Выбрать главу

– Nic takiego, czym warto się przejmować, sir. Na pewno wkrótce wszystko się wyjaśni.

– Jak tak, to w porząsiu. Muszę tylko wyskoczyć do sklepu po gazetę i mleko. Zwykle na śniadanie jemy tosta, ale jakiś frajer zostawił w holu ze dwa tuziny świeżych bułek. No to se pomyślałem, że jak ktoś ich nie chce, to mnie się przydadzą. – Parsknął śmiechem, błyskając przy tym jasną czerwienią dolnego dziąsła. – Może wam coś przynieść ze sklepu?

Ale obaj policjanci patrzyli na siebie w milczącym zdumieniu zmieszanym z przerażeniem.

– Leć na górę – rzekł w końcu jeden z nich do drugiego. A potem zwrócił się do starego. – A pańskie nazwisko, sir?

Stary wyprostował się niemal na baczność, jakby znów był w wojsku.

– Jock Laidlaw – powiedział – melduje się na rozkaz.

Stevens z przyjemnością popijał czarną kawę. Pierwszy ciepły płyn od niepamiętnych czasów. Siedział w salonie, a oczy biegały mu po całym wnętrzu.

– Cieszę się, że mnie pan obudził – mówił właśnie Michael Rebus. – Muszę wracać do domu.

O tak, na pewno musisz, pomyślał Stevens. To na pewno. Rebus sprawiał wrażenie dużo bardziej rozluźnionego, niż się tego spodziewał. Rozluźniony, wypoczęty, bez żadnych oznak zdenerwowania. Wszystko to stawało się coraz dziwniejsze.

– Więc jak mówiłem, chcę panu tylko zadać kilka pytań.

Rebus usiadł, założył nogę na nogę i też pociągnął łyk kawy.

– Słucham.

– Pański brat przeżył ogromny szok.

– Tak.

– Ale myśli pan, że sobie z tym poradzi?

– Tak.

Stevens udawał, że coś zapisuje w notatniku.

– A noc miał spokojną? Dobrze spał?

– Właściwie to żadne z nas się nie wyspało. Nie wiem nawet, czy John się w ogóle położył. – Michael zmarszczył brwi. – Ale właściwie, to o co chodzi?

– Zwykłe rutynowe pytania, proszę pana. Sam pan rozumie. Musimy znać wszystkie szczegóły dotyczące osób zamieszanych w tę sprawę, jeśli mamy jaw ogóle rozwikłać.

– Ale przecież jest już chyba rozwikłana, nie?

Serce skoczyło Stevensowi do gardła.

– Jest? – usłyszał własny głos.

– A co, nie wie pan?

– Tak, oczywiście, tylko że i tak musimy zebrać wszystkie szczegóły…

– Dotyczące osób zamieszanych. Tak, wiem, już pan to raz powiedział. Czy mógłbym jeszcze raz rzucić okiem na tę pańską legitymację? Wie pan, tak na wszelki wypadek.

Dał się słyszeć dźwięk klucza w zamku wejściowych drzwi.

Chryste Panie, pomyślał Stevens, już wrócili.

– Posłuchaj-no – rzucił przez zęby – wiemy wszystko o twoim handelku prochami. Więc albo mi powiesz, koleś, kto za tym wszystkim stoi, albo pójdziesz za kratki na sto lat.

Twarz Michaela przybrała najpierw barwę bladoniebieską, potem szarą. Wydawało się, że usta zaczynają mu się otwierać i że padnie z nich jakieś słowo, to słowo, na które Stevens tak czekał.

Ale w tym momencie jeden z goryli wpadł do pokoju i wyszarpnął Stevensa z fotela.

– Nie skończyłem jeszcze kawy – zaprotestował reporter.

– Będziesz miał szczęście, kolego, jak ci, kurwa, karku nie skręcę – wysyczał policjant.

Michael Rebus podniósł się z miejsca, ale zachował milczenie.

– Nazwisko! – wrzasnął Stevens. – Podaj mi tylko jego nazwisko! Jak odmówisz współpracy, przyjacielu, to wszystko trafi na pierwszą stronę. Podaj mi nazwisko!

Krzyczał tak jeszcze prowadzony w dół po schodach. Aż do ostatniego stopnia.

– No dobra. To idę – powiedział w końcu, wywijając się spod ciężkiej policyjnej ręki na ramieniu. – Troszkę żeście, chłopcy, dali popalić, co nie? Tym razem przemilczę sprawę, ale następnym razem sprężcie się bardziej. Okej?

– Spierdalaj stąd w podskokach – syknął jeden z goryli.

