nie zmieniła wyrazu. – Nasz siostrzeniec, Mardonios, stanie na czele floty.
To. była niespodzianka. Wszyscy spodziewali się, że Mardonios zostanie mianowany zastępcą wodza. Funkcja dowódcy floty mogła być z tym równoznaczna, lecz mogła też nie być. Król wolał nic nie wyjaśniać. Spojrzałem na Mardoniosa, który stał na prawo od tronu. Jego wargi rozchyliły się w uśmiechu pod ufryzowaną brodą. Był szczęśliwy. Ja nie. Pojadę do Grecji z Kserksesem. Gdybym przeżył tę kampanię, mógłbym jeszcze wrócić do Indii i zobaczyć Ambalikę i naszych synów. Nie kryję, że poczułem się bardzo przygnębiony. Nie widziałem dla Persji przyszłości na zachodzie. A przede wszystkim przyszłość dla siebie widziałem tylko na wschodzie. Przez fiasko mojego małżeństwa z Parmys Ambalika stała się dla mnie jeszcze bardziej pożądana. Demokryt chciałby wiedzieć, dlaczego nie miałem innych żon. Odpowiedź jest prosta: brakowało mi pieniędzy. A także gdzieś w jakimś zakamarku mózgu utkwiła mi myśl, że pewnego dnia osiądę na stałe z Ambalika w Śrawasti lub też sprowadzę ją i – co najważniejsze – moich synów do Persji.
Pod koniec audiencji Dariusz podniósł się pomagając sobie prawą ręką. Przez chwilę stał chwiejąc się lekko; prawa noga dźwigała cały ciężar jego ciała. Kiedy Kserkses uczynił ruch, jakby chciał go podeprzeć, Dariusz gestem nakazał mu się cofnąć. Po czym zaczął powoli, z wahaniem, z trudem, schodzić ze stopni tronu.
Na ostatnim stopniu wysunął osłabioną lewą nogę naprzód, by postawić ją, jak sądził, już na podłodze. Ale źle to obliczył. Był tam jeszcze jeden stopień. Niby wysokie, złocone, zatrzaskujące się drzwi Wielki Król obrócił się ku nam na prawej nodze i wolno, bardzo wolno, jak wydawało się osłupiałym dworzanom, runął twarzą na podłogę. W jednej ręce nadal ściskał berło, lecz korona mu spadła i ujrzałem ze zgrozą, że złota śmiercionośna obręcz toczy się wprost ku mnie.
Padłem na brzuch. Ponieważ to, co się zdarzyło, nie miało precedensu, wszyscy udawaliśmy martwych, nie śmieliśmy nawet drgnąć, podczas gdy Kserkses i marszałek dworu pomagali wstać Dariuszowi.
Kiedy Wielki Król mijał mnie, wpół niesiony i wpół wleczony, słyszałem jego ciężki oddech i na ciemnoczerwonej podłodze dostrzegłem smugę jasnej, świeżej krwi. Przeciął sobie wargę, złamał zdrową rękę. Zaczęło się umieranie Wielkiego Króla.
Nie doszło do greckiej wojny ani w tym roku, ani w następnym. Odłożono wojnę nie z powodu stanu zdrowia Dariusza, ale ponieważ Egipt wolał zbuntować się niż płacić podwyższone podatki. Tak więc armia, którą Wielki Król zgromadził dla podboju Grecji, miała teraz być użyta do pacyfikacji i ukarania Egiptu. Na wsze strony świata heroldzi głosili, że Dariusz wiosną ruszy na czele wojsk i Egipt zostanie zniszczony.
Lecz w trzy miesiące później, kiedy dwór przebywał w dusznym Babilonie, a Suzę zagrzebała w śniegu najgorsza za pamięci ludzkiej zamieć, Wielki Król umarł. Miał sześćdziesiąt cztery lata, panował trzydzieści sześć.
Śmierć dopadła Dariusza akurat w sypialni królowej Atossy. Kłócili się. To znaczy, jak oświadczyła Atossa, Dariusz chciał się kłócić, a ona, „jak zwykle próbowała się pojednać”.
Byłem w jej prywatnych komnatach w Babilonie. Nazajutrz mieliśmy wszyscy udać się na pogrzeb Dariusza i koronację Kserksesa.
– Wiedziałam, jaki jest chory. On też wiedział. Mimo to był strasznie wściekły, rzekomo na mnie, ale tak naprawdę to na siebie. Nie mógł ścierpieć własnej słabości, a ja nie mogłam go za to potępiać. Sama też nie umiem znieść swojej. W każdym razie przyjechał do mnie potajemnie, w damskiej lektyce z zaciągniętymi zasłonami. Nie mógł już chodzić. Nie panował nad swoim ciałem. Miał bóle. Leżał tutaj. – Atossa wskazała na miejsce między jej krzesłem a mną. – Wiedziałam, że umiera. On chyba nie wiedział. Ludzie rzadko zdają sobie z tego sprawę. W pewnym momencie choroby czas dla ciebie staje i myślisz, że nigdy nie umrzesz, bo jeszcze jesteś tutaj, żywy. Jesteś i to wszystko. Nic się nie zmieni. Próbowałam go rozerwać. Kiedy byliśmy młodzi, bawiliśmy się w zagadki. Dziwne, on lubił gry słowne, im bardziej skomplikowane, tym lepiej. Usiłowałam go więc zająć, proponowałam różne rozrywki. Ale on nie dawał się zabawić. Narzekał na Kserksesa. Nie odzywałam się. Narzekał na mnie. Nie odzywałam się. Znam swoje miejsce. – Atossa dla uzyskania efektu skłonna była do przesady. – Potem Dariusz chwalił naszego syna Ariamenesa. „To najlepszy spośród moich satrapów. Dzięki niemu przegnano z Baktrii północne plemiona.” Wiesz przecież, jak Dariusz lubił rozprawiać na temat tych dzikusów. „Chcę, żeby Ariamenes poprowadził wojsko na Egipt. Posłałem po niego.” W tym momencie nie mogłam już – niestety milczeć. „Przyrzekłeś Kserksesowi dowództwo na wiosnę – powiedziałam – i Kserkses jest twoim dziedzicem.” Potem Dariusz zaczął kasłać. Ciągle jeszcze słyszę ten straszny dźwięk.