Выбрать главу

— Niech ci będzie — odezwał się z goryczą Yasin. — Straciłeś właśnie najlepszego pieprzonego inżyniera, jaki kiedykolwiek harował w tej dziurze. Oświadczam ci, że kiedy ten pociąg odjedzie, będę jednym z jego pasażerów. Znam prawo na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie możesz zatrzymać mnie tu wbrew mojej woli.

— Nie, Yasinie, nie mogę — przyznał Johann. — Ale dopilnuję, żeby protokoły z dzisiejszej rozprawy i z tej rozmowy zostały przewiezione tym samym pociągiem i wręczone przedstawicielom władzy w Mutchville. Biorąc pod uwagę twoje wcześniejsze wyczyny, nie oczekiwałbym, że sędziowie okażą się wyrozumiali.

— A jednak zaryzykuję, Asie — mruknął Yasin. — Ktoś mi mówił, że w Mutchville nie ma już żadnych przedstawicieli władzy.

Nie starając się ukryć wściekłości, wybiegł z gabinetu.

Mimo oświadczenia Narongowi, że pragnie przez jakiś czas być sam, Johann spędził resztę popołudnia prowadząc rozmowy z czwórką najbardziej zasłużonych pracowników, którzy wyrazili chęć odjazdu z Valhalli. Namawiał ich do pozostania tak długo, że w końcu zdołał ich przekonać, że w ich własnym, najszerzej pojętym interesie, jest nierezygnowanie z dalszej pracy. Ci, którzy zamierzali odjechać, wywiązali się z zawartych kontraktów. Ich wyprawa do Mutchville miała być tylko pierwszym krokiem na długiej i trudnej drodze, której koniec oznaczał powrót do ojczyzny. Zgoda na pozostanie w Valhalli była więc przyznaniem, że w najbliższej przyszłości nie istnieje prawie żadna szansa odlotu z ogarniętego chaosem Mutchville najpierw na Fobosa, a później na Ziemię. Namawiając pracowników do zostania, Johann podkreślił fakt, że ValhaUi nie opanowała jeszcze anarchia, jaka ogarnęła inne kolonie ludzkie na planecie. Ważne było również to, że placówka stała się niemal samowystarczalna. Każdemu z wahających się radził, żeby został w stosunkowo bezpiecznej Valhalli do czasu poprawy sytuacji gospodarczej.

Chociaż Beatrice i Vivien zgodziły się przenocować w apartamencie Johanna, on sam dopiero późnym wieczorem znalazł czas, żeby z nimi porozmawiać. Przedtem obie kobiety zajmowały się sprawdzaniem, czy pozostałe osoby z ich grupy czują się dobrze w przydzielonych im pomieszczeniach. Obu zakonnicom towarzyszyło troje innych michalitów: brat Ravi, urodziwy młody Tamil, którego przodkowie byli Drawidami, oraz siostra Nuba i brat Jose (Johann zdążył poznać już i ją, i jego, gdy rozmawiał z Vivien podczas swojej ostatniej podróży do Mutchville). Cała trójka wprowadziła się do mieszkań opuszczonych przez troje Valhallan. Jednym z nich był

Yasin, który razem z pozostałymi wyjechał pociągiem. Beatrice i Vivien, przyglądające się odjazdowi, powróciły do mieszkania Johanna ponad godzinę później.

Chociaż obie zakonnice były zmęczone, bardzo chciały porozmawiać z gospodarzem; Johann przygotował więc do picia jakiś ciepły napój zawierający głównie wodę, lekko aromatyzowaną nie nadającymi się do jedzenia częściami cieplarnianych owoców i jarzyn. Kiedy skończył, postawił dzban z napojem na małym stoliku ustawionym w kącie salonu.

— Byłyśmy, rzecz jasna, zafascynowane tym wszystkim, co zapisała w swoim pamiętniku doktor Won — zaczęła Beatrice. — A szczególnie jej opisem spotkania z aniołami. I siostra Vivien, i ja, jesteśmy pewne, że to kolejny dowód na to, iż Bóg ma dla nas na Marsie jeszcze jakąś pracę.

Johann uśmiechnął się. Zdążył już zapomnieć, jak bardzo odprężał go niezwykły pogląd siostry Beatrice na te sprawy.

— Kolejny dowód? — zapytał tylko.

— Tak, bracie Johannłe — stwierdziła zakonnica z charakterystyczną dla siebie żarliwością. — Dopiero przed dwoma tygodniami otrzymaliśmy w końcu wiadomość z Sieny. Dotarła do nas z kilkumiesięcznym opóźnieniem, spowodowanym zapewne kłopotami z łącznością miedzy Marsem a Ziemią. Wiadomość zawierała informację, że i ja, i siostra Vivien zostajemy przeniesione w inne miejsce.

