– Ale przeżyliście razem kilka dobrych dni podczas podróży?
– Tak. Mieliśmy nawet, jak wiesz, w niemieckiej gospodzie wspólny pokój. W jakimś sensie jestem z tego zadowolony. Ale takiego płomiennego uczucia nigdy do niej nie żywiłem. Takiego jak teraz…
Pogrążył się w myślach.
„Zamów dla mnie pokój”, przypomniała sobie Un – ni jego słowa.
Wielkie rozczarowanie Flavii. Pedro opanował się.
– Powinienem porozmawiać z Antoniem na temat zniszczenia srebrnego pudełeczka i jego zawartości.
– No właśnie, rycerze powiedzieli, że on to potrafi, prawda?
– Owszem, choć nie wiem, w jaki sposób. Ale czas nagli.
Niebezpiecznie jest trzymać coś takiego w domu. Zwłaszcza że rycerze chcieliby pewnie z nami porozmawiać. Przede wszystkim z Jordim.
Na dźwięk jego imienia Unni ożyła.
– Pójdę do domu zobaczyć, czy się nie obudził. Wbiegła na schody, jakby miała naście lat. Pedro patrzył na nią z uśmiechem.
CZĘŚĆ TRZECIA. SREBRNE PUDEŁECZKO
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI
Morten, w swoim pokoiku na górze, chodził tam i z powrotem. Od czasu do czasu siadał po to tylko, by zaraz znowu się zerwać i kontynuować wędrówkę.
Przecież nie muszę o niczym mówić, myślał wstrząśnięty i zdesperowany. Naprawdę nie muszę, Emma i tak zostałaby wypuszczona, nikt nie musi wiedzieć, że jej w tym pomagałem.
Ale naraziłem moich przyjaciół na niebezpieczeństwo.
Głupstwo, ona tutaj nie przyjedzie. Poza tym ona jest przecież jedną z nas. I jest miła!
Jak pięknie i łagodnie brzmiał jej głos. Tak się ucieszyła, słysząc, że do niej dzwonię. Z Leonem skończyła, zresztą nigdy nie była jego kochanką, jak w ogóle ktoś mógłby sobie wyobrazić coś takiego?
A w końcu nasza kryjówka już i tak została ujawniona, ktoś przecież ukradł papiery.
My się kochamy, Emma i ja.
Chłopak jęknął. Och, jaki wstyd i hańba! Nikt nigdy nie może się dowiedzieć, co zrobili rycerze. Nikt nie musi o tym wiedzieć.
Ale co będzie, jeśli Emma tu przyjedzie i powie: „To Morten dal mi adres”?
Wtedy ja umrę!
Jordi spał. Antonio zaordynował mu silną kurację z mnóstwem snu i odpoczynku, by płuca mogły w spokoju wracać do zdrowia.
Unni znalazła Gudrun w kuchni, gdzie ta widocznie czuła się najlepiej. Babcia Mortena uśmiechnęła się do niej blado.
– Wiesz co, Gudrun, postanowiliśmy z Jordim pojechać do Selje i położyć kwiaty na grobie Sigrid, jak tylko on będzie mógł podróżować.
Unni nigdy nie pozwoliła sobie na inne przekonanie niż to, że Jordi niedługo będzie całkiem zdrów. Gudrun rozjaśniła się.
– Dziękuję! Jak to milo z waszej strony.
– My uważamy, że Sigrid została pokrzywdzona, tyle musiała przeżyć w całej tej sprawie. I taka była samotna!
– No właśnie.
Vesla wślizgnęła się cicho i usiadła z nimi przy kuchennym stole.
Unni powiedziała z przejęciem:
– Nie rozumiem tylko, co Flavia mogła mieć wspólnego z takim mężczyzną, jak mąż Sigrid. Oni… tak się od siebie różnili, prawda?
– Nie znałaś Knuta. On sprawiał bardzo dobre wrażenie, ale to jego szorstka powierzchowność przede wszystkim pociągała kobiety. Wyglądał zawsze tak, jakby nienawidził całego świata, ale miał fantastyczny uśmiech. Jeśli któraś potrafiła ten uśmiech z niego wydobyć, to mogła wspomnieniem żyć przez tydzień, a młode dziewczyny jeszcze dłużej. Poza tym dużo podróżował, to należało do jego obowiązków zawodowych, nabrał miejskiej ogłady. Sigrid rozpaczliwie za nim nie nadążała.
– Ale nie był bogaty ani nic w tym rodzaju?
– Nie. I jeśli o niego chodzi, nie miało to żadnego znaczenia.
Zawsze otaczało go mnóstwo wielbicielek. Ale co z tobą, Vesla?
