Выбрать главу

— Do zobaczenia w Pradze, Mayu.

— A revoir, Paul. — Maya pomachała mu ręką. Drzwi zamknęły się z poświstem pneumatyki.

* * *

Maya spędziła w Stuttgarcie trzy przedziwnie bolesne dni. Jak duch wędrowała przez place przypominające plastry miodu, niczym upiór pojawiała się w przedziwnie liberalnych centrach aptekarskich. Znalazła się w pociągu do Pragi i padła na strąk, otoczona ciszą i samotnością. Tak dobrze czuła się zamknięta w znajomym środowisku poruszającego się błyskawicznie pociągu. Drżała od hormonów i szoku kulturowego, a poza tym nie odżywiała się właściwie. Z każdą mijającą godziną poznawała nowe płaszczyzny doświadczeń, głębokie somatyczne przestrzenie, których nie opisywały znajome słowa, takie jak „głód” lub „zmęczenie”.

Kusił ją sen, lecz tłumacz, który nadal tkwił w jej prawym uchu, zaczął nagle śpiewać. Najpierw cicho, dalekim ptasim świergotem, potem coraz głośniej. Ponieważ tłumacz nigdy się jeszcze nie zepsuł, więc nie zaskoczyło jej kiedy muzyka urwała się w pół tonu czymś w rodzaju melodyjnego chrząknięcia i odezwał się głos.

— Dzień dobry, użytkowniczko Mayu.

— Dzień dobry — odpowiedziała Maya.

— To interkatywna wiadomość adresowana do ciebie z Ohrschmuck Enterprises w Bazylei. Jesteśmy wynalazcami i producentami używanego przez ciebie naszyjnika-tłumacza. Czy nas rozumiesz? Proszę, potwierdź to, odpowiadając ustnie „Tak, rozumiem” w twym ulubionym języku, angielskim.

— Tak, rozumiem.

Maya rozejrzała się po wagonie. Mówiła głośno, do nikogo, nikt z pasażerów nie uznał jednak tego zachowania za zachowanie niezwykłe. Oczywiście, ludzie ci założyli, że używa netlinku.

— Użytkowniczko Mayu, używasz naszego naszyjnika od dwóch tygodni. Wykorzystałaś jego znajomość angielskiego, włoskiego, czeskiego, niemieckiego i francuskiego. Mamy nadzieję, iż zgodzisz się z naszym twierdzeniem, że tłumaczenie następowało natychmiast i było dokładne.

— Tak, oczywiście.

— A czy zwróciłaś uwagę na wspaniałe wykonanie naszyjnika? Nie ma nic łatwiejszego od skopiowania prostego projektu w miedzi i krzemie, nam jednak bardziej odpowiada klasyczna uroda prawdziwej biżuterii. Ohrschmuck dumne jest z tego, iż kontynuuje tradycje europejskiego rzemiosła. Fakt, że używasz naszego shareware’u dowodzi, iż jesteś wyrafinowaną kobietą o wytrawnym guście. W dzisiejszych czasach każdy potrafi dostarczyć turystycznego tłumacza. Ohrschmuck oferuje ci jednak pełną bibliotekę współczesnych europejskich języków, wraz z własnymi segmentami słownikowymi współczesnego slangu i argot. Niełatwo jest dorównać naszemu poziomowi usług językowych.

— Chyba macie rację.

— Skoro uznałaś, że nasz shareware’owy naszyjnik dorasta do twych prywatnych standardów, uważamy, że podjęte przez nas wysiłki, by cię zadowolić, przyniosły sukces i powinny zostać opłacone. Czy nie wydaje ci się, że tak właśnie jest, użytkowniczko Mayu?

— A czego dokładnie ode mnie chcecie?

— Jeśli prześlesz nam siedemset marek, dopilnujemy, by twój tłumacz wyposażony został w najnowsze moduły językowe. Zarejestrujemy cię także w naszej firmie, wykonamy usługi osobiste oraz odpowiemy na wszystkie pytania użytkownika.

— Z pewnością wyślę wam pieniądze… jeśli kiedykolwiek zdobędę tak wielką sumę.

— Uważamy, że nasz produkt wart jest tych pieniędzy, użytkowniczko Mayu. Ufamy, że nam zapłacisz. Prowadzimy interes oparty na obopólnym zaufaniu. Wiemy, że nam zaufałaś, w końcu przecież umieściłaś nasz produkt przy bębenku prawego ucha — bardzo wrażliwej i intymnej tkance. Jesteśmy pewni, że wzajemny szacunek doprowadzi do naszej długotrwałej i owocnej współpracy. Informacje na nasz adres sieciowy przesyłać można z każdego miejsca na świecie. Opłatę możesz uiścić gotówką. Z niecierpliwością czekamy na twoją odpowiedź.

