— Istnieją dwa rodzaje życia — powiedziała Natalie, układając się w rozhuśtanym hamaku ze zręcznością świadczącą o sporej praktyce. — Pierwszy to taki, kiedy człowiek z całej siły stara się być kimś bardzo mieszczańskim. Drugi to taki, w którym człowiek bardzo stara się rozwinąć swą świadomość.
— Dla mnie to żadna nowość. Pochodzę z San Francisco. A jakiego dokładnie środka używasz w charakterze łomu do wyważenia zamykających świadomość drzwi?
— No, jestem bardzo przywiązana do lacrimogenu.
— Nie, tylko nie to! Nie możesz ograniczyć się do czegoś niewinnego, na przykład heroiny?
— Heroina pozostawia ślady we krwi i włosach, więc może świadczyć przeciwko tobie. Poza tym, czy wiesz, że każdy ma w mózgu pewne ilości lacrimogenu? Lacrimogen to naturalna substancja neurochemiczna. I bardzo żywy narkotyk, ponieważ nie pozostawia śladów. Jasne, jeśli użyje się go za dużo, pojawia się poważny problem, kliniczna depresja, jeśli jednak dawka jest odpowiednia, naprawdę powoduje zwiększenie świadomości.
— Oho.
— Słuchaj, jestem młoda, prawda? — zapytała Brett. — No, właściwie to obie jesteśmy młode, ale ja potrafię przyznać się do młodości. Wiem, jakie to fatalne. Wiesz, dlaczego młodym ludziom żyje się dziś tak ciężko? Nie chodzi tylko o to, że jesteśmy nieznaczną mniejszością. Prawdziwy problem polega na tym, że dzieciaki są tak naładowane hormonami, że żyją w fantastycznym świecie. Mnie to jednak nie wystarczy. Nie potrafię żyć próżnymi nadziejami. Muszę dokonać właściwej oceny sytuacji.
— Brett, to znaczy Natalie, tylko ludzie bardzo dojrzali potrafią żyć w prawdziwej, pozbawionej iluzji, rzeczywistości.
— Dobrze, mnie wystarczy fałszywa rzeczywistość bez iluzji. Wiem, że sporo mi to daje.
— Nie bardzo wyobrażam sobie, jak coś takiego może być prawdziwe.
— Więc pokażę ci, jak coś takiego może być prawdziwe. Załóżmy się. Obie weźmiemy sto miligranów lacrimogenu, dobrze? Jeśli, dzięki niemu, nie rozpoznasz co najmniej jednego wielkiego kłamstwa w swym życiu, obiecuję, że rzucę lacrimogen na zawsze.
— Naprawdę? Trudno mi uwierzyć, że będziesz w stanie dotrzymać tej obietnicy.
— Lacrimogen nie wywołuje nałogu, wiesz? Nie pocisz się, nie jesteś na głodzie, nic z tych rzeczy. Oczywiście, że rzuciłabym go, gdybym nie była przekonana, że coś mi daje.
— Słuchaj, istnieje przerażająca statystyka samobójstw, dokonanych pod wpływem lacrimogenu. Starzy ludzie biorą go, bo pomaga im zebrać się na odwagę i zabić się.
— Nie, nieprawda, biorą lacrimogen, by ułożyć sobie przeszłość w retrospektywnym porządku. Za to nie można go winić. Jeśli już musisz zebrać się na odwagę, żeby popełnić samobójstwo, istnieje duża szansa, że powinnaś zebrać się na odwagę i popełnić samobójstwo. W dzisiejszych czasach ludzie muszą się zabijać, to towarzyska konieczność. Jeśli lacrimogen pomaga dostrzec tę prawdę, a w dodatku pomaga też przezwyciężyć strach i zakłopotanie, to powiem jedno: „władza dla lacrimogenu!”.
— Lacrimogen jest niebezpieczny.
— Nienawidzę bezpieczeństwa. Nienawidzę wszystkiego, co bezpieczne. Oni zabijają duszę bezpieczeństwem. Wolałabym być martwa niż bezpieczna.
— Ale czy rzeczywiście jesteś gotowa go rzucić? Jeśli wezmę z tobą lacrimogen, a potem powiem ci, żebyś go rzuciła, rzucisz go?
Natalie z przekonaniem skinęła głową.
— Przecież powiedziałam. Jeśli za bardzo się boisz, żeby go ze mną wziąć, w porządku, potrafię to zrozumieć. Nie masz jednak żadnego prawa, by wygłaszać mi wykłady na jego temat. Po prostu nie wiesz, o czym mówisz.
