Reszcie nie podobał się ten pomysł, na razie jednak mogli odstawić fatalne znalezisko na bok. Pedro wrócił do przeglądania papierów.
„Ojca mojego, dona Pablo, nigdy nie znałem. Umarł w tym samym roku, w którym ja się urodziłem. Mama opowiadała mi, że miał bardzo trudne dzieciństwo. Oboje rodzice obdarzeni byli żelazną wolą. Zresztą matka ojca, dona Inez, osierociła go, kiedy miał pięć lat, zmarła w wyniku przekleństwa jako osoba zaledwie dwudziestopięcioletnia, i chłopiec został sam ze swoim niezbyt miłym ojcem, Agosto d'Escobarem. Był to zarozumiały snob, domowy tyran, który źle traktował podwładnych w posiadłości. Poza tym tak nieudolnie prowadził swoje interesy, że wkrótce musiał opuścić majątek…”
– A więc to tak toczyły się losy rodu – rzekł Jordi. – A później don Felipe próbował to wszystko odtworzyć. Zatem Agosto d'Escobar był jego dziadkiem.
– To się zgadza. Don Felipe często wspomina swoją matkę, nigdy jednak nie było nic o niej wiadomo. Coś mi jednak mówi, że to ona wniosła rodowi dom w Granadzie.
– Bardzo prawdopodobne – zgodził się Jordi. – Czytaj dalej!
„Ojciec donii Inez, młody don Esteban, miał przydomek dzielny, ponieważ walczył z Francuzami tutaj, w Nawarrze. Tutaj też zginął w wieku dwudziestu pięciu lat. I mówiono, że jeden z żołnierzy widział czuwający nad umierającym Estebanem czarny cień. Wyglądało na to, jakby ten cień coś młodzieńcowi dawał. Tylko że inni żołnierze niczego nie zauważyli”.
– No i znowu to samo – wtrąciła Unni gorączkowo. – My, biedni nieszczęśnicy, którzy od czasu do czasu doświadczamy czegoś ponadnaturalnego, nigdy nie możemy tego potwierdzić. Jest bardzo niewiele tego rodzaju wydarzeń, które mają licznych świadków.
Pedro nie skomentował jej wybuchu.
„Tamten żołnierz jednak twierdził także, że Esteban otrzymał jedynie powierzchowną ranę. Nie powinien był umrzeć, ale tak się właśnie stało, i doszło do tego wówczas, gdy siedział przy nim ów cień”.
– Uff – zadrżała Unni. – Nie chcę mieć przy sobie żadnego mistycznego cienia, kiedy będę umierać!
– Nie będziesz miała, nie bój się – obiecał Jordi. Pedro czytał przez chwilę tylko dla siebie, potem podniósł wzrok.
– Tutaj jest mnóstwo nazwisk, które w gruncie rzeczy nic nie mówią, więc je sobie darujemy. Zaraz pojawia się jednak interesujące towarzystwo. „Rodzeństwo Estella i Juan byli naznaczeni przez diabła. Ale nie żyli w tym samym czasie, Juan urodził się w dziesięć lat po śmierci Estelli”. Wrócimy jeszcze do niego później, gdyby się to okazało konieczne. To przecież Estella napisała tę fatalną książkę, którą mamy w skrzyni. Czytam dalej:
„Ich ojciec, don Sevastino krwawy, nigdy nie przebywał w domu.
Nieustannie walczył. Jeśli tylko gdzieś toczyła się wojna, mała czy duża, rzucał się do boju wszystko jedno z kim. Walczył mieczem, im bitwa bardziej krwawa, tym lepiej. Nic więc dziwnego, że dzieci, które, rzecz jasna, miały różne matki, rosły jak dzikusy!
W końcu trzeba było donę Estellę oddać do klasztoru. A czas był najwyższy, nie można jej było pozwolić na więcej skandali. Estella umarła w klasztorze w wieku dwudziestu pięciu lat. Mówiono, że w noc, kiedy konała, sam Zły znajdował się w jej klasztornej celi, przybył jako wysoka, chuda, ubrana na czarno postać.
Choleryczny ojciec Estelli, don Sevastiano krwawy, żył niezasłużenie długo. Przekleństwem został dotknięty jego starszy brat, łagodny Jorge, który odbywał nowicjat w klasztorze benedyktynów San Salvador de Leyre, niedaleko stąd. Pewnego ranka został znaleziony martwy w swoim spartańskim łożu. Właśnie skończył dwadzieścia pięć lat.
Wcześniejsza historia rozpływa się w mroku. Długie szeregi imion aż do legendarnego don Ramiro de Navarra, rycerza, który przyczynił się do tego wszystkiego wraz z czterema swoimi towarzyszami broni, czy kim oni tam byli.
