Выбрать главу

Mimo że perskie dzieci w zasadzie nie powinny zadawać dorosłym pytań, ja zawsze miałem pewne przywileje.

– Co to jest wędrówka dusz? – spytałem.

– Zupełnie jak jego dziadek! – zareagowała Lais na to całkiem pospolite pytanie. Lais nieustannie robiła aluzje do mojego rzekomego podobieństwa do Zoroastra.

– To znaczy, że po śmierci człowieka dusza jego przenosi się do innego ciała – wyjaśnił Demokedes. – Nikt nie wie, skąd wywodzi się ta idea…

– Z Tracji – wtrącił Histiajos. – Każdy obłąkany pomysł ma swoje źródło w Tracji.

– Ja pochodzę z Tracji – rzuciła Lais ostro.

– W takim razie wiesz, pani, o co mi chodzi. – Histiajos się uśmiechnął.

– Wiem, że jesteśmy krainą najbardziej zbliżoną i do nieba, i do piekła – oznajmiła Lais specyficznym głosem czarownic. – Tak przynajmniej śpiewał Orfeusz, kiedy zstąpił w głąb ziemi.

Pominęliśmy to milczeniem. Demokedes mówił dalej:

– Nie mam pojęcia, skąd Pitagoras wpadł na ten pomysł. Wiem tylko, że spędził rok lub dwa w świątyniach Egiptu. Może tam zetknął się z tym poglądem. Nie wiem. Ale wiem, że obrzędy egipskie robią ogromne wrażenie na wrażliwych osobach. Ja, na szczęście, nie jestem podatny na takie sprawy. On zaś tak. Pamiętam również, że Polikrates dał mu pismo do swojego przyjaciela, a zarazem przyjaciela faraona. Był to stary wódz egipski Ahmose. Pitagoras poznał zapewne najrozmaitsze sekretne obrzędy, o których zwykli ludzie ani nie słyszą, ani których nie widują. Ale niedługo potem do Egiptu wkroczył Kambyzes, Ahmose umarł, a biedny Pitagoras trafił do niewoli. Mimo że nie przestawał twierdzić, iż jest przyjacielem tyrana Polikratesa, Persowie sprzedali go złotnikowi w Babilonie. Na szczęście złotnik okazał się pobłażliwy i zezwolił Pitagorasowi na pobieranie nauk u magów…

– Co nikomu jeszcze nie wyszło na dobre – skonstatowała zdecydowanie Lais.

– Mądrzy ludzie przyswajają sobie wszystko, co zdołają znaleźć, i to w najbardziej nawet nieprawdopodobnych miejscach. – Demokedes podchodził do zagadnienia praktycznie. – W każdym razie kiedy Pitagoras wykupił się od złotnika i powrócił na Samos, był już innym człowiekiem. Przede wszystkim zatrzymał się u mnie, nie na dworze. Powiedział mi, że nauczył się odczytywać i kreślić egipskie hieroglify. Nauczył się również perskiego. Miał nowe poglądy na temat natury i porządku tego, co nazywa wszechświatem.

Tak, Pitagoras pierwszy użył tego słowa, teraz wymawiają je po tysiąc razy dziennie w Atenach sofiści, którzy pojęcia nie mają o niezliczonych subtelnościach, jakie miał na myśli twórca tego określenia.

O ile rozumiem Pitagorasa – a któż rozumie go w całej jego zawiłości? – to uważa on, że podstawą wszystkich rzeczy jest niepodzielna jednostka. Z niej pochodzi liczba. Z liczb punkty. Z punktów łączące je linie. Z linii płaszczyzny, a z nich bryły. Z brył cztery żywioły – ogień, woda, ziemia i powietrze. Żywioły te łącząc się ze sobą tworzą wszechświat, który wciąż zmienia się stanowiąc kulę, jej zaś środkiem jest mniejsza kula – Ziemia.

Pitagoras uznał, że kula to najpiękniejsza ze wszystkich brył, a koło najdoskonalsza ze wszystkich figur na płaszczyźnie, ponieważ w kole wszystkie punkty łączą się ze sobą i ponieważ nie ma ono ani początku, ani końca. Ja osobiście nigdy nie mogłem w pełni zrozumieć jego matematycznych twierdzeń. Demokryt podobno je rozumie. Bardzo mnie to cieszy.

Demokedes opisał również, jak Polikrates pokłócił się z Pitagorasem i posłał swoich łuczników, żeby aresztowali mędrca.