Maya rozejrzała się po piwnicy. Zdawała sobie sprawę z tego, że grozi jej teraz autentyczne niebezpieczeństwo, i owo grożące jej niebezpieczeństwo sprawiło, że piwnica wydała się jej bardziej niż rzeczywista. Łuszczące się ściany, popękany sufit, wielkie, przestarzałe zestawy do nalewek, rozrzucone książki, butelki po nalewkach, wilgotne poduszki, zepsuty rower, bielizna, cieknący zlew, głębokie, dźwięczne, nosowe chrapanie jednego z nieprzytomnych narkomanów, siatki do włosów, zamknięte żaluzje, syk i łomot przejeżdżającego w pobliżu rzymskiego trolejbusu… było to miejsce Brett. Idąc tropem Brett, znalazła się w tym miejscu, w tej sytuacji. Szła za Brett bez wahania.
— Dobrze, zrobię co proponujesz.
— Hej! — zawołała Brett. — Hej, Antonio!
Antonio przerwał czytanie książki i spojrzał na nią uprzejmie.
— Kończy mi się lacrimogen. Mam już tylko dwie działki. Nie wiesz przypadkiem, gdzie mogłabym go dostać?
— Jasne — powiedział Antonio. — Mogę zrobić lacrimogen. Chcesz, żebym go zrobił? Dla twojej pięknej przyjaciółki? Mogę go zrobić. — Odłożył książkę i powiedział coś do jednej z kobiet, szybko, po włosku. Perspektywa pracy wydawała się sprawiać przyjemność im wszystkim. Pierwszym krokiem było, oczywiście, strzyknięcie się stymulantami.
— Proszę, tylko nie płaczcie za głośno — powiedziała kobieta, podwijając rękaw. Była bardzo chuda. — Kurt się obudzi. Kurt nienawidzi, kiedy ludzie płaczą.
Z małej plastykowej torebki Brett wyciągnęła pozostałość rolki przylepek. Oderwała cztery śmiesznie małe przylepne kropki. Dwie z nich nalepiła na żyły na swoim nadgarstku, dwie na nadgarstku Mayi.
Nic się nie stało.
— Nie spodziewaj się nawału wrażeń — uprzedziła Brett. — To nie jest środek zmieniający wrażenia. On jest wrażeniem.
— No, ale z całą pewnością nie działa na mnie — powiedziała z ulgą Maya. — Tyle, że czuję się zmęczona i śpiąca. I chętnie bym się wykąpała.
— Tu nie można się wykąpać. Nie mają łazienki, tylko toaletę, za tymi drzwiami. Nie masz nic przeciwko temu, żeby im za to zapłacić, prawda, Mayu? Pięć marek? Na komponenty?
Sprzedawanie narkotyków było technicznie nielegalne. Można było kupować je na wymianę, można je było rozdawać, można było robić je samemu. Sprzedawanie narkotyków było jednak przestępstwem.
— Jeśli to im pomoże, oczywiście.
Brett uśmiechnęła się z ulgą.
— Nie wiem, dlaczego Novák zapragnął, żebyś wyglądała tak niesamowicie i złowrogo — powiedziała. — Przecież jesteś słodka i taka miła.
— Cóż, pożądam tego, co nie godzi się ze status quo — odparła Maya. Wielokrotnie powtarzała to zdanie, lecz dopiero teraz, po raz pierwszy, zaczęła wyczuwać, co ono rzeczywiście oznacza. A także, dlaczego żywi ludzie uczynili je swym hasłem, dlaczego powtarzają te pozornie głupie słowa, i to powtarzają je bez uśmiechu. Status quo jest przecież sine qua non stłumionego pożądania. Pożądanie jest nieracjonalne lecz namiętne, a także grzeszne. Zaakceptować pożądanie, poddać się pożądaniu… badać pożądanie, poszukiwać nagrody jest skrajnym przeciwieństwem mądrości i rozwagi.
Pożądanie było też jądrem uczuciowym narkomanów. Nagroda naga jak geometria — euklidesowa rozkosz centralnego systemu nerwowego, czysta forma zmysłowości dla szarych komórek. Ostateczna forma pożądania — nie miłość, nie potęga, nie potrzeba władzy, tylko oczyszczone drobne molekularne trucizny, czyniące drobne intymne komórkowe cuda szarym komórkom mózgowym. Przeczucie zalało ją falą. Niegdyś w życiu narkomanów nie widziała prawdy, zbyt bowiem zajęta była pogardzaniem narkomanami. Teraz zrozumiała ich wreszcie… i zaczęła im współczuć. Prawda i smutek związane były ze sobą głęboko i intymnie. Chodziło o prawdę, której nie sposób pojąć, jeśli nie jest się wystarczająco smutnym, by pozwolić sobie ją pojąć.