Santiago mówi, że widział owych pięciu rycerzy. Podobno mieli się też ukazywać donowi Estebanowi dzielnemu. Nie wiem, co to znaczy.
Możliwe, że przodkowie zostali dokładniej opisani w książce grzesznej Estelli, ale nie odważyłem się na więcej, niż pobieżne zerknięcie na karty tego dzieła. Jest to coś tak obrzydliwego, że każdego przyzwoitego człowieka musi odpychać. Ja sam najchętniej spaliłbym książkę, ale matka mi zabroniła. To dokument wcześniejszej historii naszego rodu, powiedziała. Nie pojmuję jednak, w jaki sposób te wstrętne, wyuzdane opowieści miałyby sprawić przyjemność naszym następcom”.
– A więc don Felipe nie przeczytał całej książki – stwierdził Pedro.
– Daj no ją, daj ją – mruczała Unni pod nosem. Pedro uśmiechał się.
– Jeszcze zdążysz przeczytać. Wszyscy ją przeczytamy, ale ostrzegam, wygląda na to, że nie będzie to łatwa lektura. Na ile ty właściwie znasz hiszpański? Nie wzbudzisz naszego zachwytu, jeśli co pięć minut będziesz pukać do czyichś drzwi, by zapytać o znaczenie jakiegoś słowa.
– Co pięć minut? – roześmiała się Unni. – Naprawdę wierzycie, że będę przychodzić tak rzadko? A poważnie mówiąc, to przecież istnieją słowniki.
– Ja ci pomogę – obiecał Jordi. Unni zerknęła na niego zamyślona.
– Chyba nie chciałabym czytać jakichś obrzydliwych historii w twoim towarzystwie.
Wszyscy się roześmiali.
– Ale nareszcie mamy pełne drzewo genealogiczne – przypomniał Pedro i ostrożnie odłożył papiery na miejsce. – Bardzo mnie to cieszy.
– I mamy jeszcze coś bardzo wartościowego – dodał Jordi. – Rok śmierci dona Ramiro. Tysiąc czterysta osiemdziesiąty pierwszy.
– No właśnie – przytaknęła Flavia. – Wiemy dokładnie, kiedy się wydarzyły te straszne rzeczy.
– I, drodzy przyjaciele, było to już po tym, jak Ferdynand i Izabella zjednoczyli większą część Hiszpanii – oznajmiła Unni.
– Wiemy ponadto coś, nad czym się tak długo zastanawialiśmy: działo się to mniej więcej w tym samym czasie, gdy Tomas Torquemada został wielkim inkwizytorem – zakończył Pedro.
– Czy myślicie, że on uczestniczył w torturach i morderstwie dokonanym na rycerzach?
– Nie, ale jego duch się nad tym unosi. Mnisi musieli otrzymać jego najszczersze błogosławieństwo dla swoich barbarzyńskich praktyk.
Unni rozmarzyła się.
– Myślicie, że don Ramiro był katarem?
– Nie, nie, katarzy zostali wytępieni sto lat wcześniej. Ale jego przodkowie mogli być, nic o tym nie wiemy, choć i tak powinniśmy się cieszyć wspaniałym rezultatem poszukiwań.
Spotkanie dobiegło końca.
Unni i Flavia szły razem w stronę swoich pokoi. Perfumy eleganckiej Włoszki miały silny zapach. Wychowana w Skandynawii Unni nie przywykła do takich wyrazistych woni.
– Podziwiam cię za twoją odwagę – powiedziała Flavia ciepło.
– Za odwagę? – spytała Unni ze zdumieniem.
– Że tak wiernie trwasz u boku Jordiego. Nie jest to przecież zwykły towarzysz. Muszę przyznać, że dostaję gęsiej skórki, kiedy na niego patrzę.
– Dla mnie on jest po prostu najodpowiedniejszy – odparła Unni z prostotą. – I nigdy nie było nikogo innego.
– Jesteś jeszcze taka młoda – uśmiechnęła się Flavia ze smutkiem. – Z pewnością odkryjesz kiedyś, że istnieje wielu „najodpowiedniejszych”.
Unni potrząsnęła głową.
– Uwierz mi – powiedziała Flavia. – Ja to wiem. No tak, ona musiała coś takiego odkryć. Najpierw wyszła za ojca Mortena, a teraz ona i Pedro są w sobie zakochani.
– Mówię to tylko na wypadek, gdybyś miała go stracić, Unni.
Życie Jordiego wisi przecież na włosku, poza tym naprawdę nie jest to najbardziej normalny człowiek, jakiego można sobie wyobrazić.