Выбрать главу

Flavia szepnęła do Unni:

– Gdyby to się miało skończyć tragicznie, to pamiętaj, co ci powiedziałam: „Istnieje wielu najodpowiedniejszych”.

– Nie dla mnie – odparła Unni równie cicho. – Nie dla mnie!

Gudrun robiła sobie gorzkie wyrzuty:

– Jak my, na Boga, mogłyśmy umieścić Jordiego na poddaszu?

On przecież nie wejdzie tak wysoko po schodach!

Jordi otworzył dłoń i pokazał jej amulet.

– To pomoże mi przetrwać. Lekarstwo Pedra, które rycerze nazywają miksturą, i troskliwość was wszystkich, pozwoliły mi dojechać tutaj. Ale teraz wiem, że moi towarzysze podróży są głodni, wy zaś pewnie czekacie z obiadem, bo pachnie tak smakowicie. Mogę więc odpoczywać na kanapie w jadalni, kiedy wy będziecie jeść. Skoro wytrzymałem całą podróż z Hiszpanii, to mogę jeszcze trochę zaczekać. Zresztą ja też jestem głodny.

– To dobry znak – powiedziała Gudrun z ulgą. Unni wiedziała, że to kortyzon trzyma Jordiego na nogach. Tylko jak długo lekarstwo będzie działać?

Ułożono chorego wygodnie i podano mu dymiący talerz.

Gudrun miała okazję posługiwać się swoim angielskim i uważała, że idzie jej całkiem nieźle. Bez trudu wygłaszała nawet trudne formułki, jak choćby to, że Morten powinien mieć „the opportuniry to get education”, a Pedro był niebywale elegancki i uprzejmy.

Flavia rozmawiała ze swoim pasierbem, Mortenem, o sprawach, które interesują młodych ludzi. Nie popełniła ani jednego błędu, nie robiła nieprzychylnych uwag, nie komentowała jego zachowań, była szczerze zainteresowana jego przyszłością. Vesla i Antonio rzucali sobie nawzajem powłóczyste spojrzenia, pełne tajemnic, Antonio ponadto raz po raz wymieniał z Unni troskliwe uwagi na temat Jordiego.

Jak miło być znowu razem, w licznym gronie, w poczuciu bezpieczeństwa.

Popisowe danie Gudrun, jak się okazuje, Gudrun ma ich wiele, wychwalano pod niebiosa. Wielu zebranych przy stole uważało, że bardzo przyjemnie rozgrzewa i pali w żołądku. Kiedy Jordi zjadł tę odrobinę, jaką był w stanie w siebie wmusić, położył się i zamknął oczy. Unni była przerażona.

– Mam nadzieję, Gudrun, że to nie było za ostre? Jordi uśmiechnął się blado.

– Bardzo dobrze mi to zrobiło. A teraz Unni i ja zostawimy was na jakiś czas. Mamy z sobą do pomówienia.

Wszyscy zostali już wcześniej poinformowani o czasie obiecanym przez rycerzy i dobrze wiedzieli, co to oznacza. Gudrun tak się martwiła, gdzie kogo położyć, i nieoczekiwanie sprawa rozwiązała się sama.

Otóż Flavia zapytała nieśmiało, czy nie mogłaby się wyprowadzić do hotelu w mieście. Reszta, zdając sobie sprawę, że elegancka Włoszka przywykła do lepszych warunków, odetchnęła z ulgą.

– Pedro, pojedziesz ze mną? – spytała Flavia.

On akurat rozmawiał z Gudrun i odpowiedział odrobinę nieprzytomnie:

– Co? Nie. Nie dzisiaj, Flavio. Chcę wiedzieć, jak będzie z Jordim.

Przeprowadzę się do ciebie później. Ale weź samochód.

Pomachali Flavii na pożegnanie. Gudrun uświadomiła sobie, że w takim razie, gdyby Pedro zgodził się przespać tę jedną noc na poddaszu, to Unni i Jordi mogliby zająć dużą sypialnię.

Flavii nigdy by tego nie zaproponowała, ale Pedro gotów był natychmiast wprowadzić się na górę.

W tym właśnie momencie Flavia wróciła.

– Czyście wy czegoś nie zapomnieli? – zapytała. Nie, a o co chodzi?

– O skrzynię. Skrzynia nadal stoi w bagażniku.

O rany boskie! Pedro i Antonio wybiegli pospiesznie, żeby ją przynieść.

W końcu Flavia mogła opuścić willę.

Antonio odprowadził Unni i Jordiego do najpiękniejszej sypialni.

Zbadał chorego, zmierzył mu tętno i ciśnienie, stwierdził, że brat serce ma silne, ale jego płuca właściwie, choć to może zabrzmi przesadnie, nie istnieją.

