Выбрать главу

– Czy jednak mogę zjeść swoje płatki do końca? spytała Unni.

– Oczywiście! Czy wszyscy mogą zjawić się przy samochodzie za dwadzieścia minut?

Zdążyli. I podróż na wschód, w stronę Morza Śródziemnego, mogła się rozpocząć.

Trudno było się żegnać z Eliem, zdawali sobie bowiem sprawę, że prawdopodobnie więcej go nie zobaczą. On jednak nawet słyszeć o tym nie chciał. Przede wszystkim domagał się, by go informowano o postępach spraw, co akurat rozumieli. To przecież także jego historia. Był bliższym krewnym Santiago niż rodzina w Norwegii i był też najstarszym potomkiem rodu de Navarra z tamtych tajemniczych lat. Chętnie zostałby z całym towarzystwem do końca tej niezwykłej przygody, ale na zbyt długo już opuścił własną rodzinę. Teraz to oni najbardziej go potrzebują. W końcu Pedro obiecał utrzymywać z nim kontakt telefonicznie, przyrzekł, że wezwie Elia natychmiast, gdyby jego wsparcie było konieczne.

I z tą obietnicą się rozstali.

Miejsce Elia zajęła Flavia.

Unni musiała siedzieć na przedzie, obok Pedra, by nie być za blisko Jordiego. A Flavia nie przestawała mówić. Pytała i dyskutowała, chciała znać całą historię do najdrobniejszych szczegółów, a równocześnie zajmowała się swoim starym przyjacielem, Jordim, tak, że Unni ogarniał wstyd.

Dlaczego to ja nie wpadłam na pomysł, żeby go otulić kocem?

Dlaczego nie poiłam go gorącą, dodającą sił kawą z termosu?

Dlaczego nie miałam dla niego pożywnego drugiego śniadania?

– O, jak ja wam zazdroszczę tej podniecającej wyprawy do starej posiadłości! – westchnęła Flavia.

Pedro, który z wielką czułością powitał ją w Barcelonie, teraz śmiał się z niej.

– Ty, Flavio, na takiej wycieczce? Ty byś się martwiła połamanymi paznokciami i tym, że kolczaste krzewy podrą ci kosztowne ubranie, a kamienie na drodze zniszczą piękne buty na wysokich obcasach. Ty byś zalała las strugami perfum, żeby zlikwidować odór Wamby, a poza tym byłabyś śmiertelnie przerażona wszystkim, co żyje w lesie i co wybiega na twoją drogę.

Stałabyś się bardzo łatwą zdobyczą dla Leona i jego kompanów.

– W takim razie ty mnie wcale nie znasz – powiedziała elegancka Włoszka nieco urażona. – Kiedy naprawdę trzeba, jestem silna.

– Wiem o tym. Tak tylko się z tobą droczę. Flavia przybrała trochę na wadze, od kiedy widzieli ją po raz ostatni, ale wyglądała i tak znakomicie. Niebywale wytworna i zadbana, z długimi rzęsami nad ciemnymi oczyma. Niebieskawoczarny kolor włosów musiał chyba powstać pod ręką doświadczonego fryzjera, ale to nic nie szkodzi. Unni uważała, że rzeczą naturalną jest, iż kobiety starają się ująć sobie trochę lat. Jej matka również zaczęła malować siwiejące włosy i to czyniło ją o kilka lat młodszą. Unni nie mogła raczej zrozumieć, dlaczego mężczyźni tego nie robią, dlaczego tak uparcie trwają przy naturze? Czy to bardziej męskie? Głupstwa!

Flavia dowiadywała się o samopoczucie swego pasierba, Mortena. Zgodnie z ostatnimi raportami, chłopak czynił wielkie postępy. Chodząc, używa już tylko laski.

Miło będzie znowu zobaczyć Mortena, pomyślała Unni zaskoczona. Zaskoczona tym, że tak całkiem zapomniała o swoim dawnym świecie. O życiu w Norwegii. Teraz ono znowu do niej wraca, jakby idzie jej na spotkanie, kiedy ona wraca samochodem do domu.

Spontanicznie odwróciła się i wyciągnęła rękę.

– Jordi, teraz wyjeżdżamy z Hiszpanii. Ale ja bardzo bym chciała znowu zobaczyć twój kraj – jak najszybciej!

– Obawiam się, że zbyt szybko – mruknął Pedro. Ale Jordi ujął jej rękę i uśmiechnął się.

– Dziękuję ci, Unni! Wiedziałem, że polubisz Hiszpanię. Antonio przynależy jakby bardziej do Norwegii, ale ja chyba bardziej tutaj.

Chociaż i w Norwegii czuję się dobrze. Wiesz, to pewnie wrodzone.

To coś, co człowiek czuje w głębi, gdzie tak naprawdę jest jego dom.

– Tak. Ale ja nie mogłabym powiedzieć, że Chile to jest ten kraj, który noszę w sercu.

