Выбрать главу

— Witaj, Johann — odezwał się widoczny na ekranie mężczyzna w ciemnym garniturze. — Na wypadek gdybyś mnie nie poznawał: jestem twoim wujem Hermannem, starszym i grubszym niż wtedy, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni.

Hermann Kurz miał szczerą, ujmującą twarz. Uśmiechnął się do Johanna, a potem ciągnął:

— Przyjechałem do Berlina, żeby spędzić tu weekend i spotkać się z tobą w pewnej ważnej i nie cierpiącej zwłoki sprawie. Gdybyś mógł, przyjedź do mnie do hotelu Schweizerhof na obiad albo kolację. Proszę, zadzwoń do mnie i daj znać, co postanowisz.

Nie przekazuję tej wiadomości bezpośrednio, gdyż nie chcę, żeby o naszym spotkaniu dowiedzieli się twoi rodzice. A przynajmniej nie teraz… Proszę cię, Johann, postaraj się przełożyć na inny termin sprawy, które możesz mieć, o ile to oczywiście możliwe. Zapewniam cię, że nasza rozmowa będzie dotyczyła spraw najwyższej wagi i dla ciebie, i dla twojej rodziny… Cieszę się, że będę mógł cię znów zobaczyć po tych wszystkich latach.

Zaskoczony Johann miał tylko kilka sekund na to, by pomyśleć o wuju Hermannie, kiedy domowy system przekazywania informacji wyświetlił automatycznie drugą wiadomość. Na ekranie ukazała się Eva siedząca na tapczanie w pokoju, którego Johann nie znał. Nacisnąwszy na urządzeniu do zdalnego sterowania przycisk z napisem PAUZA, Johann poszedł do kuchni, by napić się wody.

Kiedy wrócił, wciąż patrzyła na niego z ekranu nieruchoma twarz Evy. Kobieta była ubrana niedbale, w luźną białą bluzkę i niebieskie dżinsy. Johann stwierdził, że wygląda na bardzo zmęczoną, a jej oczy są zaczerwienione i opuchnięte.

Wiadomość od Evy została nagrana kilka godzin wcześniej, tego ranka, dokładnie za pięć dziesiąta.

— Zapewne się zastanawiasz, gdzie jestem i dlaczego nie wróciłam do domu — zaczęła, kiedy Johann uruchomił urządzenie. Zawahała się, ale z wysiłkiem ciągnęła: — Nie przyjechałam do domu, bo wydarzyło się coś zeszłej nocy, coś nieoczekiwanego, i myślałam, że powinnam ci o tym powiedzieć, zanim się znów zobaczymy.

Przerwała i zaczęła nerwowo wiercić się na tapczanie.

— Otwarcie wystawy zakończyło się olbrzymim sukcesem, Johannie — podjęła po chwili, z przymusem się uśmiechając. — Byłbyś ze mnie naprawdę dumny. Wszyscy prześcigali się w składaniu mi gratulacji. Na krótką chwilę wpadł nawet sam Herr Freisinger; byli także obecni wszyscy ważni przedstawiciele władz miejskich… Przyszedł też twój kuzyn, Ludwig, razem z nową sympatią, tą aktoreczką. Był zawiedziony, że się nie zjawiłeś.

Uwagę Evy odwrócił na chwilę ktoś, kogo nie było widać na ekranie. Johann usłyszał kobiecy głos.

— To Gena — wyjaśniła Eva. — Jest drugą projektantką. Widziałeś ją przelotnie w zeszłym miesiącu. Jestem w tej chwili w jej mieszkaniu i pozostanę tu, dopóki nie zadzwonisz.

Tak czy inaczej, kiedy oficjalna część otwarcia dobiegła końca, czułam się naprawdę podniecona. Gena, ja i Rolf Bachmann, kurator muzeum, oraz kilka innych osób, poszliśmy później na tańce. Wszyscy wypiliśmy za dużo, ale bawiliśmy się doskonale.

Znów przerwała. Wyglądało, jakby tylko z wielkim trudem powstrzymywała się od płaczu.

— Johannie — odezwała się w końcu. — Sama dobrze nie wiem, jak to się stało. Myślę, że mogłabym przypisać winę upojeniu, jakie mną owładnęło, ale czuję, że to byłoby zbyt proste… W każdym razie pod koniec zabawy Rolf zaprosił mnie do swojego domu, a ja mu nie odmówiłam.

Nie wiem, co mam teraz robić, Johannie — ciągnęła z dużym trudem. — Myślałam, że jeżeli opowiem ci o zeszłej nocy w ten sposób, może da ci to czas na przemyślenie wszystkiego, zanim porozmawiamy… Wiem, że skrzywdziłam ciebie i jest mi z tego powodu przykro, ale wiem też, że nadal cię kocham… Proszę cię, zadzwoń do mnie i pomóż mi wybrnąć z tej sytuacji.