* * *

W Pradze znalazła się o północy, uzbrojona w plecak i torbę na zakupy, oszołomiona, wyczerpana, z obolałymi nogami, cierpiąca. Praga wydala się jej po prostu cudowna — solidna, nieorganiczna, obecna i wspaniale wręcz stara. Ulica Bartolomějskă wyglądała cudownie. Stary budynek wyglądał cudownie.

Zatrzymała się przed drzwiami pracowni Emila, a potem weszła na górę i zastukała do drzwi pani Najadovej.

— O co chodzi? — spytała pani Najadová, przerwała i obejrzała sobie Mayę od góry do dołu. — Co on ci zrobił?

— W każdym miesiącu jest kilka takich dni, podczas których kobieta chce mieć trochę czasu dla siebie, ale on tego nie rozumie.

— Och, co to za obrzydliwy bezmyślny brutal! Jakież to do niego podobne! Wejdź. Wejdź, proszę. Nie przeszkadzasz, ja tylko oglądałam telewizję.

Pani Najadová usadziła Mayę na kanapie. Okryła ją kocem, przyniosła poduszkę ogrzewającą, zrobiła frappé. Potem usiadła na bujanym fotelu, radośnie bawiąc się notebookiem, podczas gdy telewizor przemawiał stłumiona czeszczyzną.

Mieszkanie pani Najadovej pełne było wiklinowych koszyków, dzbanków, naczyń, butelek, dekoracyjnych przedmiotów z surowego drewna, ptasich jaj, półartystycznych drobiazgów. W błękitnym szklanym wazonie stał bukiet szklarniowych lilii. Nie brakowało też nostalgicznych pamiątek po panu Najadzie, potężnie zbudowanym mężczyźnie o sympatycznym uśmiechu, który, jak się zdaje, kochał przede wszystkim narty i wędkarstwo. Sądząc po sportowych ubraniach, w których figurował na zdjęciach, zmarł lub odszedł od żony najmarniej dwadzieścia lat temu.

Patrząc na fotografie pana Najada Maya poczuła zalewającą ją wielką falę współczucia dla wszystkich kobiet, które wyszły za mąż na całe ludzkie życie, żyły i kochały wiernie przez cale ludzkie życie, a w końcu przeżyły własne człowieczeństwo. Dla wszystkich rzeczywistych wdów, wdów wirtualnych, kobiet poszukujących wdowieństwa i tych, które zostały wdowami bez chęci i bez swej winy. Można przeżyć seksualność, ale nie można się od niej uwolnić, tak jak nie sposób uwolnić się od dzieciństwa.

Zaśpiewał złoty ptaszek spoczywający na jej piersi. Ostatnio wyśpiewywał godziny cichym lecz przenikliwym kukaniem kukułki, najwyraźniej taktownie przypominając właścicielce o niezapłaconym rachunku. Włożyła go do ucha. Natychmiast zabrał się za przekładanie tekstu z telewizora.

— Tak naprawdę jest to przykład ontologicznej próżni — powiedział telewizor głosem Aquinasa, psa z niemieckiego talk show. Głos psa dubbingowany był po czesku. — To, co nazywam mą inteligencją ma swe źródło w trzech światach. Istnieje moja własna, psia świadomość. Istnieje zewnętrzna wobec mnie, sztuczna sieć inteligencji. Istnieje wreszcie sieć układów wewnętrznych, wrośniętych w wolne miejsca mego psiego mózgu i zaprogramowanych na ludzki język. Wśród owej trójdzielnej inteligencji, jak mam szukać swej tożsamości? Czy jestem urządzeniem peryferyjnym komputera, czy też psem wyposażonym w cybernetyczną nieświadomość? Co więcej, ile z tego, co nazywam „myślą”, jest w rzeczywistości tylko urządzeniem wyposażonym w język?

— Wydaje mi się, że każdy gospodarz talk show sam musi odpowiedzieć sobie na te pytania — powiedział uprzejmie gość.

— Mam niezwykłe zdolności intelektualne — mówił dalej Aquinas. — Potrafię na przykład rozwiązywać problemy matematyczne w zasadzie na każdym poziomie komplikacji. A jednak mój psi umysł jest praktycznie niezdolny do rozumowania liczbowego. Rozwiązuję problemy, nic z nich nie rozumiejąc.