Zdaje mi się, że nie wyglądasz najlepiej.
Vesla westchnęła głęboko.
– I czuję się też nietęgo. Unni, czy możesz poprosić swego ukochanego, żeby się pospieszył i rozwiązał zagadkę? Bo ja spodziewam się dziecka. Z Antoniem, rzecz jasna.
Pozostałe kobiety słuchały w milczeniu.
– Kochanie – mruknęła w końcu Gudrun. – Nie wiadomo, czy ci gratulować, czy współczuć.
– I jedno, i drugie – odparła Vesla. – Postanowiliśmy, że dziecko się urodzi. I postaramy się, by nigdy nie zostało dotknięte złym dziedzictwem. A ty wiesz, Unni, że są tylko dwie rzeczy, które mogą je uchronić od nieszczęścia: albo Jordi i ty będziecie mieć dziecko, które przejmie dziedzictwo, albo rozwiążemy zagadkę rycerzy.
Unni wpatrywała się w blat stołu.
– O mnie i Jordim możesz zapomnieć. My nigdy się do siebie nie zbliżymy. Zwłaszcza teraz, kiedy już wykorzystaliśmy te obiecane pół godziny.
– Możesz poprosić o następne.
– Ja bym chciała mieć całe życie z nim. Jestem pewna, że rozwiążemy zagadkę.
– Tak jest – potwierdziły zdecydowanie Vesla i Gudrun.
Po dobrym obiedzie, który Vesla przygotowała wraz z cokolwiek niepewną Unni jako asystentką, Morten ze strasznie nieszczęśliwą miną poprosił, by go wysłuchali, bo ma im coś ważnego do powiedzenia.
Podjął decyzję. Nie był dłużej w stanie zmagać się z wyrzutami sumienia. Trudno, wóz albo przewóz.
Spocony, na pół z płaczem, zdołał w końcu wyłożyć przed zebranymi całą upokarzającą sprawę, po czym zaległa dręcząca cisza, działająca na nerwy skruszonemu grzesznikowi. W końcu głos zabrał najstarszy w tym gronie Pedro:
– Zasłużyłeś na podziękowania za szczerość. Sam zrozumiałeś, w jakiej nieznośnej sytuacji przez ciebie się znaleźliśmy. Ale nie będziemy ci już robić wymówek. Najważniejsze pytanie teraz brzmi:
Czy musimy się znowu przeprowadzić?
– Było nam tutaj tak dobrze – jęknęła Vesla. Morten z wielkim przejęciem zaczął się bronić:
– Przecież i tak ktoś nas odkrył! Pedro replikował ostro:
– Tylko ten ktoś z pewnością nie jest powiązany z Emmą.
– Tego nie wiemy.
Jordi, któremu Antonio pozwolił uczestniczyć i w obiedzie, i w tej dyskusji, zadał teraz ważne pytanie:
– Mówiłeś, że rycerze sprawiali wrażenie, jakby chcieli nam coś ważnego powiedzieć, ale ty nie byłeś w stanie zrozumieć ich myśli?
Wdzięczny za zmianę tematu nieszczęśliwy Morten zwrócił się ku niemu.
– Tak, jestem pewien, że chcieli czegoś więcej.
– Myślisz, że życzyliby sobie porozmawiać ze mną? Ja jestem jedynym, który potrafi się z nimi porozumieć.
– Tak właśnie myślę – potwierdził Morten.
– Znakomicie! – wykrzyknął Pedro. – W takim razie ty, Morten, będziesz miał do spełnienia zadanie.
– Wszystko, co chcecie – zawołał z przejęciem, wiedział bowiem, że jego sytuacja wciąż nie jest najlepsza.
– Antonio twierdzi, że Jordi nie może opuszczać domu. Wobec tego ty, Morten, włożysz srebrne pudełeczko do samochodu i odjedziesz daleko stąd. Tymczasem Jordi wezwie rycerzy.
Morten przełykał ślinę, tak że widać było, jak jabłko Adama porusza się w górę i w dół.
– Oczywiście! Ile czasu potrzebujesz, Jordi?
– Godzinę. Tak więc jedź przed siebie przez pół godziny, potem zawróć i w tym samym tempie wracaj do domu.
– Zaraz?
– Dlaczego nie? Nie mamy czasu do stracenia. Ileż to razy ostatnio wypowiadali to zdanie? Morten podjął jeszcze jedną próbę usprawiedliwienia się:
– Ale Emma jest miła. I zakochana we mnie. Vesla sprawiła mu zimny prysznic:
– Emma kocha wyłącznie siebie, powinieneś o tym wiedzieć i dłużej się nie okłamywać!