Johann popatrzył na zegarek. Było wpół do czwartej. Za pół godziny miał się spotkać z Evą i Rolfem w swojej ulubionej kawiarni na Unter den Linden, niedaleko muzeum. Johann całkiem świadomie wybrał na tę rozmowę miejsce publiczne, chcąc zminimalizować prawdopodobieństwo urządzenia nieprzyjemnej sceny. Cieszył się, że spotkają się w trójkę, gdyż to dawało mu szansę pokazania pamiętników Helgi Weber, a przecież Rolf był kustoszem muzeum.

Był zdumiony, jak łatwo przyszło mu podjąć decyzję o zakończeniu związku z Evą. Wcześniej tego popołudnia doszedł do wniosku, że jej przelotny flirt z Rolfem może być dla niego doskonałą szansą wyplątania się z zażyłości, która jego zdaniem stawała się ciężarem dla nich obojga. Pomyślał, że gdyby nie ten flirt, ich rozpadający się i bez tego związek mógłby ciągnąć się jeszcze przez długie miesiące. Prawdę mówiąc, ta noc spędzona przez Evę z Rolfem oszczędziła im mnóstwa cierpień.

Johann był z natury ostrożny w dokonywaniu jakichkolwiek ważnych zmian w swoim prywatnym życiu. To sprawiło, że ostatnie minuty przed spotkaniem, jakie spędził w mieszkaniu, poświecił na ponowne rozważenie myśli i uczuć mających wpływ na decyzję o zerwaniu z Evą.

Usiadłszy w ustawionym w salonie wygodnym fotelu, przez jakiś czas wpatrywał się w stojące przed nim zdjęcie, przedstawiające jego i Evę uśmiechniętych, na plaży w Portugalii. Na początku wszystko było takie proste — pomyślał. — Tak dobrze było nam ze sobą, zwłaszcza w łóżku. Nie starał się nawet ukryć przed sobą, że najbardziej będzie mu brakowało właśnie tego aspektu ich zażyłości. Wprawdzie nie kochali się już codziennie, jak to mieli zwyczaj robić w ciągu pierwszych miesięcy ich związku, ale nadal sypiali ze sobą trzy czy cztery razy w tygodniu, regularnie jak w szwajcarskim zegarku. Działo się tak głównie dlatego, że Eva, nie starając się nawet ukryć swoich obaw, wierzyła, iż każdy ich stosunek stanowi potwierdzenie trwałości łączącego ich związku.

Była miłą i inteligentną partnerką — pomyślał Johann, rozważając w myślach zalety Evy. — Spędziliśmy razem wiele fantastycznych wieczorów w restauracjach, teatrach czy na przyjęciach u przyjaciół. Nie mieliśmy właściwie żadnych problemów, dopóki…

Prawdę mówiąc, dopiero w tej chwili Johann zauważył, że dynamika jego związku uległa zmianie, z chwilą kiedy Eva podjęła pracę w Muzeum Trzeciej Rzeszy. Ta praca zupełnie ją odmieniła. Przedtem zajmowała się zwykłymi, mniej lub bardziej rutynowymi projektami, wykonywanymi przeważnie na zlecenie firm reklamowych. Wyglądało wówczas na to, że nie poświęca tym projektom większej uwagi. Jej ambicje rozbudziło dopiero podjęcie samodzielnej i odpowiedzialnej pracy w muzeum. To zajęcie pozwoliło jej uwierzyć we własne siły i poczuć dumę z zainteresowania okazywanego przez innych ludzi.

Na początku Eva bardzo często zabierała swoje projekty do domu i mówiła Johannowi, co robi w nowej pracy. Słuchał jej uważnie i jego zainteresowanie przez jakiś czas sprzyjało umocnieniu ich związku. Kiedy jednak zapoznał się lepiej z charakterem jej pracy i zaczął mówić, co o niej naprawdę sądzi, zaczęły się awantury.

Johann dobrze pamiętał zdumienie i irytację, jakie odczuł tego wieczoru, kiedy Eva po długiej dyskusji podczas obiadu oświadczyła mu, że obchodzi ją tylko estetyczna strona jej wystaw, a ich merytoryczne aspekty zupełnie jej nie interesują. Traktowała swój projekt wystawy pokazujący to wszystko, co się działo w Oświęcimiu, Treblince czy Sobiborze, wyłącznie w kategoriach rozmieszczenia eksponatów i ich oświetlenia, nie zwracając wcale uwagi na kryjące się za nimi bestialstwo. Tamten wieczór zakończył się pełną goryczy reprymendą Johanna, która doprowadziła ją do szału. Ilekroć później sądziła, że Johann krytykuje jej nową pracę, zawsze dochodziło miedzy nimi do gwałtownych kłótni.