– Na szczęście udało mi się przekonać głównego budowniczego Polikratesa, żeby ukrył go w tunelu, który budowano w pobliżu miasta. Potem, pewnej ciemnej nocy, zabraliśmy Pitagorasa na pokład statku płynącego do Italii. Dałem mu list do mojego starego przyjaciela, a obecnego teścia, Milona z Krotony…

– Człowieka, który zburzył Sybaris. – Histiajos znowu się zachmurzył. Ten Milon był rzeczywiście prawdziwym burzycielem. Po zwycięstwie nad wojskami Sybarytów zmienił bieg rzeki w ten sposób, że całe miasto zostało zalane.

– Cóż mogę powiedzieć? – Demokedes był uprzejmy. – Znałem Milona od dziecka. Mam tyle lat, że mógłbym być jego dziadkiem. Kiedy wygrał swoje pierwsze zapasy na Igrzyskach Olimpijskich…

Demokryt uważa, że do zniszczenia Sybaris doszło w wiele lat później. Ja nie. Ale pragnę zauważyć, że odtwarzając rozmowy sprzed sześćdziesięciu lat mogę się oczywiście pomylić.

Nasłuchałem się opowieści Demokedesa o Pitagorasie, i to, co teraz dyktuję, jest dokładnym ich odtworzeniem. Lecz chronologia to zupełnie inna rzecz. Nie prowadzę dzienników. Wiem tylko na pewno, że pierwszego lata w Ekbatanie usłyszałem imię Pitagorasa. Jeszcze ważniejsze jest to, że tego samego dnia słuchałem dyskusji Histiajosa z Demokedesem na temat pana mórz, Polikratesa. Dzięki pewnym spojrzeniom, jakie sobie rzucali, i brzemiennym w znaczenie chwilom milczenia doszedłem później do wniosku, że właśnie podczas tego spotkania ci dwaj sprzymierzyli się, żeby wciągnąć Dariusza w sprawy Grecji. Polityka ich miała na celu skłonienie Wielkiego Króla, by sięgnął po jedyny tytuł, którego mu brakowało, po tytuł Pana Mórz. Zrobili też wszystko, żeby poparł tyrana Hippiasza, nawet gdyby trzeba było prowadzić wojnę. Wojna oczywiście okazała się w końcu konieczna i to głównie z powodu byle zmowy dwóch Greków, do której doszło w Ekbatanie pewnego letniego dnia.

– Twoja żona mówiła mi, że Pitagoras zbudował szkołę w Krotonie. – Lais lubiła żonę Demokedesa, która jej w niczym nie zagrażała. – Przybywają tam ludzie z całego świata, by się u niego uczyć.

– Nie jest to szkoła w dosłownym znaczeniu. Jest to raczej… po prostu on i pewna liczba innych świętych mężów żyją w tym domu zgodnie z tym, co Pitagoras nazywa „ideałem życia”.

– Nie jedzą fasoli. – Histiajos pozwolił sobie na śmiech. Po dziś dzień najlepszym sposobem rozśmieszenia ateńskiej widowni jest wzmianka o pitagorejskim zakazie jedzenia fasoli. Ateńczycy uważają, że tabu to jest szalenie śmieszne, zwłaszcza jeżeli aktor ateński wypowiadając tę kwestię głośno pierdzi.

– On wierzy, że ziarna fasoli zawierają ludzkie dusze. Bo kształtem przypominają ludzki płód. – Demokedes jako człowiek nauki zawsze poważnie traktował wszystkie teorie związane z początkiem rzeczy. – Pitagoras również nie jada mięsa w obawie, że może niechcący spożyć swojego przodka albo przyjaciela, którego dusza przeniosła się akurat do tego zwierzęcia.

– Jak długo, zdaniem Pitagorasa, dusze przechodzić mają z jednego stworzenia do innego? – spytałem.

Obydwaj Grecy spojrzeli na mnie z prawdziwym zaciekawieniem. Byłem dla nich przez chwilę następcą Zoroastra, nie dzieckiem.

– Nie wiem, Cyrusie Spitamo – powiedział Demokedes, z szacunkiem wymawiając moje imię.

– Czy do końca czasów długiego panowania, czy też krócej? – Zafascynowała mnie doprawdy oszałamiająca nowa koncepcja śmierci, odradzania się i… właśnie… czego jeszcze? – Przecież na pewno nic nie może się narodzić po końcu nieskończonego czasu.

– Nie mogę mówić w kategoriach poglądów Zoroastra… czyli jego prawdy. – Demokedes nie zamierzał kwestionować religii Wielkiego Króla. – Mogę tylko powiedzieć, że według Pitagorasa celem ludzkiego życia powinno być wyzwolenie iskry boskości tkwiącej w każdym, by mogła połączyć się z całym wszechświatem, który dla niego jest czymś w rodzaju ruchomego, żyjącego eteru… harmonijną, doskonałą całością.