Выбрать главу

Nie sprawdziłem się.

I do dnia dzisiejszego się nie sprawdzam. Małżeństwo rozbite. Córka w rękach porywacza. Tyle, że wszystko to teraz nabiera sensu. Przynajmniej wiem, że Gordon żyje, choć zdrowy pewnie nie jest, i wiem też, że to on ma moją córeczkę i że chce ją zabić.

I mnie też, jak się uda.

I żeby ją uratować, ja będę musiał go zabić.

I gdybym mógł, zrobiłbym to bez wahania. Niech mi Bóg wybaczy, ale zrobiłbym to natychmiast.

Część piąta

SUPEŁKI I KRZYŻYKI

23

Kiedy John Rebus przebudził się po, jak mu się zdawało, wyjątkowo głębokim i pełnym koszmarów śnie, ze zdumieniem stwierdził, że nie leży w łóżku. Zobaczył, że Michael pochyla się nad nim z niepewnym uśmieszkiem na twarzy, a Gill chodzi po pokoju, przełykając łzy.

– Co się stało? – spytał.

– Nic – odparł Michael.

Wtedy Rebus przypomniał sobie, że został przez brata zahipnotyzowany.

– Nic?! – krzyknęła Gill. – I ty to nazywasz nic?

– John – powiedział Michael – zupełnie nie zdawałem sobie sprawy z twoich odczuć wobec starego i mnie. Jest mi bardzo przykro, że tak przez nas cierpiałeś. – Michael położył rękę na ramieniu brata, brata, którego przecież w ogóle nie znał.

Gordon, Gordon Reeve. Co się z tobą działo? Cały jesteś obszarpany i brudny, i wirujesz wokół mnie jak tuman kurzu w ulicznym wietrze. I jak brat. I masz moją córkę. Więc gdzie jesteś?

– O Jezu! – Rebus zamknął oczy i opuścił głowę na piersi. Poczuł jak dłoń Gill gładzi go po włosach.

Za oknem zaczynało już widnieć. Ptaki zdążyły już rozpocząć swój niezmordowany koncert. Rebus poczuł radość, że ich głosy wzywają go do powrotu do świata rzeczywistego. Przypominają, że w tym świecie zdarzają się też ludzie szczęśliwi. Choćby kochankowie, którzy właśnie budzą się w swoich ramionach, albo ktoś, dla kogo dziś jest pierwszy dzień urlopu, albo staruszka, która składa Bogu podziękowania, że wciąż żyje i może oglądać budzący się do życia świat.

– To była strasznie długa i mroczna noc dla mojej duszy – powiedział, próbując się otrząsnąć. – Okropnie tu zimno. Chyba znowu zgasło w piecu.

Gill wydmuchała nos i złożyła ręce.

– Nie, jest całkiem ciepło. Posłuchaj, John – mówiła powoli i głosem pełnym powagi – potrzebny nam dokładny rysopis tego człowieka. Zdaję sobie sprawę, że będzie to opis sprzed piętnastu lat, ale od czegoś trzeba zacząć. A potem musimy sprawdzić, co się z nim działo po twojej dez… po tym jak go opuściłeś.

– Jeśli te akta w ogóle jeszcze istnieją, to będą utajnione.

– I musimy całą tę historię opowiedzieć szefowi – ciągnęła dalej, jakby nie słysząc jego głosu. Miała wzrok wbity przed siebie. – Musimy znaleźć tego drania.

Rebus miał wrażenie, że w mieszkaniu panuje grobowa cisza, zupełnie jakby ktoś umarł. A przecież naprawdę było to coś w rodzaju narodzin, odrodzenie się jego pamięci. Pamięć o Gordonie. O wyjściu z tej zimnej, koszmarnej celi. O wykręceniu się plecami do…

– Czy jesteś pewien, że ten cały Reeve to ten, o którego nam chodzi? – spytał Michael, nalewając kolejną porcję whisky. Rebus pokręcił głową na wyciągniętą w jego kierunku szklankę.

– Dla mnie nie, dziękuję. W głowie mam zamęt. O tak, myślę, że możemy być zupełnie pewni tego, kto się za tym kryje. Te listy, te supełki i krzyżyki. Teraz to wszystko nabiera znaczenia. To cały czas było zupełnie jednoznaczne. Reeve musi mnie uważać za tumana. Od wielu tygodni wysyłał mi przecież wyraźne wskazówki, a ja nie potrafiłem ich odczytać… i pozwoliłem, żeby te dziewczynki zginęły… A wszystko dlatego, że nie potrafiłem stawić czoła faktom… oczywistym faktom…

Gill podeszła od tyłu i położyła mu ręce na ramionach. Rebus skoczył jak oparzony. Reeve? Nie, to tylko Gill, Gill. Potrząsnął przepraszająco głową. A potem wybuchnął płaczem.

Gill popatrzyła na Michaela, ale ten miał wzrok opuszczony. Znów przygarnęła Rebusa i tym razem nie pozwoliła się odepchnąć. Trzymała go w mocnym uścisku i szeptała, że to ona, Gill, jest obok niego, a nie jakiś upiór z przeszłości.

