Выбрать главу

Ciężar przygniatał wszystkich. Jak bez Jordiego zdołają uratować tych, którzy znaleźli się w niebezpiecznej strefie? A jeszcze na dodatek ich dwoje obciąża odpowiedzialność za dziecko.

– Antonio! Pozwólmy, żeby to dziecko przyszło na świat!

– Oczywiście! To nasz obowiązek wobec rycerzy! Vesla wybuchnęła szlochem. Antonio tulił ją mocno do siebie. Jemu też zaszkliły się oczy.

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Pedro zjechał z imponującej E6 i znalazł się na drodze do Tjoloholm, wspaniałego zamku w stylu Tudorów, świetnie ukrytego w dębowych zagajnikach Halandii.

– Co się dzieje? Dlaczego my tutaj jedziemy? Kto to dzwonił? – dopytywała się Flavia.

Pedro znalazł zatokę dla samochodów i stanął.

– Telefonowała Gudrun, babcia Mortena – wyjaśnił. – Pamiętasz, Jordi, co powiedzieli rycerze? Że o czymś zapomnieliśmy?

– Jordi nadal jest nieprzytomny – przypomniała mu Unni na pół z płaczem.

– No tak, masz rację, po prostu się zdenerwowałem. Otóż Gudrun i Vesla pytają, co się znajduje w trzeciej paczuszce.

Trzeba było sporo czasu, zanim obie siedzące w samochodzie panie pojęły, o czym jest mowa.

– W tej małej paczuszce – jęknęła Unni. – Takiej maleńkiej, że wpadła między książkę i ściankę skrzynki. Zapomnieliśmy o niej, prawda?

– Niestety, tyle innych spraw absorbowało naszą uwagę.

Pedro otworzył drzwi samochodu i wysiadł. Obie panie poszły za jego przykładem, tylko Unni upewniła się najpierw, czy Jordi leży wygodnie. Zajmował teraz całe tylne siedzenie, a dla Unni znowu zabrakło miejsca, więc przesiadła się na przód, i przez cały czas czuła, że jest zbędna.

Ponieważ Pedro posługiwał się paszportem dyplomatycznym, a jego samochód posiadał znaki CD, nie mieli żadnych problemów celnych na granicach. Mimo to ukryli skrzynię w pomieszczeniu pod bagażnikiem.

Nie ruszali jej zresztą od czasu postoju nad Wezerą. Niczym wiatr przemknęli przez Niemcy, Danię, południową Szwecję, przejechali przez nowy, niezwykły most, przerzucony nad Oresundem, za co zapłacili skandalicznie wysokie myto. „Nic dziwnego, że ruch na tym moście taki skromny – Pedro nie mógł się powstrzymać od złośliwych uwag. – To najwyraźniej my, właściciele samochodów, musimy płacić za wszystko, co ma cokolwiek wspólnego z drogami i mostami. Nieważne, czy chodzi o benzynę, nawierzchnię, czy utrzymanie wszystkiego w porządku, zawsze łupią z nas skórę”.

Trzeba przyznać, że Pedro nie jest w swoich poglądach odosobniony.

Teraz ustawili się tak, żeby z drogi nikt nie mógł ich zobaczyć.

Pedro wyjął skrzynię czy też szkatułę, wciąż jeszcze nie mogli się zdecydować, jak to nazywać, i ustawił ją w bagażniku. Uniósł wieko, a Unni odskoczyła jak oparzona.

– To znowu to srebrne pudełeczko – wyjaśniła. – Otacza je jakaś obrzydliwa aura, wciąż płyną z niego złe wibracje.

Wypielęgnowane palce Pedra przesunęły się ostrożnie po krawędzi skrzyni, żeby przypadkiem nie dotknąć srebrnego pudełka.

Odnalazł małą paczuszkę wciśniętą między karty książki, wyjął ją i delikatnie ustawił na dachu samochodu. Unni zaprotestowała, musiała porządnie wyciągać szyję, żeby coś widzieć.

Cokolwiek znajdowało się w pakieciku, zostało bardzo starannie owinięte zbutwiałym teraz jedwabiem, który niegdyś miał przypuszczalnie kolor kremowy.

Dziś można by jego barwę określić jako szarość Izabelli, kolor, który wziął nazwę od imienia hiszpańskiej królowej, Izabelli Pierwszej, co wydaje się tym bardziej odpowiednie, że przypadkiem to ona właśnie panowała za życia naszych rycerzy. Otóż władczyni ta ślubowała, że nie będzie zmieniać bielizny, dopóki Granada nie zostanie odebrana Maurom. Odbijanie miasta musiało trwać jakiś czas, sądząc po tym, jak się prezentuje ów kolor Izabelli, jaka to głęboka szarość.

