Выбрать главу

— Kiedy wyjeżdżamy do Rzymu? — spytała Maya.

— Rano. Wcześnie rano.

— Czy mogę posiedzieć tu, czekając na pana?

— Jeśli obiecasz zgasić świece — powiedział Novák i poszedł na piętro. Po dziesięciu minutach jego ramię zeskoczyło po schodach i zgrabnie odłożyło się na miejsce.

* * *

Rano wyjechali do Rzymu. Pani Nováková spakowała mężowi gigantyczną torbę na ramię. Novák nie pofatygował się zabrać swej sztucznej ręki.

Maya włożyła plecak. Dzielnie zaproponowała, że poniesie torbę Nováka. Novák podał ją jej natychmiast. Torba ważyła chyba z pół tony.

Następnie Novák wstał z wielką niechęcią, otworzył drzwi domu z głębokim wahaniem, zrobił trzy krótkie kroki po wiekowym chodniku i wsiadł do bardzo nowoczesnej, bardzo błyszczącej limuzyny. Maya włożyła torbę i plecak do bagażnika, po czym też wsiadła do limuzyny, która ruszyła natychmiast, bardzo cicho i bardzo sprawnie.

— Dlaczego pańska żona nie jedzie z nami do Rzymu? — spytała.

— Och, to wyjazd w interesach, będzie przeraźliwie męczący, ale jest, niestety, absolutnie obowiązkowy. Takie rzeczy ją nudzą.

— Od jak dawna jesteście małżeństwem?

— Od 1994 roku. — Novák chrząknął. — Teraz tylko z nazwy jest to małżeństwo. Żyjemy jak brat i siostra. — Pogładził się po brodzie. — Nie, to niewłaściwe określenie. Przeżyliśmy już uciążliwości różnic płci. Żyjemy jak lew z barankiem.

— Bardzo rzadko spotyka się małżeństwo trwające przez sto lat. Musicie być z niego bardzo dumni.

— Nic nie jest niemożliwe. Jeśli ludzie wybaczą sobie tę straszną wulgarność intymnego pożądania… cóż, Milena i ja, oboje jesteśmy kolekcjonerami. Nienawidzimy wyrzucać rzeczy.

Novák sięgnął swą jedną ręką do kołnierzyka i wyjął netlink. Wystukał adres sieciowy.

— Halo? — warknął. — Och, voice mail, co? — Przeszedł na czeski. Mówił gniewnie. — Nadal mnie unikasz? No więc posłuchaj, co mam ci do powiedzenia, ty tępy trutniu. To niesłychane… niemożliwe… żeby wiekowy inwalida bez prawego ramienia, zapomniany przez świat i ludzi, pozbawiony pracowni i jakiejkolwiek profesjonalnej pomocy, osiągnął obrót trzydziestu tysięcy marek rocznie! Zwłaszcza w 2059, roku bardzo ubogim w zlecenia. I co to za niepotrzebna gadka o prolongacie z dziewięćdziesiątego drugiego? Nadal domagacie się opóźnionych wpłat? I karnych odsetek? Po tym, jak nas wykrwawiliście na śmierć? Napastujecie Honorowego Artystę Republiki Czeskiej? Pięciokrotnego laureata Nagrody Rady Miasta Pragi? Rzuconego na kolana waszymi szalonymi prześladowaniami? To przecież jawny skandal! Uważaj, bo nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa, ty oślizgły gadzie. Przerwał połączenie.

— Powtarzasz im to samo w kółko i w kółko — użalił się nad sobą. — Zbierasz poświadczenia, piszesz podania, kolekcjonujesz dokumenty, całe lata prawniczej korespondencji, i co? Och, przecież nie ma w nich za grosz sensu. Są zupełnie jak roboty Capka. — Potrząsnął głową i uśmiechnął się ponuro. — No, nie martwmy się. Jestem cierpliwy, jeszcze ich przeżyję.

Na praskim pasie czekał na nich prywatny samolot, marzenie pilota, całe z bieli, złota i pawiego błękitu.

— Tylko popatrz — oburzył się Novák, stojąc u dołu składanych, perforowanych schodków. — Giancarlo powinien przysłać mi prywatnego służącego. Przecież wie, w jakim jestem fatalnym stanie.

— Ja tu jestem, Josefie, i ja będę twoją służącą. — Maya otworzyła bagażnik i zabrała ich bagaż.

— To taki światowy stwór, ten Giancarlo. Powinnaś zobaczyć jego chateaux w Gstaad, zostało dosłownie opanowane przez homary ze Stuttgartu. Wiesz, jeśli te maszyny kiedyś zwariują, mogą spokojnie zamordować człowieka. Podczas snu błyskawicznie przeciąć mu gardło szczypcami. — Novák odsunął się, a Maya wciągnęła ciężki bagaż do samolotu. Potem rześko wbiegł po schodkach.