Michael obserwował to, myśląc z niepokojem, że znów się w coś wpakował. Nigdy przedtem nie widział płaczącego Johna. Ponownie ogarnęło go poczucie winy. Musi z tym wszystkim skończyć. Już mu to nie jest potrzebne. Schowa się gdzieś w jakąś dziurę i odczeka, aż jego łącznikowi znudzi się go szukać, a jego klienci znajdą sobie nowego dostawcę. Zrobi tak, i to nie ze względu na Johna, ale dla własnego dobra.

Traktowaliśmy go jak śmiecia, pomyślał, to prawda. Obaj ze starym traktowaliśmy go jak intruza.

Nieco później, z filiżanką kawy w ręce Rebus wyglądał na uspokojonego, jednak Gill nie spuszczała z niego wzroku i obserwowała go badawczo i z niepokojem.

– Jest jasne, że temu całemu Reeve’owi zupełnie odbiło.

– Być może – powiedział Rebus. – Ale jednego możemy być pewni: na pewno jest uzbrojony i na pewno jest gotów na wszystko. Był komandosem i należał do SAS. Więc jest twardy jak stal.

– Ty też taki byłeś, John.

– I dlatego to ja mam szansę go załatwić. Szef musi to zrozumieć, Gill. Musi mnie przywrócić do sprawy.

Gill zacisnęła usta.

– Nie jestem pewna, czy na to pójdzie – rzekła.

– To pieprzyć go. I tak znajdę tego sukinsyna.

– Zrób to, John – powiedział Michael. – Właśnie tak. Nie przejmuj się tym, co ci powiedzą.

– Mickey – odparł Rebus – jesteś teraz najlepszym bratem, jakiego mógłbym sobie wymarzyć. Słuchajcie, jest tu w ogóle coś do żarcia? Umieram z głodu.

– A ja padam z nóg – oznajmił Michael, wyraźnie z siebie zadowolony. – Czy miałbyś coś przeciwko temu, żebym się tu zdrzemnął z godzinkę czy dwie, zanim ruszę z powrotem?

– Ależ skąd, Mickey, idź się połóż u mnie w sypialni.

– Dobranoc, Michael – powiedziała Gill.

Wychodząc, Michael miał twarz rozpromienioną uśmiechem.

Supełki i krzyżyki. Kółko i krzyżyk. Było to wręcz bezczelne z jego strony. Reeve musiał go uważać za zupełnego tumana i na swój sposób się nie mylił. Przecież te nie kończące się partie, jakie rozgrywali, te wszystkie sztuczki i pułapki, jakie stosowali, a potem ich rozmowy o religii i te węzły, refowe i gordyjskie. No i Krzyż! Boże, jakiż był głupi, tkwiąc w złudnym mniemaniu, że jego przeszłość jest już tylko jak pęknięta i bezużyteczna skorupa, z której wyciekła cała duchowa zawartość. Jakiż był głupi.

– John, rozlewasz kawę.

Gill wniosła właśnie z kuchni talerz grzanek z serem. Rebus otrząsnął się.

– Proszę, zjedz to. Dzwoniłam już do komendy. Mamy tam być za dwie godziny. Już rozpoczęli poszukiwania Reeve’a. Powinni go znaleźć.

– Mam nadzieję. Och, Gill, daj Boże, żeby tak było.

Przytulili się. Zaproponowała, by oboje położyli się na kanapie. Zrobili to, nie zwalniając uścisku. Rebus nie mógł się pozbyć myśli, czy ta ponura noc, którą miał za sobą, nie stanie się czymś w rodzaju egzorcyzmu i czy jego przeszłość nie przestanie go już nawiedzać w sytuacjach erotycznych. Miał nadzieję, że tak. Ale oczywiście ani pora teraz, ani miejsce, by się o tym przekonać.

Gordon, przyjacielu, co ja ci zrobiłem?

24

Stevens był człowiekiem cierpliwym. Obaj policjanci stojący pod domem byli bardzo stanowczy: w tej chwili widzenie się z sierżantem Rebusem jest niemożliwe. Stevens wrócił więc do redakcji, napisał tekst do druku na trzecią w nocy, a potem wrócił pod dom Rebusa. W jego mieszkaniu wciąż paliło się światło, ale przed wejściem sterczało teraz dwóch nowych goryli. Stevens zaparkował po drugiej stronie ulicy i zapalił kolejnego papierosa. Wszystko zaczynało się ładnie splatać. Dwie oddzielne dotąd nitki łączyły się w jedną. Morderstwa i narkotyki wyraźnie coś z sobą łączyło, a kluczem do całości był Rebus. No bo, o czym może o tej porze rozmawiać z bratem? Może omawiają jakiś plan awaryjny. Boże, ile by dał, żeby być teraz muchą na ścianie w tym pokoju. Dałby wszystko. Znał londyńskich reporterów z Fleet Street, którzy stosowali w pracy skomplikowane urządzenia techniczne – pluskwy podsłuchowe na ścianach, super czułe mikrofony wielkiej mocy, podsłuch telefoniczny – i teraz przyszło mu do głowy, czy nie warto by zainwestować trochę pieniędzy w kupno takich urządzeń.