– Nie mogłeś trzymać ust zamkniętych, ty głuptasie, kiedy Wamba miotał w ciebie zatrutym ogniem? – czynił Jordiemu żartobliwe wymówki.

Na skórze nadał widniały ślady poparzeń, koszula też została zniszczona.

– Ja wiem, że Jordi miał włosy na piersi, Unni – powiedział Antonio z uśmiechem. – Ty jednak możesz sobie to tylko wyobrazić.

Na szczęście skóra się zabliźniła, a koszula to niewielka strata. No, to życzę wam wszystkiego najlepszego. Daj mu, Unni, mnóstwo miłości. Wiem, że stać cię na to, musisz tylko w siebie uwierzyć.

Chciałbym nad Jordim czuwać w nocy, więc zamienimy się miejscami, kiedy już minie wasze pół godziny. Ty przeprowadzisz się do Vesli, a ja zamieszkam tutaj.

Antonio wie o mnie nieprzyjemnie wiele, pomyślała Unni. Czyżby domyślał się również, że czuję się traktowana przez Jordiego jak młodsza siostra?

– I pamiętaj, Unni – powiedział jeszcze Antonio. – Że ogień Wamby był bardzo zły. Gdyby Jordi miał w sobie jakieś zło, sprawa skończyłaby się znacznie gorzej, on sam mógłby się stać sługą zła.

Ale, jak widzisz, jest równie łagodny i delikatny, jak zawsze był. To pewnie dlatego rycerze pomyśleli, że warto postawić na twoją miłość do niego. Ze właśnie twoja miłość może go ostatecznie ocalić, zabliźnić tę straszną ranę, jaką zadał mu Wamba.

Rozumiesz?

Unni głośno przełknęła ślinę i skinęła głową. Nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa.

Antonio uśmiechnął się dla dodania jej otuchy i poszedł. Drzwi zamknęły się za nim głośno.

Zostali sami.

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

W pokoju panowała cisza. Jordi leżał na posłaniu. Po badaniu miał na sobie tylko szorty. Unni nie bardzo wiedziała, co ma robić.

– Przykro mi z powodu tego, co się dzieje – powiedział Jordi. – Że musimy wykorzystać nasze pół godziny teraz, kiedy ja jestem półprzytomny.

Unni uśmiechnęła się. Usiadła na drugiej krawędzi łóżka, bo przy Jordim było jej okropnie zimno.

– Nie miałam zamiaru cię uwodzić – powiedziała rozbawiona.

– To by się skończyło kompletną klapą.

Chyba replika nie była zbyt szczęśliwa. Umilkli przestraszeni.

Roześmiali się znowu. Humor to wspaniały budowniczy mostów.

– A może moglibyśmy podzielić te pół godziny – zaproponowała Unni. – Kwadrans teraz, a kwadrans zostawmy na później.

Jordi słuchał z uśmiechem.

– Nie sądzę, żeby rycerzom spodobał się taki pomysł.

– Szczerze mówiąc, ja też w to nie wierzę. Jordi, czuję się strasznie bezradna. Nigdy przedtem nie byłam w takiej sytuacji.

– Co masz na myśli mówiąc „w takiej sytuacji”? Ze nigdy nie musiałaś się mierzyć z urazami zadanymi męskiemu ciału za pomocą czarów?

– No coś w tym sensie.

Jordi milczał przez jakiś czas. Kaszlał tylko strasznie. Unni zaczynała wierzyć w trochę niestosowny żart Antonia, że Jordi jest właściwie pozbawiony płuc.

– Nie ufasz, że twoja miłość jest wystarczająco silna? – spytał w końcu cicho.

– To akurat nie stanowi problemu. Trudność polega na tym, czy ty chcesz ją przyjąć.

– Dlaczego miałbym nie chcieć? Unni postanowiła złapać byka za rogi.

– Czy może nie jestem dla ciebie jak siostra? Jak młodsza siostra?

Mimo że siedziała odwrócona od niego plecami, czuła, że Jordi na nią patrzy.

– Siostra? Skąd ci to przyszło do głowy?

– Ech, to jeszcze w czasie, kiedy byliśmy w posiadłości. I ty właściwie nigdy mi nie okazałeś… silniejszych uczuć.

– Naprawdę?

– No tak. I nawet w tej szopie dróżnika, kiedy znajdowaliśmy się tak blisko siebie.

– Ale przecież okazywałem ci uczucia, miałem nawet… nie, zapomnij o tym!

Unni rozjaśniła się.

– Miałeś? Naprawdę? Z mojego powodu?

– Czy to takie dziwne? – mruknął.