Unni przestępowała niecierpliwie z nogi na nogę, patrząc, jak ostrożnie i powoli Pedro rozwija rozłażący mu się w palcach jedwab, jakby chciał go uratować. A przecież materiał był i tak nieodwracalnie zniszczony.

W końcu ich oczom ukazał się maleńki przedmiocik.

– To jakiś amulet? – zgadywała Flavia. – Jakiś gryf?

– Ciekawe, czy dobry, czy zły? – zastanawiała się Unni.

– Przypuszczalnie ani jedno, ani drugie – stwierdził Pedro sucho.

– To chyba zwyczajna ozdoba.

– Daj to Unni trochę potrzymać – zaproponowała Flavia.

– Nie, ja…

Nie mogła zaprotestować, bała się, że zostanie to źle przyjęte, ale ponieważ miała świeżo w pamięci straszne wizje po kontakcie ze skórzaną mapą, wszystko się w niej burzyło na myśl o dotykaniu talizmanu, choć to naprawdę mogła być banalna ozdoba. Pamiątka po jakiejś praprababce, na przykład.

Tylko dlaczego to leżało w skrzynce?

Wyciągnęła przed siebie rękę z nadzieją, że nie drży.

Pedro z namaszczeniem ujął przedmiot i położył jej na dłoni.

Unni skuliła się. Ciało przeniknął dreszcz. Zaraz się jednak uspokoiła i pozwoliła, by wrażenia przepływały od dłoni do ramienia i dalej do mózgu.

Odbierała sygnały.

Potem odetchnęła.

– To jest dobre – oznajmiła cicho, jakby uważała, że powinna ściszyć głos ze względu na amulet. – Wyczuwam głęboki smutek.

Teraz pojawiła się jakaś twarz. To przystojna, czarnowłosa kobieta o przejmującym spojrzeniu. Bardzo piękna twarz. Poznaję ją, to Urraca! Czarownica!

– No – odetchnął Pedro. – To mamy brakujące ogniwo. Widzisz coś jeszcze?

– Nie widzę, ale czuję. Amulet stanowi ochronę przed złem, znajdującym się w skrzyni. Został trochę zanieczyszczony w wyniku złego sąsiedztwa. – Unni rozejrzała się wokół. – Jest tu gdzieś jakaś woda?

– Nie sądzę – odparła Flavia. – Ale w samochodzie mamy butelkę mineralnej.

– To wystarczy. Potrzebowałabym tylko miseczkę lub coś w tym rodzaju…

Pedro miał w domu, w Madrycie, psa. W bagażniku stała więc miseczka na wypadek, gdyby podróżującemu pupilowi chciało się pić. Najpierw wypłukali miseczkę wodą mineralną, potem nalali ponownie do pełna i włożyli do niej gryfa.

– Woda, zwyczajna woda ma w większości przypadków działanie oczyszczające – powiedziała Unni z uśmiechem. – No!

Teraz wytrę talizman w bluzkę. Dziś rano była całkiem czysta, a jest bardziej miękka niż na przykład papierowy ręcznik. Powiedzcie mi jednak, co to właściwie jest gryf? Wiem tak mniej więcej, ale naprawdę to jaką on rolę odgrywa?

Pedro zaczął wyjaśniać:

– Gryf to bardzo dawny, mityczny stwór. Istnieją wizerunki gryfa, pochodzące sprzed czterech tysięcy lat. Owo stworzenie miało głowę, przednie nogi i skrzydła orła, natomiast resztę ciała wraz z zadem i ogonem – lwa. Było bardzo popularnym motywem sztuki antycznej i średniowiecznej, chętnie wykorzystywanym również w heraldyce, to znaczy w herbach rodów i państw. Wiele krajów i prowincji ma w swoich herbach gryfy. W herbach królewskich są one koronowane. Muzeum Narodowe w Oslo ma na dachu nad wejściem dwa gryfy. A czemu służył…? Było bardzo wiele spraw, czujność, uwaga, odpowiedzialność.

– To znaczy jako amulet miał chronić swoich właścicieli?

– Oczywiście! Gryf chroni groby i zmarłych…

To świetnie pasuje do Jordiego, pomyślała Unni z goryczą.

Pedro mówił dalej:

– Jest też ochroną przed chorobami i złymi atakami, tak, chroni właściciela od wszelkiego złego. Od tragedii, żałoby… Chociaż nie wiem, jak to jest z biedą, nigdy nic na ten temat nie czytałem.