– To coś całkiem innego. Ty przyjechałaś do Norwegii jako niemowlę.

– Jordi, mam wrażenie, że wyglądasz trochę zdrowiej. Nie odpowiedział jej na to, odwrócił głowę i patrzył przez okno. I Unni pojęła, jak wiele wysiłku kosztowało go to, by rozmawiać z nią normalnie. Krótko uścisnęła jego rękę i powróciła do normalnej pozycji. Zaczął mówić Pedro:

– Najpierw zastanawiałem się, czy by nie pojechać inną drogą i nie wyprowadzić Leona w pole, gdyby się przypadkiem za nami wybrał. I wtedy moglibyśmy jechać przez Albi w południowej Francji, gdzie w trzynastym wieku miała miejsce tragiczna wojna przeciwko katarom. Uświadomiłem sobie jednak szybko, że Jordi nie ma czasu na objazdy.

– Kim właściwie byli katarzy? – Chrześcijańską sektą, jeśli tak to można określić.

Około roku tysięcznego przybyli ze wschodu i ich nauka rozprzestrzeniała się w Europie Zachodniej. Byli cierniem w oku władzy papieskiej, ich nauka bowiem pozostawała w ostrej sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego. Odrzucali między innymi cały Stary Testament…

– Moim zdaniem to nie takie dziwne – powiedziała Unni. – Cały Stary Testament mówi przecież o tym, że należy się przypochlebiać drażliwemu i mściwemu Bogu. Nowy Testament jest znacznie bardziej wiarygodny, tak uważam.

Pedro pozostawił jej słowa bez komentarza.

– Papież Innocenty Trzeci prowadził bezlitosną wojnę z katarami, którzy naprawdę stanowili zagrożenie dla atakowanej wiary. Później walczyła z nimi inkwizycja, a gwoździem do ich trumny stało się odnowienie dominikańskiej reguły zakonnej.

Najcięższe wałki toczyły się wokół miasta Albi, zresztą tutejszy odłam katarów nazywany bywa albigensami. Trudno zliczyć, ilu ludzi zostało spalonych w domach łub na stosach, ilu torturowano i mordowano na wszelkie bestialskie sposoby. W końcu władza papieska zdołała ich pokonać, choć całkiem nie zdławiła. Ich wiara przetrwała wiele stuleci i była potajemnie wyznawana w całej Europie.

– I to oni w swoim czasie posiadali świętego Graala?

– Tak mówiono. Nadal każdego roku tysiące pielgrzymów odwiedzają ruiny zamku w Montsegur, w południowej Francji, wierzą bowiem, że Graal znajduje się w głębokich grotach pod zamkowym wzgórzem, gdzie ukrywali się ostatni katarzy. Ale mówi się też, że kielich znajduje się w Montsalvy, niedaleko Albi, lub w hiszpańskim klasztorze Montserrat, tu w pobliżu. W każdym razie, drodzy przyjaciele, znajdujemy się na obszarze, na którym ma przebywać święty Graal.

– Ale ty nie wierzysz, że to święty Graal jest tym skarbem, którego szuka Leon?

– A jeśli naprawdę on szuka kielicha, to jest głupi. Bo święty Graal nie istnieje. To tylko legenda, na której, na przykład, zbudowany został cały krąg opowieści o królu Arturze.

Wszyscy pogrążyli się w rozmyślaniach. Po jakimś czasie Flavia zamieniła się miejscami z Pedrem i samochód przyspieszył. Unni, która nadal siedziała z przodu, musiała się mocno trzymać. Ależ ta kobieta prowadzi! Czy policja byłaby równie zachwycona, to już całkiem inna sprawa.

Jordi dużo spał albo wyglądało na to, że śpi, oparty o drzwi samochodu. Unni podejrzewała, że on tylko odpoczywa, ludzie śpiący bowiem otwierają usta, Jordi zaś tego nie robił. Może zresztą męczyło go nieustanne gadanie Flavii i Pedra? Unni nie spuszczała z niego oczu, wdzięczna losowi, gdy widziała, że jego klatka piersiowa się porusza.

Pędzili przez Europę na północ. Jechali dzień i noc, sypiali na zmiany tak, by zawsze ktoś przytomny siedział za kierownicą. Gnali przed siebie, zatroskani o stan Jordiego. Tylko raz się zatrzymali, żeby odpocząć w ludzkich warunkach choćby kilka godzin, wykąpać się i doprowadzić do porządku. Miało to miejsce w eleganckim pensjonacie w Niemczech. Pedro i Flavia przyzwyczajeni byli do luksusu, ale Unni i Jordi czuli się tu nie bardzo na miejscu i w ogóle niepotrzebnie rozpieszczani. Unni bała się, że później nie zdoła się przyzwyczaić do prostych hotelowych pokoi. Oczywiście, jak się nie ma, co się lubi i tak dalej, ale wspomnienia, porównania pozostaną niczym u jakiegoś snoba. No cóż, człowiek nie jest doskonały.