– To akurat nie ma znaczenia – odparła Unni. – Ważne, że jest odpowiednim amuletem dla Jordiego. Być może przyczyni się do jego powrotu do zdrowia?
Pedro i Flavia odnieśli się do tego dość sceptycznie…
Wsiedli do samochodu. Unni podciągnęła koszulę na piersiach Jordiego i była wstrząśnięta jego wyniszczeniem.
Pomyślała jednak, że dobra Uracca maczała palce w tym wszystkim, więc sama poczuła się jak czarownica domowego chowu, samozwańcza uzdrowicielka, ale jakie to w końcu ma znaczenie? Grunt, żeby Jordiemu pomogło.
– Gdzie mam to położyć? – zapytała szeptem. Pedro wskazał na żebra Jordiego.
– Tutaj. Myślisz, że amulet nie zrobi mu krzywdy?
– Jeśli mnie nie zrobił, to jemu też nie powinien. Pamiętaj, że on chodził latami z tą skórzaną mapą i nic mu się nie stało, nawet tego nie zauważył.
– Teraz pewnie też nie zauważy – przepowiadała Flavia ponuro.
Unni ostrożnie położyła amulet na piersi Jordiego i zaczęli czekać.
Nie zdając sobie Z tego sprawy, siedzieli i czekali na cud.
Nic się nie działo.
– Przeniosę się na tylne siedzenie i będę przytrzymywać gryfa – powiedziała Unni.
Przygotowali dla niej miejsce, drzwi samochodu zamknęli starannie i mogli ruszać dalej na północ.
Unni była strasznie rozczarowana. Dotychczas jakoś się trzymała wyłącznie ze względu na Jordiego. Teraz przyszła reakcja na zmęczenie. Po prostu chciało jej się płakać.
Nie rozmawiali ze sobą w samochodzie, żadne nie wiedziało wprawdzie, czego się spodziewali, wszyscy jednak byli głęboko rozczarowani.
Ponieważ Pedro także czuł się bardzo zmęczony, zaproponował, żeby jednak zrobić postój. Ale Flavia była zdania, że im prędzej dotrą do domu, tym lepiej. Zamieniła się więc z Pedrem na miejsca i, na ile to było możliwe, popędziła na północ. Na ile to możliwe, bo trudno pędzić po drogach północnego Bohuslan, przynajmniej jeśli człowiek nie chce się znaleźć w rowie.
Unni plastrem przymocowała amulet do piersi Jordiego, po czym skuliła się w swoim ciasnym kącie, zamknęła oczy i pogrążyła się w bezbrzeżnym smutku. Chłód oddzielał ją mroźną ścianą od ukochanego, ale tym się akurat nie przejmowała.
ROZDZIAŁ CZTERNASTY
Obiad czekał. Antonio i Vesla poszli do siebie. Morten siedział w swoim pokoju i słuchał jakiejś ogłuszającej muzyki, chyba nie wyszedł jeszcze z wieku dojrzewania. Wszyscy czekali na samochód.
Gudrun upewniła się, czy w kuchni wszystko w porządku.
Zmywarka mruczała cicho. Na szczęście w tej willi kuchnia była dobrze wyposażona. Gudrun wytarła ręce i poszła do swojego pokoiku na parterze. Było to naprawdę niewielkie pomieszczenie, alkierzyk po prostu, ale kiedy zamknie drzwi, będzie tu miała odrobinę prywatności.
Gudrun dręczyły wyrzuty sumienia, kiedy pomyślała o swoim domu w Selje. O ptakach przyzwyczajonych, że czekają na nie w karmniku smakowite okruchy. O kwiatach, które co prawda sąsiadka obiecała podlewać, i o kursach, które Gudrun prowadzi.
Szczerze mówiąc teraz, kiedy wszyscy dranie zostali wyłapani i siedzą po więzieniach, a to w Norwegii, a to w Hiszpanii, mogłaby wrócić do domu, ale najwyraźniej Antonio i Vesla, a przede wszystkim Morten czują się bezpieczniej, kiedy ona z nimi mieszka.
Zresztą sama też chciała być z Mortenem, w czasie jego długiej rekonwalescencji często myślała, by go odwiedzić, ale zawsze coś stało na przeszkodzie. Teraz pragnęła mu to wynagrodzić. I chciała tu być, kiedy przyjedzie Unni z Jordim.
Biedny Jordi!
Poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy ich przeciwnicy zostaną wypuszczeni. Mogło do tego dojść w każdej chwili. Za dobre zachowanie, na przykład. Albo, jeśli chodzi o Emmę, to może uwieść naczelnika więzienia i dzięki temu uzyskać zwolnienie.
