— Trzeba tylko pozmieniać obwody logiczne sterujące pracą tych HY442, gdyż w przeciwnym razie nigdy nie będziesz mógł uzyskać rozsądnych czasów bezawaryjnej pracy — oświadczył w pewnej chwili. — Mają tam jeden taki układ, który jest szczególnie narażony na uszkodzenia. Dodaliśmy kiedyś po jednym hiperobwodzie K93 do każdego HY442 w robotach spychaczy i udało się nam wycisnąć dwukrotnie większe wartości czasu miedzy awariami… Jeszcze lepiej, czy przypadkiem te kombajny nie mają w swoich komputerach nawigacyjnych elementów QC14? Można wziąć takie dwa, przełączyć pięć obwodów i zrealizować wszystkie funkcje spełniane przez HY442.
Johann był oszołomiony wiedzą tego człowieka. I choć uznał jego maniery za dość szorstkie, doszedł do wniosku, że chyba będzie mógł z nim współpracować. W swojej krótkiej karierze zawodowej spotkał się już z kilkoma drażliwymi geniuszami.
— A więc — odezwał się chcąc zakończyć rozmowę — ma pan jeszcze jakieś pytania na temat tej pracy?
— Taa — odparł lekceważąco al-Kharif. — Opowiedz mi coś o innych ludziach, z którymi przyjdzie mi się kontaktować… Uprzedzam cię, że nie lubię pracować z dziwkami, zwłaszcza wyszczekanymi.
Johann był wstrząśnięty. Wahał się przez kilka sekund, zanim odpowiedział:
— Panie al-Kharif — odezwał się, wolno cedząc słowa. — Muszę panu powiedzieć, że uważam pańskie częste nazywanie kobiet „sukami” czy „dziwkami” za obraźliwe, żeby nie użyć bardziej dosadnego słowa. Kilka osób z personelu inżynieryjnego w Valhalli to kobiety, a ja nie pozwolę…
— Rozumiem, co mi chcesz powiedzieć, Asie — przerwał mu szorstko al-Kharif. — To dobrze o tobie świadczy. Nie dyskryminujesz kobiet. — Mogę z nimi pracować, jeżeli muszę, dopóki są kompetentne i za bardzo się nie obnoszą ze swoją kobiecością. Nie mogę tylko znieść siks, które twierdzą, że od tysiącleci są dyskryminowane i dlatego przy zmianach pracy i awansach powinny mieć pierwszeństwo przed mężczyznami.
Johann wstał i obszedł stół. Potrząsnął dłonią al-Kharifa, która okazała się bardzo wiotka. Mały Arab sięgał mu zaledwie do piersi.
— Mam zamiar podjąć decyzję w ciągu najbliższych kilku dni — powiedział. — Zawiadomię pana bez względu na to, czy będzie pozytywna, czy negatywna.
— Tylko nie wyobrażaj sobie, że ponieważ jesteś o tyle wyższy ode mnie, będę się ciebie bał lub cię szanował — rzekł na pożegnanie al-Kharif. — Możesz być sobie szefem, ale i tak wiem, kto z nas dwóch jest mądrzejszy.
No nie, do tego wszystkiego jeszcze kompleks niskiego wzrostu — pomyślał Johann, przyglądając się, jak Arab wychodzi z pokoju.
Podczas jazdy powrotnej pociągiem do Mutchville Johann myślał o Yasinie al-Kharifie. Rozważał argumenty za i przeciw. Nie podjął jednak żadnej decyzji, gdyż przez cały czas drogi rozpraszały go błazeństwa trójki młodych kobiet. Siedziały o dwa rzędy foteli przed nim, po drugiej stronie przejścia, i co chwilę wybuchały głośnym śmiechem. Jedna z nich, pełna życia blondynka, której drugie włosy układały się w godne podziwu loki, uśmiechała się kokieteryjnie do Johanna za każdym razem, kiedy spojrzał w jej stronę. Mniej więcej piętnaście minut przed wjazdem pociągu do zewnętrznej kopuły w Mutchville, blondynka wstała i podeszła do Johanna.
— Przepraszam — powiedziała. — Ja i moje przyjaciółki zastanawiałyśmy się… Czy jest pan żonaty?
— Nie — odparł Johann zachęcająco się uśmiechając.
— Hej, dziewczyny! — zawołała natychmiast blondynka do koleżanek. — Miałam rację. Jest kawalerem!
Przez pozostałą część drogi blondynka, młoda Dunka o imieniu Margretha siedziała obok Johanna, bezwstydnie go uwodząc. Jej dwie przyjaciółki zajęły miejsca po drugiej stronie przejścia i przyłączyły się do beztroskiej konwersacji. Rozmawiali o zbliżających się świętach Bożego Narodzenia, o przyjęciach i znajomych w Mutchville. Młode kobiety również wracały z Alcatraz. Odwiedzały tam koleżankę ze studiów, która miała pecha, dając się przyłapać poza Inną Strefą z niewielką ilością „miękkich” narkotyków.