W środku nie było strąków. Maya zatrzymała się, zadziwiona. Novák przykucnął tam gdzie stal i w tym momencie z błyskawiczną szybkością, w całkowitej ciszy wyskoczył pod niego fotel. Podłoga samolotu przypominała delikatny włoski marmur, lecz stając wobec wypiętego ludzkiego tyłka, powoływała pod niego przezroczysty hermetyczny fotel jak naddźwiękowy bąbel. Maya usiadła w przypadkowym miejscu i natychmiast pojawił się pod nią fotel, powstrzymując upadek.

— Jaki piękny samolot — ucieszyła się Maya, klepiąc sprężyste ramię fotela.

— Bardzo pani dziękuję za komplement — powiedział samolot. — Jesteśmy gotowi do startu?

— Prawdopodobnie tak — burknął Novák.

Długie delikatne skrzydła wpadły w cichą wibrację o bardzo wysokiej częstotliwości. Samolot uniósł się w powietrze pionowo.

Novák wyglądał przez okno w skupionym milczeniu, póki jego ukochana Praga nie zniknęła całkowicie z pola widzenia. Potem zwrócił się do Mayi:

— Jesteś modelką? Musisz być — powiedział.

— Bywam.

— Pracujesz dla agencji?

— Nie. Nigdy nie pracowałam za prawdziwe pieniądze. — Maya umilkła na chwilę. — Właściwie to wolę nie pracować za pieniądze — przyznała. — Ale, jeśli chcesz, mogę być modelką dla ciebie.

— Umiałabyś pokazać ubranie? Wiesz, jak należy chodzić po wybiegu?

— Widziałam, jak chodzą modelki… nie, nie wiem.

— Więc cię nauczę — powiedział Novák. — Popatrz, jak stawiam stopy.

Wstali i fotele zniknęły natychmiast, niczym pękające bezdźwięcznie balony. Bez nich nie brakowało im koniecznej do nauki przestrzeni.

* * *

W 2065 roku papież Innocenty XIV jako pierwszy z papieży poddał się procedurze przedłużenia życia. Jaki dokładnie zabieg zastosowano, pozostało tajemnicą, co stanowiło rzadki i bardzo dyplomatyczny wyjątek od zwyczajowej polityki ujawniania wszelkich danych medycznych. Decyzja papieża, będąca poważnym pogwałceniem wyroków Bożych — Bóg w końcu wyznacza każdemu człowiekowi właściwy dla niego okres życia — wraz z wyzwaniem rzuconym normalnemu cyklowi sukcesji, spowodowała poważny kryzys w Kościele.

Kolegium Kardynalskie obradujące nad skutkami podjętych przez papieża działań, doświadczyło cudu zstąpienia Ducha Świętego. Szaleńcza duchowa egzaltacja, ekstatyczne tańce i gadanie we wszystkich językach ziemi sceptycy, uznali za indukowaną chemicznie halucynację, ci jednak, którzy bezpośrednio doświadczyli żaru świętego płomienia, nie mieli wątpliwości co do jego cudownej istoty. Kościołowi wielokrotnie udawało się przetrwać złośliwe spekulacje sceptyków.

Boska interwencja przyspieszyła proces formalnej akceptacji części praktyk posthumanizacyjnych. Kościół rekomendował teraz swą własną, przystosowaną serię technik przedłużania życia. Aprobowane przezeń procedury, udzielanie komunii współczesnymi entheogenicznymi nalewkami oraz stosowanie niektórych dyscyplin duchowych nazwano „Nową Emulacją Chrystusa”.

Pokorny i metabolicznie niezmordowany Ojciec Święty ze swą siwą (a właściwie na pół teraz czarną) brodą stał się prawdziwym zwornikiem i ikoną europejskiej współczesności. Wielu uważało niegdyś Innocentego za prostego karierowicza, pogodnego grabarza umierającej wiary, lecz po zstąpieniu świętego płomienia jasne stało się jednak dla wszystkich, że odrodzony papież posiada cechy nadczłowieka. Jego zdumiewająca elokwencja, szczerość i okazywana wielokrotnie dobra wola wstrząsnęły nawet największymi cynikami.

Podczas gdy chemicznie odmieniony Kościół odwojowywał grunt, stracony od czasów oryginalnego chrześcijaństwa, wikariusz Chrystusa począł dokonywać cudów nie widywanych od czasów apostołów. Papież leczył kulawych i kalekich słowem oraz dotykiem. Wyganiał szatana z umysłów chorych umysłowo. Skutki tej kuracji czasem okazywały się nawet trwałe.