Uważała też, że będzie ciekawie spotkać Pedra. I okazja, by przewietrzyć trochę angielski. On podobno świetnie włada tym językiem, Gudrun miała nadzieję, że i jej znajomość angielskiego jest jeszcze użyteczna. Flavię znała już wcześniej, Włoszka była przecież macochą Mortena. Elegancka i życzliwa ludziom dama. Na Gudrun miał oczywiście wpływ fakt, że miłość Flavii i Knuta Andersena skrzywdziła jej jedyne dziecko, małą Sigrid. Flavia jednak nie chciała nikogo ranić, a przecież takie miłości się zdarzają.
Nikt nie ma gwarancji, że jego małżeństwo przetrwa. Tylko że Sigrid była szczególnie wrażliwa.
O Knucie Gudrun nie myślała za dobrze. Naprawdę niepotrzebnie zaniedbywał Sigrid aż tak bardzo, podobnie zresztą jak później syna, Mortena. Dla tej włoskiej kobiety. Ale Flavii Gudrun nie miała nic do zarzucenia, to ona przecież nie chciała żadnego trwałego związku. Zdecydowała się dopiero po śmierci Sigrid. I do Mortena odnosiła się znakomicie, to trzeba jej oddać.
Nie, Gudrun nie miała nic przeciwko Flavii, wręcz odwrotnie.
Gdyby tylko wspomnienie biednej Sigrid nie było takie bolesne.
Dlatego też Gudrun bardzo chciała być dobra dla Mortena.
Jedynego bliskiego krewnego i jedynego wnuka!
Daj Boże, żeby znalazł sobie dziewczynę, która go zrozumie. A przede wszystkim: Daj Boże, żeby mógł żyć dłużej niż dwadzieścia pięć lat!
Bo jeśli nic się nie zmieni, to zostało mu zaledwie parę miesięcy.
Ci, którzy podjęli w Hiszpanii próbę przezwyciężenia złego dziedzictwa, osiągnęli wiele. No ale teraz utracili Jordiego, a wraz z nim kontakt z rycerzami.
Oni wszyscy czuli się tak strasznie samotni, Gudrun dobrze o tym wiedziała.
Do kogo mieli się modlić o pomoc? Gudrun pamiętała czas przed śmiercią swego męża i później, przed śmiercią Sigrid. Nikt nie modlił się bardziej żarliwie niż Gudrun. Ale wszystko na nic.
U kogo teraz mogłaby szukać pomocy?
Taka się czuła bezsilna, taka bezsilna.
Unni ocknęła się w chwili, gdy samochód stanął; była sztywna z zimna. Z trudem odwróciła głowę.
Prace drogowe. Jak daleko już zajechali?
Zobaczyła przed sobą tablicę rejestracyjną jakiegoś samochodu.
Norweską. Dalej szyld drogowy. Norweski tekst. Miejsce nie było jej znane, ale znajdowali się w Norwegii. W takim razie musiała długo spać.
Nogi nie dawały się poruszyć, zmieniły się w dwie bryły lodu.
Unni nie miała odwagi spojrzeć na Jordiego. Obawiała się, co zobaczy. No ale skoro wciąż emanuje tym mrozem, to znaczy, że żyje. Boże, spraw, żeby tak było. Bądź tak dobry, pozwól mu żyć! O, nie, ależ jestem sztywna!
Całym wysiłkiem woli odwracała głowę, niemal słyszała, jak kręgi szyjne skrzypią.
Nagle aż podskoczyła.
On leżał na swoim miejscu i nie spuszczał z niej oczu.
– Jordi – wyszeptała. – Ty jesteś przytomny!
Nie był w stanie odpowiedzieć.
– Jordi jest przytomny! – wrzasnęła.
Pedro i Flavia odwrócili się jak na komendę, starali się nawiązać z nim kontakt, ale skończyło się na wymianie spojrzeń. Było w nich mnóstwo pytań.
Pedro starał się, jak mógł, odpowiadać na pytania, malujące się w oczach Jordiego:
– Wkrótce będziemy na miejscu, zostało nam najwyżej dziesięć kilometrów.
Unni była zaskoczona.
– Co? Jesteśmy aż tak blisko?
– Tak jest. Więc wytrzymaj, Jordi. Antonio czeka gotów się tobą zająć. Pewnie ciekawi cię, co to za plaster masz na piersi? Unni ci to założyła. Amulet. Znaleźliśmy ten amulet w skrzyni, w trzeciej paczuszce. Unni uważa, że on należał do Urraki.
W oczach Jordiego pojawił się błysk.
– I z pewnością tak jest – potwierdziła Flavia. – Pamiętasz, rycerze powiedzieli przecież, że Urraca mogłaby ci pomóc. A potem Vesla i Gudrun zadzwoniły z pytaniem, co było w trzeciej paczuszce w skrzyni. Czy ty wierzysz, że amulet może ci pomóc?
– Flavia – upomniała ją Unni. – Masz zielone światło. Samochód znowu ruszył.