— A co ty robiłeś w Alcatraz? — zapytała Johanna Margretha. — Czy jesteś może jednym ze strażników?
Kiedy Johann oświadczył, że odwiedził kolonię karną, żeby odbyć rozmowy z niektórymi więźniami w sprawie zatrudnienia ich w Valhalli, młode damy zasypały go gradem pytań. Z odpowiedzi Johanna dowiedziały się jednak, że nie spędził dużo czasu w Mutchville i że pozostanie tam jeszcze najwyżej kilka dni. Młode kobiety kontynuowały uprzejmą rozmowę, dopóki pociąg nie zatrzymał się na stacji, ale kiedy stało się jasne, że znajomość z Johannem nie będzie długotrwała, młoda Dunka przestała go kokietować. Johann pożegnał się zmaz pewnym smutkiem.
Kiedy opuścił stację i ruszył w stronę hotelu, zdał sobie nagle sprawę, że rozpaczliwie potrzebuje kontaktu seksualnego z jakąś kobietą. Flirt z Margretha i Anną, początkowa reakcja na wdzięki Ludmiły Krasovec, a nawet nie wypowiedziane aluzje w rozmowie z Vivien podczas jazdy pociągiem do Mutchville — wszystko wskazywało, że jego celibat zaczyna być trudny do zniesienia.
Ale co mogę w tej sprawie zrobić? — zapytał sam siebie. Przypomniał sobie ostatni stosunek, przelotną, trwającą jedną noc przygodę, jaką miał z tą zuchwała belgijską badaczką, tuż przed jej wyjazdem z Valhalli na badania marsjańskich podbiegunowych lodów. Był zdumiony, kiedy policzył, że od tamtej nocy upłynęło już dziewięć miesięcy. Nic dziwnego, że tak trudno jest mi się skoncentrować na sprawach związanych z pracą — pomyślał.
Nie przestając rozmyślać o kobietach, Johann skręcił w ulicę prowadzącą do hotelu. Nagle, po prawej stronie, na jednym z domów zobaczył migający w ciemnościach mały neon. BALKONIA — REZERWACJE, głosił napis.
Johann zatrzymał się, nie spuszczając spojrzenia z neonu. Pamiętał świetnie rozmowę, jaką odbył z Narongiem na krótko przed wyjazdem z Valhalli. Jego przyjaciel, który nie miał takich zahamowań seksualnych, jakie Johann widocznie odziedziczył po swoich bliskich przodkach, wychwalał pod niebiosa zalety tego właśnie domu publicznego o nazwie „Balkonia”, twierdząc, że poziom jego usług jest wyższy nawet w porównaniu ze słynnym Ośrodkiem Xanadu w pobliżu Chiang Rai, gdzie spędził dzieciństwo.
— Balkonia jest bardzo droga — powiedział mu wówczas Narong. — Ale nie będziesz żałował ani jednego wydanego centa. Jest najlepszym burdelem w Innej Strefie… Kiedy dokonujesz rezerwacji, mówisz im, czego pragniesz, a oni, chłopie, wywiązują się z zamówienia.
Johann w końcu się zdecydował. Kiedy wszedł przez drzwi znajdujące się pod neonem, usłyszał cichą melodyjkę. Pomieszczenie, w którym się znalazł, przypominało mu poczekalnię lekarza. W małym pokoju ujrzał ekran telewizyjny, elektroniczny czytnik, a w kącie stojak z czasopismami i dyskami informacyjnymi. W bocznej ścianie zobaczył szybę, a przed nią mały kontuar. Po kilku sekundach za szybą pojawiła się atrakcyjna kobieta w nienagannie skrojonym służbowym kostiumie.
— Czy mogę panu pomóc? — zapytała uprzejmie Johanna. Johann zbliżył się do szyby.
— Możliwe… — zaczai nerwowo. — Chciałbym na początku zapytać o świadczone tu… usługi.
— Nigdy jeszcze pan tutaj nie był? — zapytała kobieta.
— Nie — odrzekł Johann. — Ale lalka razy przychodził tu jeden z moich przyjaciół. Bardzo chwalił poziom świadczonych przez „Balkonie” usług. Chyba rozumiem, jak działacie, ale nie wiem…
— Na początku zaproponuję panu obejrzenie naszego wideogramu informacyjnego — powiedziała podając mu przez okienko w szybie mały sześcian. — „Balkonia” jest instytucją niezwykłą, jedyną w swoim rodzaju. W tym sześcianie znajdzie pan odpowiedzi na większość pytań.