Stevensowi nie trzeba było tego powtarzać. Wsiadł do samochodu, czując w głowie jeszcze większy zamęt i jeszcze silniejszą ciekawość niż dotąd. Boże, ależ był blisko. Tylko co ten hipnotyzer miał na myśli, kiedy powiedział, że sprawa jest już rozwikłana. Czyżby? Bo jeśli to prawda, to chce jako pierwszy znać wszystkie szczegóły. Nie przywykł zostawać tak bardzo w tyle. Zazwyczaj cała gra odbywała się pod jego dyktando. Nie, nie przywykł do czegoś takiego i wcale mu się to nie podobało.

Kochał mieć przewagę.

Tylko jeżeli sprawę już rozwikłano, to zostało mu bardzo mało czasu. Więc jeśli nie udało się wydobyć tego, co trzeba, od jednego brata, należy zwrócić się do drugiego. Pomyślał, że wie, gdzie go może znaleźć. Jego intuicja dziś go nie zawodziła. Czuł w sobie wenę.

25

– No cóż, John, wszystko to brzmi dość fantastycznie, ale wykluczyć tego nie można. W każdym razie to najlepszy trop, na jaki dotąd się natknęliśmy, choć trudno mi uwierzyć, że ktoś może być tak opętany nienawiścią, że posuwa się do zamordowania czterech niewinnych ofiar, tylko po to, by dostarczyć wskazówek odnośnie do ostatniej ofiary.

Mówiąc to, komisarz Wallace patrzył raz na Rebusa, raz na Gill Templer. Po lewej ręce Rebusa siedział Anderson. Ręce Wallace’a leżały nieruchomo na biurku, przypominając śnięte ryby. Przed nimi leżało samotnie wieczne pióro. Gabinet był duży i przestronny, oaza spokojnej i pewnej siebie egzystencji. W tym gabinecie rozwiązywano wszelkie problemy i podejmowano tylko słuszne decyzje.

– Naszym zadaniem jest znalezienie go. Jeżeli podamy to do publicznej wiadomości, to możemy go wystraszyć i przy okazji narazić na niebezpieczeństwo życie twojej córki. Z drugiej strony, zwrócenie się do społeczeństwa o pomoc daje szansę szybszego odnalezienia go.

– Przecież chyba nie ma pan zamiaru…! – Gill Templer z wszystkich obecnych w gabinecie była najbliższa wybuchu, ale Wallace uciszył ją gestem ręki.

– Na razie tylko głośno myślę, pani inspektor, wrzucam tylko kamyki do stawu.

Anderson siedział zmartwiały, ze wzrokiem wbitym w podłogę. Oficjalnie przebywał teraz na urlopie i był w żałobie, jednak uparł się, że chce mimo wszystko uczestniczyć w naradzie, a komisarz Wallace wyraził na to zgodę.

– Oczywiście ty, John – ciągnął Wallace – w żadnym razie nie możesz się dalej zajmować tą sprawą.

Rebus podniósł się z miejsca.

– John, siadaj, proszę. – Spojrzenie komisarza było otwarte, ale twarde, jak przystało na gliniarza z dobrej starej szkoły. Rebus usiadł. – Wiem doskonale, co teraz czujesz, możesz w to wierzyć lub nie. Ale stawka w tej grze jest zbyt wysoka. Zbyt wysoka dla nas wszystkich. A ty jesteś za bardzo emocjonalnie zaangażowany w całą sprawę, by zachować obiektywny osąd. Opinia publiczna natychmiast podniosłaby wrzawę, że stosujemy odwet. Przecież wiesz.

– Ja wiem tylko, że beze mnie Reeve nie zawaha się przed niczym. Jemu chodzi o mnie.

– Otóż to. Więc czy nie byłoby z naszej strony głupotą, gdybyśmy cię podali mu jak na talerzu? Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, i na pewno nie będzie to mniej, niż ty sam byś zrobił. Więc zostaw to nam.

– Od wojska niczego się nie dowiemy. Może pan być pewien, że nic nam nie powiedzą.

– Będą musieli. – Wallace zaczął bawić się piórem, jakby po to właśnie tam leżało. – W końcu u samej góry mają tego samego szefa, co my. Więc zostaną zmuszeni.

Rebus pokręcił głową.

– Oni ustalają własne prawa. SAS nawet nie bardzo podlega armii. Jeśli nie zechcą mówić, to proszę mi wierzyć, nie powiedzą ani słowa. – Rebus uderzył dłonią w blat biurka. – Nawet jednego pieprzonego słowa!

– John. – Dłoń Gill zacisnęła się na jego ramieniu w niemej prośbie, by zachował spokój. Ona sama też wyglądała na mocno poruszoną, umiała jednak zachować milczenie i tylko jej wygląd zewnętrzny świadczył o jej złości i frustracji. Jednak dla Rebusa liczyły się tylko czyny. Zbyt długo pozbawiony był kontaktu z rzeczywistością.