— Siostra Beatrice została mianowana biskupem Montevideo — dodała Vivien. — To bardzo odpowiedzialne stanowisko. W Urugwaju mamy tysiące zakonnic i zakonników.

— Gratuluję — odezwał się natychmiast Johann. — Musicie być tym zachwycone.

— Jestem wdzięczna, że przełożeni zakonu michalitów tak wysoko oceniają naszą pracę — odrzekła Beatrice. — Muszę jednak powiedzieć, że nie spodziewałam się przeniesienia na Ziemię. Nigdy nie myślałam o odlocie z Marsa. Po przybyciu więźniów z Alcatraz sytuacja w Mutchville stała się bardzo trudna, a my robiliśmy tam wiele, żeby ulżyć losowi najbiedniejszych ludzi…

— Przepraszam — wpadł jej w słowa Johann. — Nie rozumiem… Co wydarzyło się w Alcatraz?

— Więźniowie przejęli władzę nad całą kolonią karną — oznajmiła Vivien. — Zabili wszystkich strażników, którzy jeszcze tam pozostali, i rozdzielili między siebie broń, jaką udało im się znaleźć. Później porwali pociąg, przyjechali do Mutchville i opanowali kilka dzielnic w zachodniej części miasta.

— Nie miałem pojęcia, że sytuacja wygląda tak tragicznie — mruknął Johann.

— Bóg narażał moje życie na niejedno niebezpieczeństwo — powiedziała siostra Beatrice po krótkiej przerwie, spowodowanej odezwaniem się Johanna. — Domyślam się, że to przeniesienie jest częścią Jego planu uświadomienia mi, że w żadne Jego przedsięwzięcie nie powinniśmy tak bardzo się angażować. Mimo to uważam, że mam wciąż tu, na Marsie, mnóstwo pracy. Prosiłam Boga, żeby powiedział mi, jak najlepiej mogę wykorzystać czas, który jeszcze mi został. Siostra Beatrice spróbowała napoju przyrządzonego przez Johanna.

— Nie jest tak źle, bracie Johannie — powiedziała. — Ty też nauczyłeś się, jak najlepiej wykorzystywać wszystko, czym dysponujesz. Byłbyś doskonałym zakonnikiem.

— Dziękuję, siostro Beatrice — odparł Johann.

— W ubiegłym tygodniu moje modlitwy zostały wysłuchane — ciągnęła siostra Beatrice. — Któregoś dnia, podczas porannej medytacji, kiedy było jeszcze ciemno, klęczałam na dworze pod ustawionym na tyłach kościoła dużym posągiem świętego Michała. Nagle mimo że miałam zamknięte oczy, poraziło mnie jasne światło. Kiedy powoli uniosłam powieki, ujrzałam unoszącą się nad głową świętego chmurę świecących kulek. Byłam tak przepełniona radością, że natychmiast podziękowałam Bogu za zesłanie mi anioła, który będzie mi wskazywał drogę.

Podniosłam się z klęczek i okrążyłam statuę, nie spuszczając spojrzenia z chmury świetlistych cząstek. Stwierdziłam, że tańczą w obrębie chmury, przemieszczając się we wszystkie strony. Dopiero jednak kiedy zatrzymałam się przed posągiem, rozpoznałam kształt, jaki przybrał anioł. To była szyba twojego kosmicznego hełmu, bracie Johannie, dokładnie taka sama, jaką pozostawiłeś u nas przed odjazdem z Mutchville!

Johann okazał zdziwienie, ale nie odezwał się ani jednym słowem.

— Pobiegłam w końcu do kościoła i obudziłam Vivien — rzekła Beatrice z uniesieniem widocznym na twarzy. — Niestety, zanim powróciłyśmy, anioł zdążył zniknąć… Jeszcze tego samego dnia zaczęłam dyskutować z Vivien, czy to, co zobaczyłam, miało oznaczać, że powinnyśmy wyruszyć w drogę, by zobaczyć się z tobą. Kiedy dwa dni później nasz zakonnik pełniący służbę w ośrodku łączności przeczytał te wyjątki z pamiętnika doktor Won, upewniłyśmy się, że to Bóg wzywa nas, byśmy pojechały do Valhalli.

— Och, bracie Johannie — rzekła podniecona Beatrice. — Musimy się udać na ten lodowiec, i zobaczyć te wszystkie cuda stworzone ręką Boga.

— Już to zrobiłem, siostro Beatrice — oznajmił Johann. — Prawdę mówiąc, dzisiaj rano powróciłem z wyprawy w tamte strony.